Przepraszam bardzo, ale nie będzie dzisiaj rozdziału. Wyskjoczyły mi pewne sprawy i jestem w małej rozsypce. Ale spokojnie, w piętek post będzie, taki jaki być powinien :)
Jeszcze raz przepraszam i do napisania :)
12 maj 2015
9 maj 2015
XXII
- Masz
bujną wyobraźnię, mały – powiedziała Mai i potargała włosy blondyna.
Ten
nadął policzki i spojrzał na nią spod byka.
- Ale
to prawda. Cały czas na ciebie patrzy takim dziwnym wzrokiem. Tak samo moja
siostra patrzy na ciasteczka. Uwielbia je.
-
Naprawdę? – zachichotała. – To może powinnam się trzymać z dala od Sebastiana,
by mnie nie schrupał?
-
Heeej, przestań – zaprotestował Luke, ale też się zaśmiał. – Mimo to, nadal
myślę, że cię lubi.
- Jest
moim lokajem i ochroniarzem, chce mnie chronić, a nie całować.
- Fu –
skwitował, a dziewczyna nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu. Dzieci.
- A po
co ci ochroniarz? Coś ci grozi? – spytał po chwili.
-
Pracuję w policji i szukam groźnych przestępców, więc czasem przyda się jakaś
pomocna dłoń.
- Oooo,
a umiesz się bić? – zarumienił się aż z podekscytowania.
- Mhm.
- A
pokażesz??
- Może.
– mruknęła.
-
Proooszęę!!
-
Zobaczymy. Teraz skończ jeść.
Lekko naburmuszony Luke ugryzł
kolejny kawałek kanapki. Mai patrzyła na niego. Mimo że znali się od pięciu
minut, już go polubiła. Był szczerym, wesołym, ciekawskim dzieckiem. Zwykły
dziewięciolatek. Tylko nadal zastanawiało ją, jak się znalazł po środku lasu?
Gdy
skończył, wypił wodę duszkiem i podziękował. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
-
Jesteś cały brudny. Może umyjesz się pod prysznicem, a ja wrzucę twoje ciuchy
do pralki? – zaproponowała. Chłopiec zawahał się przez chwilę, ale kiwnął głową
na znak, że się zgadza.
- W
takim razie chodź, znajdziemy ci jakiś ręcznik i ubrania na zmianę, okej?
- Mhm!
– zeskoczył z krzesła i ruszył za nią.
Po
drodze rozglądał się dookoła z otwartymi ustami.
- Ale
wieeelkie! Jak duży jest ten pałac? – spytał.
- Hmm,
pałacem bym go nie nazwała, ale masz rację, budynek jest ogromny. Ma Trzy
piętra i szklarnię na dachu, a do tego wilki ogród. Potem możemy tam pójść, jak
chcesz.
- Chcę!
Mieszkasz tu sama?
- Z
Sebastianem.
- A
twoja rodzina?
-
Zostałam sama – odpowiedziała, patrząc przed siebie.
- Nie
żyją? – zapytał cicho. Uznał moje milczenie, za potwierdzenie. – Przepraszam…
-
Spokojnie, mały – potargała mu włosy. – Nic się nie stało.
Lokaj
zapukał do sypialni, ale nikogo nie było w środku. Westchnął i położył
filiżankę i ciasteczka na stole, zabierając brudne naczynia. Zaniósł je do
kuchni i z powrotem wszedł na górę, by sprawdzić, co robiła jego pani. Już z
daleka usłyszał wysoki głos chłopca i ciche odpowiedzi dziewczyny. Ruszył w
kierunku pokoju, skąd dochodziły dźwięki rozmowy.
-
Panienko? – odezwał się, stając w wejściu.
Kucała
przed jedną z komód, uśmiechając się lekko. Gdy wszedł, odwróciła się do niego,
a radość znikła z jej twarzy. Na ten widok poczuł lekkie ukłucie w piersi, ale
nie dał niczego po sobie poznać.
- Mogę
w czymś pomóc?
-
Znajdź jakieś ubranie na zmianę i ręcznik dla Luke’a. – rozkazała. Sebastian
skłonił się i wyszedł.
Nigdy
nie mówiła, że lubi dzieci. Widać było, że polubiła chłopca. Chciała z nim
rozmawiać, droczyć się. Z tym d z i e c
k i e m. Nie do końca wiedział dlaczego, ale budziło to w nim złość. Nagle zapragnął
wrócić i odciągnąć Dziewczynę od blondyna. Należała do niego, jej wiernego
lokaja i tylko do niego.
Gdy
tylko ta myśl przeszła mu przez umysł, zamarł. Co właśnie pomyślał? Zachowywał
się irracjonalnie. Burzyło to jego wszelkie granice rozsądku i normalności.
Nie. Nie może tak…
- Tu
jest łazienka. Pod prysznicem masz wszystkie potrzebne rzeczy – powiedziała Mai
otwierając jedne z wielu drzwi.
- A
ubrania i ręcznik? – spytał chłopiec, patrząc świecącymi oczami na luksusowe
pomieszczenie.
-
Sebastian ci je przyniesie jak będziesz się kąpał. Ja będę u siebie w pokoju;
drzwi będą otwarte, więc będziesz mógł mnie znaleźć.
- Okej!
– zakrzyknął i wszedł do środka.
Czarnowłosa
uśmiechnęła się lekko na odchodnym i ruszyła w stronę sypialni. Od razu położyła
się na łóżku, zanurzając twarz w pachnącą jej szamponem poduszkę. Dręczyły ją
słowa Luke’a. Był bystry i szybko łączył fakty. Jednak w jaki do jasnej cholery
sposób odkrył coś, czego ani ona, ani sam demon nie podejrzewali.
Wiedziała,
że w Sebastianie zaczynają budzić się emocje. Co gorsza, dobre emocje. Co
jeszcze gorsze, były one skierowane w jej stronę. Próbowała się bronić rękami i
nogami, odpychać go od siebie. Nie chciała tego. Pragnęła tylko zemsty, a potem
zapłacić za życie. Na co jej był rozmiękły demon-sługa? Potrzebowała kogoś
zimnego, twardego, kto nie pozwoli, by jej rany się zagoiły, by osłabła. Przez
te lata uporczywie dusiła w sobie wszystko, by przetrwać. Żadnych trosk.
Żadnych wątpliwości. Żadnych uczuć.
Westchnęła
ciężko. Czemu ten idiota wszystko niszczył?
-
Panienko…? – rozległ się niepewny głos. O wilku mowa.
- Hm? –
mruknęła, nie podnosząc głowy. Nie chciała, by widział ją w tym stanie.
- Czy
coś się stało? – dźwięk zbliżył się.
Spięła
się. Jego zmartwiony głos był kolejnym sztyletem wbitym w jej ciało.
- Nie –
twarda odpowiedź sprawiła, że zamilkł.
-
Proszę o wybaczenie, ale ośmielę się nie zgodzić. Ostatnio panienka dziwnie się
zachowuje.
- Kto
to mówi – szepnęła, by nie załamał jej się głos. Nie. Stop. Żadnej słabości.
- Nie
rozumiem.
Podniosła
głowę i spojrzała na niego.
- To
zrozum wreszcie!
Nie
wiedział, o co jej chodzi. Płomienny wzrok dziewczyny wwiercał się w jego
twarz. Jej usta drżały, a emocje były w kompletnej rozsypce, mimo że starała
się je poskładać. Wyczuł jedynie złość i upór.
Najgorsza
była jednak świadomość, że to wszystko jego wina. Jego pani się zmieniała.
Przez niego. To sprawiało, że czuł się rozdarty.
- Panie…
- zaczął, ale mu przerwała.
-
Przejrzyj wreszcie na oczy! Niszczysz sam siebie, przy okazji robiąc to samo ze
mną! Masz być moim sługą, a nie oprawcą! Więc przestań wreszcie! – Krzyknęła.
Zabolało.
Po raz pierwszy usłyszał jak podniosła głos. Zawsze była opanowana, czy to w
gniewie, czy w innej sytuacji. W nim
teraz też trwała burza. Świadomość, że zawiódł, ten ból mieszał się z irytacją.
Ta słaba, ludzka istota… ta waleczna, piękna dziewczyna… irytująca dziewucha…
droga mu pani…
Przyłożył
dłoń do skroni, chcąc uspokoić myśli. Znowu to samo. Zaczynał czuć. Emocje,
które powinny być zapieczętowane, zamknięte w niedostępnym nawet dla niego miejscu,
zaczynały wydostawać się z klatki i siały spustoszenie w jego głowie.
- Ja…
nie wiem… nie wiem.
- To
się dowiedz! Mam tego dość! Jesteś demonem. Demonem! Stworzeniem bez uczuć,
skrupułów, czy sumienia! A kiedy na ciebie patrzę, wyglądasz jak słaby
człowiek! Weź się w garść! – jej ostre słowa wżerały się w jego umysł niczym
kwas.
Nie
wiedział, jaki ma w tym cel, ale zorientował się, że Mai za wszelką cenę
próbuje go od tego odgrodzić. Zapieczętować, przywrócić do porządku. Ale czy on
tego chciał…? Co za gadanie, oczywiście, że chciał.
Czy aby na pewno? Nieznośny głos w
głowie siał wątpliwości.
- Mai…?
– cichy głosik Luke’a przerwał burzę myśli.
- Coś
się stało, mały? – spytała dziewczyna wstając z łóżka i podchodząc do chłopca.
-
Przepraszam, przeszkodziłem…?
- Nie
ważne. Potrzebujesz czegoś? – jej łagodny głos tak bardzo różnił się od jej
tonu chwilę temu, że aż zaszokowało to lokaja. Zmuszał ją do takich rzeczy…
-
Chciałem tylko porozmawiać…
- W
takim razie chodź. Oprowadzę cię po rezydencji. Co ty na to? – zaproponowała.
-
Pewnie! – szeroki uśmiech rozjaśnił twarz blondyna.
- To
idź już na dół i zaczekaj na mnie przed drzwiami, okej? Dokończę pewne sprawy i
zaraz do ciebie dołączę.
- Ok! –
rzucił szybkie spojrzenie demonowi i zniknął w korytarzu.
Gdy
umilkły kroki, dziewczyna nadal stała do niego plecami. Sprawił, że robiła
rzeczy, których nie chciała. Budził w niej emocje. Może nawet obrzydzenie. Miał
być jej wsparciem, lojalnym sługą, a nie ciężarem.
Ta myśl
ciążyła mu niczym głaz. Nawet jeśli budziły się w nim emocje, to nie mógł nimi
obarczać Mai. Nie ją. Miała własne problemy, z którymi, co dopiero zauważył,
ledwo sobie radzi. Gdyby dołożyć jeszcze jego, coś by w końcu pękło. Chciał
tego uniknąć.
-
Błagam o wybaczenie, pani – ukląkł na jedno kolano i spuścił głowę. – Zawiodłem
cię jako sługa, sprawiłem, że robiłaś rzeczy wbrew sobie. To się już nie
powtórzy.
- Trzymam
cię za słowo, Sebastianie – nadal na niego nie patrzyła, ale jej lodowaty ton
mówił sam za siebie. Wyszła, zostawiając go samego.
Wtedy
po raz pierwszy poczuł prawdziwy smutek.
~~*~~
Hejoo! :3 Mam nadzieję, że ten przepełniony myślami rozdział Wam się spodobał ^^ Z Waszych komentarzy wywnioskowałam, że na to czekaliście, więc starałam się wymyślić coś, co sprosta Waszym oczekiwaniom i jednocześnie będzie pasować do mojego planu ;)
Czekam z niecierpliwością na opinie i pomysły! :D
Czekam z niecierpliwością na opinie i pomysły! :D
Pozdrawiam i do napisania ^^
5 maj 2015
XXI
-
Znowu. Cholera.
Dziewczyna osunęła się po ścianie, nie
zwracając uwagi na lodowatą wodę, która spływała jej po twarzy. Znowu to samo.
Miała dość tego wszystkiego. Zamknęła oczy i próbowała się wyciszyć. Ponownie
znieczuliła się na wszystko, starając się połatać dziury w sercu. Ciekawe, czy
się zagoi…
Lokaj
siedział przy biurku w swoim pokoju. Myślał intensywnie nad ostatnimi
wydarzeniami. Coś ważnego się zmieniło, a on nie miał pojęcia jak powstrzymać
tą lawinę. Jakby wszystko, na co tak ciężko pracował, zaczęło się rozpadać.
Westchnął
ciężko. O co mogło jej chodzić? Czemu zadawała pytania, na które znała już
odpowiedzi? Czy to jakiś wstrząs? Może jest chora…? Nie mógł zrozumieć
zachowania swojej pani. Było sprzeczne z jej sposobem bycia. Co ma zrobić, by
to powstrzymać?
Następnego
dnia Mai obudziła się z bólem głowy. Uciążliwe pulsowanie rozsadzało jej
czaszkę, nie pozwalając zebrać myśli. Usiadła i ucisnęła palcami skronie,
jednak to nie pomogło.
-
Panienko? – rozległ się głos zza drzwi.
- Wejdź
– mruknęła.
- Czy
coś się stało? – spytał Sebastian, stawiając tacę ze śniadaniem na stole i
klękając obok łóżka.
- Głowa
mnie boli. Przynieś jakieś lekarstwo.
- Tak,
pani – skłonił się i wyszedł.
Nie
minęły dwie sekundy, jak lokaj wrócił z białą tabletką i szklanką wody w dłoni.
Dziewczyna szybko połknęła lek, popijając chłodnym płynem. Przez cały czas
demon przyglądał jej się uważnie.
- Co? –
warknęła zirytowana.
-
Przepraszam – odparł. – Jak się panienka czuje?
- Źle.
Wstała
z łóżka i zaczęła po kolei wyciągać ubrania z szafy. Potem zniknęła za
parawanem i zaczęła się przebierać. Między nimi panowała niezręczna cisza. To
napięcie w powietrzu coraz bardziej złościło Mai. Wolała zapomnieć o ostatnich
dniach i wrócić do codziennej rutyny. Zamiast jednak powiedzieć coś
nierozsądnego, wzięła głęboki oddech i zdusiła w sobie emocje, tak jak robiła
to już tysiące razy.
Sebastian
wytężał wszystkie zmysły, by dowiedzieć się, co czuje jego pani. Nie rozumiał
jej złości. Zachowywała się dziwnie. Wtedy wszystko zniknęło. Jakby w jednej
chwili pozbyła się wszystkich emocji. Zaniepokoił się.
-
Panienko…?
- Hm? –
mruknęła.
-
Wszystko w porządku?
- Tak –
ucięła.
Zamilkł.
Podszedł do parawanu tak, że kiedy ubrana dziewczyna chciała wyjść, o mało na
niego nie wpadła.
- Co ty…?
– zaczęła, ale nie dokończyła.
Lokaj pochylił
się lekko, by móc spojrzeć jej w oczy. Ich twarze dzieliły centymetry. Szukał w
jej spojrzeniu czegoś, co tłumaczyłoby to wszystko. Znalazł nieufność i
wyzwanie, które kusiło go, by zbliżył się jeszcze bardziej. Zamiast tego spytał:
- Co
się ostatnio z panienką dzieje?
Zamarła.
Jej spojrzenie stwardniało, tworząc mur odgradzający go od jej umysłu.
- Nie
twoja sprawa, demonie – szepnęła zimno.
Cios.
Poczuł, jakby go uderzyła. Nie wiedział czemu, ale posmutniał.
- Ależ
oczywiście, że moja, pani – mruknął cicho.
Co było
z nim nie tak?! Ten ton głosu, przygnębiony wzrok. Jakby go zraniła. Idiota!
-
Przestań – powiedziała głośno. Sebastian spojrzał na nią zaskoczony. – Nie widzisz,
co robisz?
- O co
panience chodzi?
-
Pomyśl. Co się ostatnio z tobą dzieje? Ogarnij się, albo wpakujesz się w niezłe
bagno.
Lokaj
zmarszczył czoło, intensywnie myśląc. Czasem naprawdę miała go dość. Podniosła
rękę i pstryknęła go w czoło. Aż się wyprostował. Mai wyminęła go i wyszła z
pokoju. Zbiegła po schodach i chwyciła kurtkę. Zarzuciła ją na ramiona, włożyła
buty i otworzyła drzwi. Widać było, że to już wiosna. Trawa przestała być
brązowa, drzewa zaczynały puszczać pierwsze pączki, a na grządkach rosły
krokusy.
Dziewczyna
ruszyła w kierunku bramy. Miała zamiar pospacerować po lesie, by uspokoić myśli
i zastanowić się, co dalej. Musiała powstrzymać demona, zanim zrobi coś, czego
oboje będą żałować. Szła znaną sobie ścieżką, chłonąc zapachy drzew i
wilgotnych liści. Czuła jak powoli emocje opadają, a jej umysł przestaje
przypominać jeden wielki kłębek strachu i złości.
Podświadomie
zaczęła nucić jakąś piosenkę. Kojarzyła skądś melodię, ale nie pamiętała słów.
Mruczała więc pod nosem, patrząc przed siebie. Jej buty wybijały powolny rytm,
jeszcze bardziej kojąc nerwy.
Wtedy kątem
oka zauważyła mały biały punkt. Mimo że był dość daleko, jasny kolor odznaczał
się wyraźnie na tle brązu i zieleni. Wiedziona przeczuciem, zeszła ze ścieżki zmierzając
do tajemniczego obiektu. Im bliżej była, tym jej serce biło coraz szybciej. Z
marszu przeszła w trucht, aż w końcu sprintem dobiegła do małego chłopca
leżącego na ściółce. Był szczupły i niewysoki. Miał jasne włosy, które pewnie
często wpadały mu do oczu. Nie ruszał się.
Mai
pochyliła się nad jego twarzą. Oddychał.
- Hej,
mały, żyjesz? – spytała, lekko nim potrząsając. Nie odpowiedział.
Z
racji, że nie wyglądał na rannego, podniosła dziecko i zarzuciła na plecy. Był
zaskakująco lekki. Nie mógł mieć więcej niż dziesięć lat. Pewnie nie
zauważyłaby go, gdyby nie biała bluza, którą miał na sobie.
Biegnąc
równym rytmem, ruszyła w stronę rezydencji. Nie wiedziała, jak chłopiec się tu
znalazł i co mu się stało, ale czuła, że coś jest nie tak.
Po paru
minutach, lekko zdyszana, stanęła przed drzwiami. Sebastian otworzył i szybko
oceniając sytuację, wziął dziecko z jej pleców i zaniósł na górę. Dziewczyna
szybko pozbyła się butów i kurtki i pobiegła za lokajem. Ten położył blondyna
na łóżku w jednym z pokoi gościnnych i ściągnął mu bluzę. Zaczął go dokładnie
oglądać, sprawdzając, czy nie ma żadnych obrażeń.
-
Oprócz paru otarć i siniaków, nic mu nie jest – orzekł. Odetchnęła z ulgą. – Co
się stało?
- Leżał
nieprzytomny w lesie.
Kiwnął
głową na znak, że zrozumiał i przykrył chłopca ciepłym kocem. Zawarli niepisaną
umowę, że na razie nie będą wracać do kłótni. Demon wyszedł z pomieszczenia, a
Mai usiadła na krześle, czekając aż malec się obudzi.
Minęła
prawie godzina, gdy w końcu otworzył oczy. Rozglądał się ze strachem dookoła,
aż błękitne spojrzenie padło na nią. Gwałtownie usiadł, odsuwając się.
-
Spokojnie, nic ci nie zrobię. Znalazłam cię nieprzytomnego w lesie, jesteśmy w
moim domu – mówiła spokojnie. – Nazywam się Mai. A ty?
- Luke –
szepnął.
- Ładne
imię. Ile masz lat?
-
Dziewięć – odparł. Wydawał się mniej przerażony niż chwilę temu, ale nadal
niespokojnie się rozglądał.
- Opowiesz
mi, co się stało? – spytała.
Chłopiec
wzdrygnął się i opuścił wzrok.
-
Rozumiem. Nie musisz mówić jak nie chcesz.
-
Naprawdę? – jego zaskoczony ton rozbawił dziewczynę.
- Mhm.
Nie będę cię do niczego zmuszać. Dobrze się czujesz?
- Mogę
dostać coś do picia?
- Mhm –
mruknęła i wcisnęła guzik wbudowany w ścianę koło łóżka.
Chwilę
później do pokoju wszedł Sebastian z dużą szklanką wody i talerzem z kanapkami.
Położył wszystko na stoliku i uśmiechnął się zachęcająco do Luke’a.
- Życzę
smacznego.
- Kim
jesteś? – spytał.
- To
Sebastian; mój lokaj – wyjaśniła Mai.
-
Lokaj? Jesteś bogata?
Zapomniała
już, jakie dzieci są bezpośrednie. Ich spostrzegawczość często zadziwiała
dorosłych. Cóż, trudno się dziwić.
- Można
tak powiedzieć. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, możesz śmiało poprosić go o
pomoc.
-
Fajnie – uśmiechnął się.
Kiedy
blondyn zajadał kanapki, dziewczyna wbiła wzrok w demona. Przez chwilę trwała
między nimi bitwa na spojrzenia. Jednak nikt nie chciał się poddać. W końcu
oboje odwrócili głosy, zarządzając remis. Wciąż jednak czuła na sobie płomienne
spojrzenie mężczyzny.
Dopiero,
kiedy zerknęła na niebieskookiego, zorientowała się, że ich obserwuje. Nic nie
mówił, tylko zajadał się kanapkami.
-
Przynieś mi herbaty – powiedziała do kamerdynera. Ten skłonił się i wyszedł.
-
Jesteście parą? – spytał wprost Luke, jak tylko umilkły kroki w korytarzu.
- Nie.
Skąd to przypuszczenie?
- A
kochasz go? – puścił pytanie mimo uszu.
- Nie –
zmarszczyła czoło. Dokąd to zmierzało?
- Bo on
ciebie kocha.
~~*~~
Ekhem... mam nadzieję, że mnie nie zabijecie. ^^ Tak jakoś mnie napadło i tadaaa! Tak oto powstał wrzód na tyłku zimnej, oschłej relacji lokaj-pan xDD
Chętnie poczytam, co o tym myślicie i czego chcecie w kolejnych rozdziałach. Ale ostrzegam: nie liczcie na gorące romanse :P
Pozdrawiam i do napisania :D
1 maj 2015
XX
UWAGA!!
Tekst zawiera drastyczne sceny, nieodpowiednie dla ludzi poniżej 12 roku życia i tych o słabych nerwach. Jeśli takową jesteś, to omiń akapity zaznaczone kursywą :3
~*~
Sebastian
zamknął za sobą drzwi i zamarł. Co to było? Co się właśnie między nimi
wydarzyło? Coś pękło. To wiedział na pewno. Runęła jakaś bariera, która ich od
siebie oddzielała. Czuł to i nie wiedział, jak ma na to zareagować. Dotknął
jej. Zrobił to bez wyraźnego powodu, łamiąc zakaz pani, a ona się nie
zezłościła. Wręcz przeciwnie, rozbawiło ją to.
C o s i ę d z i e j e ?!
Zszedł
na dół, by przygotować się na kolejny dzień. Słyszał, że Mai poszła spać.
Martwił się o nią. Dziewczyna na co dzień sprawiała wrażenie zimnej i
opanowanej, ale wiedział, że gdzieś tam ukrywa się nieśmiała nastolatka, która
potrzebuje jakiegoś światła w jej mrocznym świecie. I jakby dopasowując się do
jej potrzeb, lokaj poczuł jakby w jego wnętrzu błysnęła ciepła iskra. Mimo że
już zniknęła, to nadal odczuwał jej ciepło. Niepokoiło go to.
Jutro
będzie ciężki dzień. Wiedział, co planuje jego pani. Smith, a raczej Willson
nie wygada się tak jak Kate. Z jednej strony nie mógł doczekać się wrzasków,
błagań o litość i tego bezlitosnego spojrzenia Mai, z drugiej zaś obawiał się,
że to w jakiś sposób na nią wpłynie i pogorszy jej stan. Cóż…
Sebastian
stał przed salą numer trzy, zgodnie z rozkazem. Około południa, dziewczyna
wyłoniła się zza zakrętu i ruszyła w jego stronę. Miała na sobie luźną, białą bluzkę
z długim rękawem i leginsy. Jego uwagę przyciągnęła jednak duża torba, którą
przerzuciła przez ramię.
Zobaczymy - pomyślał.
Podał
dziewczynie szarą teczkę i otworzył drzwi. Weszli do pomieszczenia. Był to
pokój bez okien, z dźwiękoszczelnymi ścianami i podłogą wyłożoną płytkami. Przy
jednej ze nich stał biały laminowany stół, na który jego pani rzuciła torbę i
usiadła na blacie. Otworzyła teczkę i spojrzała na związanego mężczyznę po
czterdziestce. Siedział na środku przywiązany specjalnymi pasami do solidnego
krzesła.
- Simon
Williams. Lat czterdzieści pięć, wdowiec, bezdzietny, zniknął trzy i pół roku
temu. Rodzina za tobą nie przepadała, prawda? – spytała Mai przeglądając akta.
- Kim
jesteś? – spytał wściekły mężczyzna.
- Że
się jeszcze nie domyśliłeś – wywróciła oczami. – Podpowiedź: znasz moje imię.
- Nie
będę się z tobą bawić! – krzyknął.
- Oj,
będziesz. Jakbyś nie zauważył, jesteś związany jak prosiak, nie masz żadnych
szans na ucieczkę, a ja nie należę to przyjemnych osób.
-
Zobaczymy, czy będziesz tak ładnie śpiewać, kiedy twój dom będzie stał w ogniu –
warknął.
- Jeśli
myślisz, że ktoś przyjdzie cię uwolnić, to nie mogłeś bardziej się mylić. Twoi „ochroniarze”
zostali… wyeliminowani.
- Jak
to… kim ty jesteś?! – wrzasnął.
Mai
skrzywiła się lekko.
- Nie
wydzieraj się tak. Powiedziałam: znasz moje imię.
- Nigdy
w życiu cię na oczy nie widziałem. Ty… - zaczął mamrotać przekleństwa pod
nosem.
Demon
na znak pani podszedł i wykręcił mężczyźnie palce tak, że zaczął krzyczeć z
bólu.
- Może
trochę grzeczniej? – cisza. – Tak już lepiej. Mogłeś mnie nigdy nie widzieć,
ale na pewno słyszałeś. Przecież mnie szukałeś…
Williams
otworzył szeroko oczy i wwiercił spojrzenie w twarz dziewczyny.
- Word?
Mai Word? To… - nie dokończył.
-
Niespodzianka – mruknęła, jednak zabrzmiało to bardziej jak groźba niż żart.
Lokaj
cały czas uważnie przyglądał się swojej pani. Zachowywała się jak zwykle. I jak
zwykle, kiedy ją taką widział, przechodziły go ciarki. Ten błysk w oku, ta
postawa, mroczny humor. Lubiła to. Uwielbiał to w niej. Zamiast wyprzeć się i
zapomnieć o swojej przeszłości i szkoleniach, pielęgnowała je, rozwijała i
wykorzystywała. To sprawiało, że służenie jej było… ekscytujące.
- Nie
szczerz się tak, Sebastianie – mruknęła, nawet na niego nie patrząc.
Wiedziała,
jak na niego działa. Kiedy ona wchodziła w swój trans, on tryumfował.
-
Wybacz mi, pani, ale nie mogę się powstrzymać – drapieżny uśmiech wykwitł na
jego twarzy.
-
Dziwak – skwitowała, rzucając mu rozbawione spojrzenie.
Była w
swoim żywiole. Ale wiedział, że niedługo dostanie więcej…
-
Wracając… Mów, co wiesz o organizacji – powiedziała prosto z mostu do
milczącego zakładnika.
-
Pomarz sobie – odparł.
- Oh,
pomarzę. Co więcej, zrobisz to.
- Bo? –
popatrzył na nią wyzywająco.
Widać
było, że zachowanie mężczyzny ją bawi. Nakręcała się. Lokaj patrzył,
podekscytowany, jak Mai rozsuwa zamek torby i wysypuje jej zawartość na stół. Ich
oczom ukazała się pokaźna kolekcja noży, sztyletów i różnorakich przyrządów, które
mogły służyć tylko do jednej rzeczy. Do zadawanie niewyobrażalnego bólu.
- Bo
inaczej się z tobą nieźle zabawię – szepnęła, jakby już nie mogła się doczekać.
Tak jak
na co dzień była chłodna, opanowana i bezuczuciowa, tak teraz aż kipiała z
niecierpliwości. Jej oczy błyszczały niepokojąco, mówiła więcej niż zwykle,
opadały mury, które zwykle oddzielały ją od świata. To była dziewczyna, którą
Sebastian ubóstwiał.
- Co ty…?
– jęknął Williams, patrząc z przerażeniem to na narzędzia tortur, to na Mai.
- Mów.
- Ja
nic nie wiem! – wrzasnął.
- Ach
tak? W takim razie zaczynamy – kiwnęła na niego głową, a lokaj podszedł i
zaczął układać przyrządy na blacie. Dziewczyna cały czas na nim siedziała, więc
co jakiś czas ich ramiona ocierały się o siebie, jednak żadne z nich nie
zwracało na to uwagi.
- Numer
trzy proszę – odezwała się po chwili.
Lokaj
podał jej ostry jak brzytwa nóż. Jego pani zeskoczyła ze stołu i podeszła do
zakładnika.
- To
jest jeden z najostrzejszych noży, jakie możesz obecnie dostać na rynku. Jego
cięcie jest prawie niewyczuwalne, jednak rana bardzo mocno krwawi. Wiesz, że im
bardziej tępe jest ostrze, tym mocniejszy jest ból?
Nagle,
bez słowa ostrzeżenia, przesunęła mu ostrzem po przedramieniu, a na kafelki
spadł cienki jak papier plasterek skóry.
- Przestań!
Zabieraj to! – wrzeszczał, jednak przyłożenie zakrwawionego noża do gardła skutecznie
go uciszyło.
-
Wiesz, co to jest lingchi? – spytała cicho. Cisza. – Była to niegdyś popularna
metoda tortur we wschodniej Azji. Kara tysiąca cięć. Odkrawano po kolei plastry
ciała, aż do śmierci ofiary. Co prawda, powinnam cię najpierw czymś
nafaszerować, byś nie zemdlał… oraz zacząć ciąć od klatki piersiowej, ale cóż.
Mówi się trudno.
Mężczyzna
drżał. Jego krew skapywała na posadzkę , tworząc niewielką kałużę.
- Szykuj
się. Ramiona, brzuch, żebra, uda, plecy… jak długo wytrzymasz? – szeptała mu do
ucha.
Gdy nie
uzyskała odpowiedzi, błyskawicznym ruchem odcięła kolejny kawałek skóry.
-
Lepiej zacznij mówić.
Williams
zaczął się szamotać i wrzeszczeć, ale lokaj przytrzymał go, blokując ruchy.
Zabawa dopiero się zaczyna.
Po paru
godzinach, cała posadzka była we krwi. Zakładnik siedział nieprzytomny na
krześle. Dziewczyna zdawała się słyszeć, jak ulatuje z niego życie. Miał nienaturalnie
powykręcane palce, a zamiast paznokci ziały ciemne dziury. Jakoś nie sprawiło
jej to przyjemności. Trwało to zdecydowanie za długo. Wciąż słyszała wrzaski
mężczyzny, a w jej ustach pozostał nieprzyjemne posmak. Zdobyła informacje,
których potrzebowała i pozbyła się problemu. Simon właśnie wydał swoje ostatnie
tchnienie.
Dziewczyna
spojrzała krzywo na swoje zakrwawione ręce. Jej palce zesztywniały od
zaciskania zgniataczy, noży i innych narzędzi.
- Za
dużo babrania – mruknęła.
Lokaj patrzył
na Mai płomiennym wzrokiem. Wciąż widział przed oczami błysk satysfakcji w jej
oczach, gdy ten śmieć mówił o organizacji. Mógł sam to z niego wyciągnąć, ale
ona wolała zrobić to osobiście. Miał ochotę pokazać ją światu. Delektować się
jej brutalnością, jednocześnie nie zatracając jej delikatnego charakteru.
Anielica tańczyła z diabłem, tworząc wybuchową mieszankę, która była dla niego
niczym narkotyk.
- Pani –
mruknął, podając jej mokry ręcznik, którym zaczęła wycierać dłonie.
On zaś
innym skrawkiem materiału przecierał dziewczynie policzki i szyję. Teraz, po
wszystkim, na jej twarzy z powrotem pojawiło się znudzenie i obojętność.
-
Wszystko w porządku, panienko? – spytał się.
- Mhm.
Długo to trwało – mruknęła marszcząc czoło.
Mimo że
demon był zachwycony przebiegiem wydarzeń, wiedział, że musi szybko przywrócić
panią do rzeczywistości.
-
Pozwoli panienka? – spytał wystawiając przed siebie ręce.
Ta
długo patrzyła mu w oczy, aż w końcu kiwnęła głową. Kamerdyner wziął ją na ręce
i w ułamku sekundy przeniósł ją do jej łazienki. Postawił ją delikatnie w
kabinie prysznica, by nie pobrudziła podłogi krwią.
-
Jesteś teraz cały brudny – mruknęła, dotykając palcem jego marynarki.
Coś
było nie tak. Nie powinna go tak dotykać. Ani się nim przejmować. Czyżby
wczorajsze wydarzenia jakoś na nią wpłynęły?
-
Panienko? – spytał niepewnie.
-
Sebastianie? – mruknęła po chwili ciszy.
- Tak?
-
Powiedz mi: czy ty czujesz? – pozornie niewinne pytanie wywołało burzę w umyśle
demona.
Czemu
go o to pytała? Przecież wie, że istoty takie jak on są wolne od przyziemnych odczuć.
- Co to
za… - zaczął, ale mu przerwała.
- Nie
odpowiadaj od razu. Zastanów się. Sięgnij pamięcią do ostatnich miesięcy.
Czujesz coś? – wczepiła się palcami w jego ubranie.
- Ja…
Lokaj
zagłębił się w odmęty swoich wspomnień. Może i faktycznie ostatnio działo się z
nim coś dziwnego… Ale to przecież niemożliwe, by… prawda?
- Ja
nie wiem. Przepraszam – odpuścił głowę.
Mai
długo patrzyła mu w oczy. W końcu, opuściła ręce luźno wzdłuż boków.
-
Rozumiem – z jej twarzy nie dało się nic wyczytać. – Przebierz się i posprzątaj
na górze, a ja to z siebie zmyję – mruknęła.
- Jak
sobie życzysz, pani – skłonił się i wyszedł. Idąc korytarzem usłyszał dźwięk
puszczanej wody i odgłos pięści uderzającej o drzwi kabiny.
~~*~~
Podobało się? ^^ Wreszcie wyszły na jaw moje sadystyczne zapędy xD Wybaczcie :* Mam nadzieję, że nie stracę przez to czytelników ^^ Możecie śmiało pisać, co o tym wszystkim myślicie, z chcęcią przyjmę każdą krytykę. (ale bez hejtów, ok? ;-;)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do napisania :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)