25 mar 2016

LBA




           Nie wiem co to. Nigdy tego nie robiłam. Nie chcę nikogo do tego zmuszać. (Też Cię kocham, Nami <3) Ale brzmi fajnie. Co tam. Do roboty!


1. Co skłoniło Cię do założenia bloga?

Cóż, czytałam odkąd nauczyłam się czytać, pisałam od podstawówki. Wtedy też zauważyłam, że ludzie wrzucają na blogi swoje historie, niektóre świetne, inne niezbyt. Pomyślałam sobie "Ja też tak chcę, może ktoś to polubi!" i tak jakoś... jestem.  


2. Co daje Ci pisanie?

Hmm. Ciężkie pytanie. O ile na codzień, wśród ludzi jestem "społeczną" sobą, to przed komputerem jestem "nieocenzurowaną" sobą. Tak więc moje opowiadania to taki śmietnik moich emocji, marzeń, to co lubię, a czego nienawidzę, jakichś szalonych pomysłów i dołków. Dzięki temu mogę funkcjonować nie siejąc zniszczenia wokól siebie :D 


3. Czy wiążesz przyszłość z tym, co robisz na blogu czy traktujesz to jako hobby?

Jeśli chodzi o same "blogowanie", to raczej hobby. Wrzucam, co mi palce przeniosą na komputer i patrzę, co się komu podoba, czy może powinnam się gdzieś podszkolić. Mówiąc o samym pisaniu, to mam wiele szalonych pomysłów i miłoby było kiedyś je opublikować, choćby tylko po to, by móc się pochwalić, że "napisałam i wydałam własną książkę". ;) 


4. Przed opublikowaniem rozdziału: Ile razy sprawdzasz poprawność tekstu?

Pffff. Zależy. Jak mi się chce i jestem zadowolona z tego co pisałam, to czytam wszystko ze dwa razy. Jeśli mam dość całego świata, to po prostu wrzucam z dość niezbyt entuzjastycznym "sprawdzę jutro". Co się rzadko zdarza, chyba, że ktoś mi to wytknie. <3 


5. Jeśli nie wiesz, jak napisać jakieś słowo: szukasz odpowiedzi w Internecie/słowniku czy używasz innego sformułowania?

Staram się, by moje historie nie brzmiały (brzmiały? wyglądały?  x.x) jak wypowiedzi dziesięciolatka. Jeśli szukam synonimu, czy znaczenia, to po prostu wrzucam w googla. Kiedy zaś nie jestem pewna ogólnego sensu zdania, wyrażenia, czy czegokolwiek, po prostu pytam rodziców. (średnio profesonalne, ale skuteczne!)


6. Co liczy się dla Ciebie bardziej? Poprawność tekstu czy ciekawa fabuła? 

Fabuła. Zdecydowanie. Czytam dużo fanowskich tłumaczeń książek i o ile treść sama w sobie mnie zaciekawi, nie zwracam nawet uwagi na błędy (których zwykle jest multum). Z drugiej strony nawet jeśli tekst napisany jest pięknym językiem, powala strukturami językowymi, gramatyką, czy czym tam można zabłysnąć, ale fabuła jest oklepana lub po prostu głupia, to dla mnie jest to talent zmarnowany. Kompletnie. Fuj. 


7. Czym, oprócz prowadzenia bloga, się interesujesz?

Mam sporo zainteresowań i ciągle dochodzą nowe, ale staram się trzymać obranych kierunków (czyt. nerd). 
Nałogowo czytam książki, słucham muzyki, dużo rysuję, gram na gitarze, śpiewam, oglądam anime, czytam mangi, interesuję się grafiką komputerową i projektowaniem, piszę, czasem gotuję, ogólnie lubię mitologię starożytną, kulturę japońską, czasem zgrywam kujona i całymi dniami wyszukuję jakichś nowinek naukowych (autentycznie: dzieciństwo spędzone na discovery i animal planet), gram w gry komputerowe... ogólnie, siedzę w domu i udaję nerda. :D 
A, i nie można zapomnieć o uzależnienia od leniuchowania i słodyczy. Mniam! <3


8. Masz jakieś konkretne plany na przyszłość?

Cóż, chciałabym studiować gdzieś za granicą, a potem założyć własną firmę związaną z reklamą lub grafiką, gdyż w tym kierunku się uczę i jak wspomniałam wcześniej, jest to jedno z moich "głównych" zainteresowań. A, i oczywiście wydać książke. ^^


9. Ile znasz języków obcych? Jakie to języki?


Zdefiniuj "znam"... 
Polski rzecz oczywista, angielskiego uczę się od 12 lat, więc jest raczej dobrze, gdyż używam go codziennie, w gimnazjum 3 lata uczyłam się języka włoskiego i jest nawe ok, teoretycznie 4 lata miałam niemiecki, ale nie umiem z niego kompletnie NIC (tortura nie język x.x), a do tego dochodzi japoński. I tu mamy problem, bo nie wiem, czy kilka kursów językowych, parę zapisanych zeszytów, aplikacji i duuużo obejrzanych anime zalicza się do nauki. Teoretycznie rozumiem dość sporo... nie wiem. .-.



10. Co jest Twoją inspiracją do pisania?

Kolejne trudne pytanie... Nie wiem! Szczerze, nie mam pojęcia. Dużo czytam, dużo oglądam, dużo słyszę, dużo czuję. Po prostu przychodzą mi do głowy pomysły, schematy, urywki jakichś wydarzeń, które chciałabym gdzieś wykorzystać. To może być zainicjowane jakimś wspomnieniem, doświadczeniem, książką, filmem, mitologią, czyjąć historią, czymś, co chciałabym, by ktoś zrobił, a tego nie robi. Więc odpowiedzią na to pytanie jest: WSZYSTKO! Nawet ciasteczka. Tak, ciasteczka. Chciałabym jeść takie dobre jak moje postacie. T^T 


11. Masz jakieś zwierzę? 

Nie. I ubolewam nad tym straszliwie. Ale mieszkam w bloku, a moi rodzice to nieczuli ludzie, którzy nie słuchają swojej jedynej córki, więc zostały mi tylko pająki do towarzystwa :< 



          Da da dam! Poznaliście trochę lepiej dziwną, leniwą i dość kopniętą autorkę tego bloga, której święta chyba uderzyły już do głowy, bo ma odpał. Tak, mi też się zdarza.
          Nie mam kogo niminować, bo wszyscy, których znam już odpowiedzieli na te pytania, więc zakończę ten łańcuszek. Smacznego jajka, czy czego tam.


Do napisania! 
Mai :3


Wielki powrót córki marnotrawnej



         Helooł. Ta... cóż... Dawno nie widzieliście tu mojej mordki, co nie? Mogę napisać kilka wymówek, ale po co. Po prostu nie czułam tego czegoś, co kazało mi pisać .-. Ale ok, ok, tyłek przygotowany na kopniaki, fabuła historii ładnie poukładana, morale jako tako też w kupie, więc koniec obijania się!! Czas reanimować tego bloga. Ta dobre. Winc. (Tak; winc). Od tego lub przyszłego tygodnia (zobaczy się) będziecie mogli znaleźć tu 2 rozdziały w miesiącu. Czemu tylko tyle? Bo nagle spędzam więcej czasu w szkole niż w domu. I niezbyt mnie to cieszy. (Ugh >.<)
         Podsumowując: Wróciłam! Na dobre! Nie bijcie... plis?


Do napisaniaaa! 
Skruszona, ale zadowolona Mai

6 gru 2015

Tom 2, IV


"Zabij go!"



                Siedzieli w milczeniu przez kilka minut. Mai widziała jak blondyn próbuje się pozbierać, jednak jego oczy wciąż były szeroko otwarte z niedowierzania.
                - To powinno odpowiedzieć na większość pańskich pytań, panie Wells – mruknęła po chwili, opuszczając wzrok.
                Odchyliła się do tyłu na krześle, przeciągając się. Zesztywniała od kilkugodzinnego siedzenia. Wstała więc i zaczęła iść w kierunku drzwi, wymijając agenta.
                - Masz rację… - odezwał się nagle. – Jednak chciałbym zadać ci jeszcze jedno pytanie. Czy zabiłaś tych wszystkich ludzi?
                Jako że stała do niego plecami, nie mogła widzieć jego miny, lecz ton jego głosu podpowiadał jej, że się bał.
                - Dobranoc, panie Wells – szepnęła, wychodząc.
               
                - Co tu panienka robi o tej porze? – spytał Sebastian, podchodząc do dziewczyny.
                Było grubo po północy, gdy przechadzał się po rezydencji i zauważył przez okno postać siedzącą na ławce w ogrodzie za rezydencją. Zanim się obejrzał, już był za zewnątrz.
                - Nie widać? Oglądam gwiazdy – mruknęła cicho, wciąż patrząc w niebo.
                - Mimo że mamy lato, noce bywają chłodne, przeziębi się panienka.
                - Nic mi nie będzie.
                Zapadła cisza. Demon przez chwilę przyglądał się swojej pani, a potem podążył za jej spojrzeniem. Z na tle czarnego nieboskłony skrzyły się jasno miliony punkcików. Nawet jako istota bez uczuć potrafił docenić piękno tego widoku. Jednak nie potrafił nigdy odgadnąć, co czują ludzie, obserwując go godzinami.
                - Panienko, co myślisz, gdy spoglądasz w gwiazdy? – spytał cicho po chwili.
                - Co myślę? Nie mam pojęcia.
                - W takim razie co czujesz? – zmienił pytanie.
                - Melancholię… tęsknotę. Gdy ludzie podnoszą wzrok na niebo, nagle zdają sobie sprawę, że są mali i nieważni w stosunku do wszystkiego, co ponad nimi. Chyba się tym od nich zbytnio nie różnię – mówiła cicho, a księżyc miękko oświetlał jej twarz, nadając tajemniczego, smutnego wyglądu.
                - Chyba?
                - Mhm – mruknęła i przesunęła się na ławce, robiąc mu miejsce.
                Po chwili wahania usiadł obok niej i znów uniósł spojrzenia.
                - A ty? Co czujesz siedząc tu ze mną i patrząc w gwiazdy? – spytała nagle.
                Czy w ogóle coś czuje? Skupił się na moment, starając się wyłapać pojedyncze myśli ze zgiełku w swojej głowie.
                - Chciałbym, by ten moment nigdy się nie skończył.
                Nie był pewien, czy ta pomyślał, czy powiedział. Jednak tak właśnie czuł.
                - Ja też – odszepnęła.
                Tak więc siedzieli ramię w ramię, nie patrząc na siebie, lecz czując swoją obecność. Nagle Mai poruszyła się i jej głowa opadła na jego ramię. Zaskoczony spojrzał w dół. Jego usta rozciągnęły się w lekkim uśmiechu, gdy zauważył, że jego pani zasnęła.
                - Jeśli będzie tu panienka spać, to na pewno panienka zachoruje – mruknął cicho.  
                Nie uzyskawszy odpowiedzi, delikatnie wziął dziewczynę na ręce, by jej nie zbudzić i powoli zaczął iść ścieżką w kierunku rezydencji.      

                Gdy Mai zeszła do jadalni na śniadanie, przy stole siedział już agent zajadając jajecznicę z bekonem. W tym samym czasie prowadził wesołą konwersację z demonem, po którego minie wywnioskowała, że tylko siła woli powstrzymuje go od rozszarpania mu gardła.
                Na jej widok oboje podnieśli głowy: agent patrzył na nią z ciekawością, kamerdyner z ulgą. Westchnęła cicho i usiadła na swoim miejscu.
                - Dziś przygotowałem dla panienki naleśniki z sosem truskawkowym i śmietaną oraz owoce leśne zapiekane w cieście francuskim. Do tego proponuję sok pomarańczowy podany na zimno. Smacznego – powiedział lokaj, po kolei stawiając przed nią naczynia z jedzeniem.
                Nie była głodna, lecz wzięła do ręki widelec i zaczęła jeść. Musiała odzyskać siły. Wells cały czas coś mówił, lecz ignorowała go układając sobie w głowie plan dnia. Jednak ćmiący ból i paplanina agenta skutecznie ją rozpraszały. Po kilku minutach odłożyła sztućce, zamknęła oczy i zaczęła masować sobie skronie.
                - Wszystko w porządku, panienko? – nagle usłyszała głos obok siebie.
                Wzdrygnęła się i powoli opuściła dłonie. Zauważyła, że blondyn umilkł i uważnie ją obserwował.
                - Tak – odparła, prostując się w krześle.
                - Na pewno? – mruknął demon i uniósł rękę do jej czoła, by sprawdzić jej temperaturę.
                Zareagowała instynktownie i uderzyła go, nie chcąc, by ją dotknął. Nawet od chwilowego zbliżenia, ból gwałtownie rosnął. Nie była na tyle wytrzymała, by go znieść.
                - Nic mi nie jest – burknęła, wstając z siedzenia.
                Wyminęła zaskoczonego demona i agenta, wychodząc z jadalni. Ruszyła szybko do swojego pokoju. Zamknęła za sobą drzwi i oparła się o nie. Jęknęła cicho. Myślała, że objawy osłabły. Wczoraj w nocy wszystko było w porządku. Czuła się jak dawniej. A teraz…

Zabij… Zabij go!

                Usłyszała głos, który niczym sztylet ugodził ją w serce. Osunęła się na kolana.

Zabij! Zniszcz go, wykończ!

                - Przestań, zamknij się – jęknęła chwytając się za głowę. Zacisnęła mocno powieki. Nagle poczuła, jakby coś rozrywało ją od środka, próbując wydostać się na zewnątrz. Walczyła z tym, jednak wiedziała, że przegra.
               
ZABIJ!

                Krzyknęła, nie mogąc już tego znieść.
                - Panienko! – usłyszała krzyk z oddali.
                Otworzyła oczy, lecz wszystko było rozmazane. Jedyne, co widziała, to ciemne podłużne kształty wirujące wokół niej.
                - Panienko! – znów ten krzyk.
                Do kogo on należał? Czuła, że powinna rozpoznać ten głos, że coś dla niej znaczył. Jednak jej przemyślenia urwały się, gdy straciła przytomność. 

                Obudziła się w swoim łóżku. Nic ją już nie bolało, ale czuła się wyczerpana. Zupełnie jakby coś wyssało z niej całą energię. Gdy otworzyła oczy, w pokoju panował półmrok. Ktoś zasłonił rolety. Nie miała siły się ruszyć, więc tylko ruszała oczami, starając rozpoznać się w sytuacji.
                - Panienko… - usłyszała cichy szept przy swojej twarzy.
                Spojrzała w tamtą stronę. Sebastian klęczał przy wezgłowiu, przyciskając dłoń bez rękawiczki do jej czoła.
                - Jak się czujesz? – spytał. Miał zmartwiony wyraz twarzy, a jego oczy wydawały się smutne i zacięte zarazem.  
                - Słabo – jęknęła. Westchnęła cicho, znów zamykając oczy.
                - Co się stało?
                - Nie wiem – odparła szczerze.
                Uczucie wycieńczenia pokrywało jej ciało niczym ciężki welon, nie pozwalając się ruszyć. Jednak poza tym nic jej nie dolegało. Obecność demona nie sprawiała jej bólu. W tej chwili nie liczyło się nic więcej.
                - Która jest godzina? – szepnęła.
                - Leżała panienka dwie godziny – powiedział cicho.
                Jego dłoń była przyjemnie chłodna. Nie chciała, by ją zabierał, a lokaj jakby czytał w jej myślach, wciąż przyciskał ją do czoła swojej pani.
                - Sebastian… co się ze mną dzieje? Co się dzieje z tobą…? – mruczała, będąc w stanie zawieszenia pomiędzy snem a jawą.
                - Proszę się tym nie martwić. Wszystkim się zajmę. W końcu piekielnie dobry ze mnie lokaj.
                Parsknęła cicho, ale niepokój w jej sercu trochę zelżał.
                - Tak… może masz rację… - to mówiąc, zasnęła.


                Przez chwilę wpatrywał się w twarz czarnowłosej. Była blada i miała lekką gorączkę, ale poza tym chyba wszystko było w porządku. Demon westchnął cicho i przejechał palcami po jej miękkim policzku. Potem spojrzał na czarne pióra leżące na ziemi i jego twarz spoważniała. To zaszło już za daleko. 

~~*~~

                 Witajcie po tygodniowej przerwie! Wybaczcie mi prak posta, ale komputer postanowił się fochąć i usunąć mi plik z nowymi rozdziałami... Dlatego też ten dzisiejszy może nie powalać. Ale mam nadzieję, że mimo wszystko Wam się spodobał :D 

                 Cóż, tu się będę rozpisywać, do napisania! :3

22 lis 2015

Tom 2, III


         "- Jak… jak mogłaś sobie z tym poradzić…?

             - Odpowiedź jest prosta: Zabić siebie w najgorszy możliwy sposób."

         
             - To twój pokój – powiedziała Mai, otwierając drzwi i opierając się o framugę. 
            - Nieźle – gwizdnął blondyn wchodząc do środka. 
               Pomieszczenie urządzone było w prostym, lecz eleganckim stylu, jak cała rezydencja. Umeblowanie przypominało to w jej pokoju, lecz na ścianie naprzeciwko łóżka wisiał spory telewizor LED. 
               - Koło szafki nocnej znajduje się czerwony guzik. Jeśli będziesz czegoś potrzebował, wciśnij go – mruknęła dziewczyna, ruszając w dół korytarza. 
              - Nie oprowadzisz mnie po rezydenci? – usłyszała pytanie.
                - Nie oprowadzam niechcianych gości – odparła. Dotarł do niej cichy śmiech, zignorowała go jednak.
                Jako że pokój agenta był na tym samym piętrze, co jej własny, po kilku sekundach siedziała już przy biurku w jej małym gabinecie. Przez chwilę siedziała wpatrzona w drzwi z brodą opartą na splecionych palcach. Zaskoczyło ją to, że mężczyzna wywiązał się ze swojej groźby. To znaczyło, że naprawdę chce tej współpracy. Czyli potrzebowali jej pomocy. Ale do czego? Nie była na pewno mądrzejsza ani bardziej spostrzegawcza niż naukowcy, których FBI miało do dyspozycji. Czemu więc…? 
               - Panienko, przyniosłem herbatę – cichy głos wyrwał ją z zamyślenia.                                             Wzdrygnęła się, wyrwania z transu. Rzuciła demonowi ostre spojrzenie, ten jednak tylko uśmiechnął się lekko. Położył przed nią filiżankę z zieloną herbatą i kawałek biszkoptu. Po tym skłonił się i odwrócił do wyjścia.
               - Czekaj – powiedziała nagle.
                Sebastian lekko zaskoczony spojrzał na nią.
                - Zamknij drzwi – rozkazała.
               Gdy to zrobił, stanął przed nią i przechylił lekko głowę.
               - Mogę w czymś pomóc, panienko? – spytał. 
                 - Chcę z tobą porozmawiać – odparła, odchylając się na krześle. – Obecna sytuacja jest mi trochę nie na rękę, jednak nic z tym nie mogę zrobić. Jeśli on znajdzie tu coś nieodpowiedniego lub dozna jakiegoś… uszczerbku, od razu zleci się tu chmara służb specjalnych. Masz więc dopilnować, by do niczego takiego nie doszło. Żadnych wpadek. Gdy spróbuje myszkować, masz go zatrzymać. Zrozumiano?
                - Tak, pani – skłonił się z uśmiechem.
                Przez chwilę wpatrywała się w niego, ignorując tępy bol głowy. Dopiero teraz to zauważyła. Coś było nie tak… nie wiedziała do końca co, ale miała pewność, że lokaj wydawał się inny niż wcześniej.
              - Coś jeszcze, panienko? – spytał, przyuważywszy jej spojrzenie.
                - Nie… nie wiem – zawiesiła się. Po paru sekundach jednak potrząsnęła głową, odganiając złe myśli i pokazała mu gestem, że może odejść. Tak też zrobił.
                  Musiała się teraz skupić na zmianie planów. I mimo że wraz z odejściem demona ból zniknął, niepokojąca myśl pozostała. Coś jest nie tak.

                Sebastian zamiatał podłogę w holu. Choć miał dostęp do wszystkich gadżetów sprzątających, jakie znajdowały się na rynku, wolał robić to ręcznie. Sprawiało mu to przyjemność. Teraz jednak nie skupiał się na samej czynności, lecz zastanawiał się nad dziwnym zachowaniem swojej pani. Czyżby czegoś się domyślała? Przecież pilnował się, by nic nie zauważyła. Wykonywał wszystkie swoje obowiązki jak zwykle, nie odnotował też u siebie drastycznej zmiany zachowania. A może to przez nią…? Widział przecież, że każda chwila spędzona w jego obecności sprawiała, że czarnowłosa czuła się gorzej, może nawet sprawiało jej to ból. Lecz pomimo tego, że ostatnio spędzali ze sobą więcej czasu, nie zauważył, by to postępowało. Czyżby coraz lepiej to ukrywała?
                Nie miał nic prócz tych spekulacji. Drażniło go to. Był osłabiony i wściekły, burza, która pustoszyła go od środka, zaczynała go męczyć. Czasem miał ochotę to wszystko zakończyć. Wciąż jednak szedł naprzód, niczym głupiec, niczym ćma za światłem. Niczym człowiek…

                - Czego chcesz? – spytała ostro, widząc twarz w drzwiach.
                - O cześć. To twój gabinet? – odparł Wels rozglądając się dookoła.
                - Co tu robisz? – westchnęła dziewczyna zirytowana. Z jakiegoś powodu, sam widok blondyna działał jej na nerwy.
                - Rozglądam się. Ty nie chciałaś mnie oprowadzić, więc robię to sam – oznajmił lekko.
                - Naprawdę wiesz, jak mnie zdenerwować, prawda? – odparła, ściskając nasadę nosa.
                - Ależ nie miałem takiego zamiaru – oburzył się.
                - Zachowujesz się jak dziesięciolatek, wiesz o tym? – rzuciła mu pełne politowania spojrzenie.
                - A ty jak załamana kobieta po pięćdziesiątce – odburknął.
                - Hmm, to by nawet pasowało – udawała, że się zastanawia.
                - Bardzo śmieszne. Wydaje mi się, że czujesz się lepiej niż podczas naszego ostatniego spotkania.
                - To nie jest pańska sprawa, agencie Wels – odparła niższym tonem.
                - Rozumiem, wrażliwy temat – uniósł ręce w obronnym geście. – Myślałem, że już sobie darowałaś per „pan”, p a n n o Word.
                - Nie widzę potrzeby, by spoufalać się z agentem FBI.
                - Oj no weź, nie bądź taka poważna. Mów mi Alex, dobra?
                - Jeśli myślisz, że w ten sposób mi się przypodobasz lub stworzysz jakąś więź emocjonalną, by wycisnąć ze mnie informacje, to ostrzegam cię, że twoje starania odnoszą odwrotny skutek – burknęła, czytając bez entuzjazmu kolejny artykuł na laptopie.
                - Ech, jak tam chcesz – burknął zrezygnowany. Przez chwilę rozglądał się w milczeniu, aż w końcu westchnął ciężko, wziął krzesło i usiadł naprzeciw niej.
                - Skoro tak bardzo chcesz, może przejdę do rzeczy.
                - W końcu – zamknęła urządzenie i odchyliła się w fotelu. – Nie mogłam się doczekać.
                Blondyn skrzywił się lekko, jednak po chwili spojrzał jej w oczy i zaczął mówić.
                - Szczerze, to FBI obserwuje cię już od jakiegoś czasu. Twój talent do rozwiązywania trudnych spraw, sposób, w jaki prowadzisz rodzinną firmę, twój wizerunek w społeczeństwie, to wszystko spowodowało, że coraz bardziej zaczęłaś mnie intrygować. Tak więc, kiedy zapadła decyzja, by cię zwerbować, zgłosiłem się na ochotnika. Nie obraź się, ale wątpiłem, byś była taka, jaką cię opisują. Zwłaszcza gdy zobaczyłem cię po raz pierwszy. Wyglądałaś zupełnie inaczej. Słaba, pokonana, bez życia. Potem jednak okazało się, że jesteś jeszcze ciekawsza niż przypuszczałem – to mówiąc, uśmiechnął się lekko. – Wypełniłem kupę dokumentów, zdobyłem pozwolenie, by tu przyjechać i przekonać cię do dołączenia do mojego zespołu. Wszystko po to, by dowiedzieć, kto kryje się pod nazwiskiem Mai Word.
                - Hmm. A więc, dowiedziałeś się czegoś? – spytała.
                - Szczerze, to niewiele. Potwierdziłem już, że jestem wyjątkowo spostrzegawczą, inteligentną osobą, która wie, czego chce i nie lubi jak jej się w tym przeszkadza. Domyślam się, że twoja pewność siebie bierze się z jakiejś siły, którą posiadasz. I nie zawahasz się jej użyć, by zmiażdżyć swoich wrogów.
                - Czy pan coś sugeruje?
                - Hehe, na razie to tylko domysły – zaśmiał się, lecz mu nie uwierzyła. I wiedziała, że on również to zauważył. – I choć jest to sprzeczne z moim celem i rozkazami, chciałbym zadać ci parę pytań.
                - A co jeśli odmówię?
                - Będę drążył głębiej, aż w końcu znajdę to, czego szukam. Jednak informacje najlepiej zdobywać u źródła.
                - Poprawna odpowiedź. Niech pan pyta, panie Wels. Proszę się jednak liczyć z tym, że mogę kłamać lub w ogóle nie odpowiedzieć – pochyliła się lekko do przodu i z rozbawionym spojrzeniem skinęła na mężczyznę, by zaczął.
                - Hmm, od czego by tu… Może od najłatwiejszego. Jak dziewiętnastolatka radzi sobie z prowadzeniem międzynarodowej firmy?
                - Nie stać pana na nic oryginalniejszego? – wywróciła oczami. – Kiedy wróciłam, by przejąć działalność, dział się tam jeden wielki chaos. Wszyscy kombinowali, jak by tu przejąć władzę, jednocześnie napychając sobie kieszenie. Zrobiłam więc małe dochodzenie i usunęłam tych, którzy stali mi na drodze. Gdy chcieli protestować lub mnie pozwać, okazywało się, że każdy z ich brudnych sekrecików przestał być sekretem, a dowody leżą u mnie na biurku – uśmiechnęła się lekko do swoich myśli, bawiąc pustą filiżanką.
                - Rozumiem… tak więc lubujesz się w szantażu?             
                - Nie ujęłabym tego w ten sposób. Szantaż jest po prostu najmniej kłopotliwym sposobem ma pozbycie się śmieci. Jednak by to dobrze robić, trzeba mieć jakiś autorytet. Tak więc gdybym miała określić, w czym się lubuję, byłby to strach – spojrzała w jego szare oczy. Ten wzdrygnął się, jednak nie odwrócił wzroku. – Nie sądzi pan, że strach zapewnia wielką władzę? Nie chodzi mi jednak o zastraszanie – kontynuowała. – Mam na myśli świadomość, że ktoś jest nietykalny, krok do przodu przed wszystkimi i może bez chwili wahania zniszczyć czyjeś całe życie. Zna pan ten niepokój?
                -  … nie. Jednak odpowiedziałaś mi na parę innych pytań – odchrząknął cicho. – Skoro już zaczęłaś mówić, to chciałbym spytać o coś, co mnie nurtuje odkąd o tobie usłyszałem.
                - Słucham.
                - Dziewiętnastoletnia dziewczyna, mieszkająca w wielkiej rezydencji z tajemniczym lokajem.
                - To nie jest pytanie, jednak rozumiem, do czego pan zmierza. Każdy prędzej czy później się o to pyta.             
                - Mimo że nasze bazy danych są regularnie uzupełniane, nic o nim nie wiadomo. Jakby nie istniał. Wszystkie informacje na jego temat dotyczą czasu, kiedy tu pracuje.
                - Jeśli chodzi panu o Sebastiana, to sama niewiele mogę powiedzieć. Nie znałam go przedtem. Poznaliśmy się przypadkiem, kiedy znalazł mnie niedaleko budynku organizacji, która mnie więziła. Pomógł mi i gdy opowiedziałam mu swoją historię, zaproponował, że będzie dla mnie pracował. Nie widziałam innego wyjścia jak się zgodzić – ta historia tak wiele razy przechodziła przez jej usta, że zdawało jej się, że mówi prawdę.
                - Nie wydawał się ci podejrzany? Przystojny mężczyzna po dwudziestce, który w świetle prawa wydaje się nie istnieć proponuje, że będzie na każde twoje skinienie.
                - Wtedy potrzebowałam siły, a on mógł mi ją zapewnić. Nic więcej nie było mi potrzebne.
                - Rozumiem. Jesteście kochankami? – spytał nagle.
                - Nie, nie jesteśmy – westchnęła wywracając oczami. To pytanie padało już tak wiele razy, że odpowiadała na nie automatycznie. Jednak z biegiem czasu, sama nie była już pewna. – Nawet sobie pan nie wyobraża, jak męczące jest odpowiadanie na to samo pytanie za każdym razem, gdy ktoś nas zobaczy.          
                - Cóż, przepraszam za moją nieuprzejmość, ale większość ludzi doszłaby do takiego samego wniosku.
                - A na jakiej to niby podstawie?
                - Dla części z nich wystarczyłby sam fakt, że mieszkacie razem. Dla niedowiarków, jak ja, może to być dziwna atmosfera wokół was, sposób, w jaki się do siebie odzywacie.
                - To znaczy?      
                - Pomijając tą staroświecką relację pan-sługa, można odnieść wrażenie, że jesteście z sobą dobrze zżyci.
                - Naprawdę? – burknęła.
                - Tak. Nie do końca jeszcze to rozumiem, ale jestem pewien, że po kilkudniowej obserwacji, będę pewniejszy – wyszczerzył zęby w uśmiechu, nie spotkał się jednak z tą samą reakcją.
                - Proszę kolejne pytanie.
                - Tak… może zabrzmi to brutalnie i nie oczekuję, że na to odpowiesz, ale… straciłaś całą rodzinę. Dlaczego więc wydajesz się w ogóle tym nie przejmować? Gdy wróciłaś, od razu zaczęłaś wspinać się na szczyt, a gdy już osiągnęłaś swoje cele, żyjesz sobie spokojnie.
                Oczekiwała tego pytania. Jednak sposób, w jaki je zadał, sprawił, że poczuła lekkie ukłucie w piersi.
                - Robi pan ze mnie potwora, panie Wels. I może ma pan rację. Jednak nie jest prawdą, że nie przejmuje się utratą rodziców i brata. Wie pan, jak zginęli?
                - Państwo Alice i Kei Word zginęli próbując wydostać cię z budynku organizacji. Nie zna się dokładnych okoliczności śmierci Takeo Word, podejrzewa się jednak, że przyczyna śmierci była podobna.
                - Co do rodziców, masz rację. Zamordowano ich, gdy próbowali mnie wydostać. Pokazani mi to, co z nich zostało. Jednak Takeo przybrał inną taktykę. Dał się złapać. Chciał rozegrać do od środka. Mimo że kazałam mu uciekać, nie zrobił tego. Trenował z innymi. Ale gdy nadszedł czas naszej walki, nie mogłam już tego znieść. Poddałam się, co oznaczało moją śmierć. Pobili mnie prawie do nieprzytomności, potem przywlekli go ledwie żywego i kazali mi patrzeć jak podrzynają mu gardło – mówiła wypranym z emocji głosem. – Czy sądzi pan, że mogłabym po czymś takim „nie przejmować się śmiercią rodziny”? Zginęli tylko i wyłącznie z mojej winy.
                Po bladej twarzy agenta zorientowała się, że trafiła w sedno. Nikt nie był w stanie otrząsnąć się po takiej traumie.
                - Jak… jak mogłaś sobie z tym poradzić…?
                - Odpowiedź jest prosta: nie czuć. Zamknąć się. Zabić siebie w najgorszy możliwy sposób. 

~~*~~

                 Ostatnio mam niezłą wenę, więc rozdział był trochę dłuższy. Mam nadzieję, że Wam się spodobał, pomimo dość ubogiej akcji :'D
                Teraz kiedy patrzę na swoje pierwsze, a najnowsze rozdziały, wydaje mi się, że mój język i sposób pisania trochę ewoluował. A Wy jak myślicie?

               Pozdrawiam i do napisaniaa! :3