3 kwi 2016

Tom 2, V

         

"Kim ty do cholery jesteś?"



               Był środek nocy. Po tym, jak wybudziła się z przydługiej drzemki, nie mogła zasnąć, więc postanowiła poprzechadzać się po korytarzach rezydencji. Cisza koiła jej nerwy i pozwalała oczyścić głowę. Nie wiedziała, co się dzieje z jej ciałem, kto nią steruje i dlaczego obecność lokaja przynosi jej takie cierpienie, jednak dzisiaj nie zamierzała już o tym myśleć. Potrzebowała chwili spokoju i normalności. Nogi same poniosły ją po schodach na trzecie piętro do sali muzycznej.
                Otworzyła drzwi i weszło do środka, niepewnie, jakby była intruzem. Rozejrzała się dookoła, próbując wyłapać najmniejszą nawet zmianę. Pokój wciąż jednak wyglądał tak samo jak w chwili, gdy była tu parę miesięcy temu. Zbyt dawno. Jej wzrok od razu przykuł wielki fortepian stojący na podium po środku pomieszczenia. Podeszła do niego i dotknęła zimnej pokrywy. Usiadła na stołku i odsłoniła czarno-białe klawisze. I choć do głowy przychodziły jej dziesiątki, setki utworów, które mogłaby zagrać, nie potrafiła zmusić się do tego, by wydobyć z instrumentu jakikolwiek dźwięk. Zamknęła więc oczy i pozwoliła ruszać się palcom do sonaty księżycowej, głaszcząc jedynie zimną kość słoniową.
                Choć wszystko było pogrążone w ciszy, Mai słyszała muzykę, która wydobywała się spod jej dłoni. Lecz gdy w końcu w jej głowie zabrzmiała ostatnia nuta, musiała wybudzić się z tego snu i powrócić do rzeczywistości.
                - Stałam się największym tchórzem jakiego w życiu widziałam – szepnęła w ciemność, uśmiechając się do siebie gorzko.
                I choć nadal nie zdawała sobie z tego sprawy, w tamtym momencie podjęła decyzję, która zmieni wszystko.

~*~
               
                - Dobrze się czujesz? – spytał Alex, widząc jak dziewczyna wchodzi do jadalni na śniadanie.
                - Dzień dobry – odparła ironicznie.
                Agent wywrócił oczami i znowu wgryzł się w tosta, którego jadł.
                - A więc? – drążył.
                - Martw się sobą – mruknęła, zerkając kątem oka na demona, który podszedł, by podać jej posiłek.
                Na jego widok nie poczuła żadnego ukłucia, żadnego pulsowania w czaszce. I to zaniepokoiło ją bardziej niż przenikliwy ból, który pojawił się po  t a m t y m  wydarzeniu . Ten spokój niepokojąco przypominał ciszę przed burzą.
                - Coś się stało, panienko? – spytał Sebastian widząc jej zmarszczone czoło.  – Źle się panienka czuje?
                - Nie, to nic – mruknęła półświadomie.
                Jakby w transie, wkładała kolejne kęsy do ust, nie patrząc nawet, co je. Gdy się otrząsnęła, talerz był już pusty. Już miała wstać i wyjść, ale zatrzymał ją głos blondyna:
                - Czekaj! – odłożył sztućce i podszedł do niej. – Chciałbym z tobą porozmawiać.            
                Westchnęła cicho.
                - Widzę, że da mi pan spokoju, panie Wells.
                - Mówiłem, żebyś nazywała mnie po imieniu. I nie, nie dam.
                - Dobrze więc – mruknęła skrzywiona. – Chodźmy do biblioteki. Muszę znaleźć parę rzeczy – oznajmiła i nie czekając na odpowiedź mężczyzny, ruszyła w stronę schodów.
               
                Sebastian patrzył w milczeniu, jak znikają na piętrze. Nie podobał mu się sposób, w jaki agent odnosił się do jego pani. Jego zuchwałość i upór drażniły go. Choć nie znał wszystkich zamiarów blondyna, czuł, że nie są one do końca dobre. Postanowił sobie w duchu, że przypilnuje mężczyzny i w razie potrzeby usunie z drogi.

~*~

                - Czego pan tym razem potrzebuje? – spytała Mai, wchodząc do biblioteki.
                Lawirowała między półkami, wyciągając i wkładając z powrotem kolejne tomiszcza. Agent przez chwilę śledził ją wzrokiem, aż w końcu usiadł w fotelu przy kominku i zaczął:
                - Możesz mi nie wierzyć, ale nie przyszedłem tutaj, by za tobą łazić i zawracać ci głowę. Mam swoje powody. A żeby osiągnąć pewne cele i wykonać moją pracę, potrzebuję twojej pomocy. Cholera, jestem gotów nawet pójść ci na rękę i zawrzeć ugodę, kontrakt, czy czego tam chcesz!
                Przeczesał nerwowo włosy palcami. Dziewczyna zerknęła na niego kątem oka.
                - Jako zastępca dyrektora powinien pan wiedzieć, panie Wells, że jeśli raz pójdzie się na rękę rządowi, to takie piętno zostaje do końca życia. Czy to wpis w aktach, czy tylko zwykła plotka, relacja, coś zawsze zostaje i może być wykorzystane w przyszłości. Nie mam zamiaru dać się wykorzystać, czy to teraz, czy w przyszłości – powiedziała chłodno, wyciągając rękę, by dosięgnąć wyższej półki.
                - Skąd…? – zawahał się, ale po chwili pokręcił głową i kontynuował - W takim razie dlaczego zgodziłaś się pomóc lokalnemu biurowi śledczemu?
                - Ponieważ wymagała tego sytuacja. Byłam gotowa poświęcić swoją prywatność w celu uzyskania dostępu do pewnych informacji.
                - Na temat organizacji? – usłyszała rzeczową odpowiedź.
                - Nie widzę potrzeby ujawniania panu takich informacji – odparła odwracając się do mężczyzny. Ten patrzył na nią przenikliwie, wwiercając jej dziurę w głowie swoim szarym spojrzeniem. – Poza tym, nadal pan mi nie ujawnił w czym miałabym pomóc FBI, którzy rzekomo posiadają najlepszych techników w kraju, a może i na świecie.
                - Cóż, gdyby to ode mnie zależało, już dawno byś o tym wiedziała, ale zakazano mi udzielać jakichkolwiek ściśle tajnych informacji – mruknął skrzywiony. Nie kłamał. Jednak to za mało.
                - W takim razie nie ma nic do przegadania. Może pan równie dobrze spakować rzeczy i wyjechać, gdyż pod żadną groźbą czy obietnicą nagrody nie zgodzę się na współpracę na ślepo.
                Ledwo skończyła zdanie, odwróciła się. Za jej plecami rozległ się hałas i ułamek sekundy później silna ręka uderzyła półkę na książki tuż obok jej głowy. Parę książek spadło na ziemię, jednak dziewczyna stała niewzruszona. Czuła ciepło mężczyzny na plecach, co sprawiało, że miała ochotę się odsunąć.
                - Kiedy ty tu strzelasz fochy, życie tysięcy osób narażone jest na niebezpieczeństwo, rozumiesz? FBI nigdy nie zniżyłoby się do proszenia nastolatki o pomoc, gdyby miało wyjście. Kraj jest w sytuacji patowej, a ty mówisz, że nic nie zrobisz, bo nie chcesz mieć notki w aktach?
                Blondyn wyrzucał z siebie słowa z cichą wściekłością. Mai nawet się nie odwróciwszy, sięgnęła po tom poniżej jego dłoni.
                - Dokładnie – mruknęła obojętnie.
                - Słuchaj no… - zaczął, łapiąc ją za ramiona, ale nie zdążył dokończyć, gdyż leżał już na ziemi z ramieniem wygiętym pod dziwnym kątem.
                - To ty słuchaj, Bondzie. Na świecie istnieją gorsze rzeczy niż garstka dzieciaków hakujących strony państwowe. Ta twoja patowa sytuacja jest zwykłą mrzonką, nie wartym uwagi żartem. Twój piękny rząd jest odpowiedzialny za setki, tysiące gorszych zbrodni. Więc nie próbuj nawet wzbudzić we mnie litości do tych niewinnych ludzi i bezsilnego FBI, bo wszystko, co o nich wiesz to kłamstwa – syknęła piorunując go wzrokiem.
                - Może i tak, ale ta twoja garstka dzieciaków jest rozsiana po całym świecie i pustoszy systemy codziennego użytku, powodując wypadki samolotowe, wysyłając żołnierzy w sam środek wojen na pewną śmierć, odłączają elektryczność w szpitalach, powodując śmierć tysięcy osób, które na śmierć nie zasłużyły – warknął, wstając.
                - A wszystko zaczęło się od zainfekowanego pendrive’a – mruknęła prześmiewczo.
                - Skąd w ogóle masz te wszystkie informacje?!
                - Myślisz, że trzymałabym pod dachem obcą mi osobę, nie znając jej zamiarów? Powinieneś spodziewać się takiej ewentualności po nastolatce, którą FBI chce przekupić do pomocy.
                - Nie mówiłem nic o…
                - Twoje konto powiedziało samo za siebie – powiedziała, pochylając się, by podnieść książki leżące na ziemi i odkładając je na miejsce.
                - Świetnie! Psychopatyczna dziewczyna alias pani i władczyni świata wie wszystko. Co więc zamierzasz zrobić z tymi fantami? – spytał Wells, opadając zrezygnowany na fotel.
                - Już zrobiłam.
                - Co?! Co zrobiłaś? – znów zerwał się z miejsca.
                Czarnowłosa skrzywiła się. Ten też był za głośny.
                - To, co było trzeba – odparła, układając wygodnie w ramionach stos grubych tomów – Miło się rozmawiało, Alexandrze.
                To powiedziawszy, wyszła.

                 Ledwo zbliżyła się do schodów, gdy nagle obok niej rozległ się głęboki głos:
                - Panienka pozwoli.
                Serce stanęło jej na moment, by po chwili zacząć bić dwa razy szybciej. Zgromiła kamerdynera spojrzeniem i podała mu książki. Ruszyła w milczeniu na niższe piętro, podczas gdy demon uśmiechał się lekko, patrząc na jej plecy.
                - Jak się panienka czuje? – spytał, gdy weszli do jej biura.
                - Dobrze – mruknęła marszcząc czoło. Właściwie czuła się świetnie. Żadnego osłabienia, bólu, czy dyskomfortu.
                - To o co się panienka martwi?
                - Nieważne... Dlaczego faceci to takie irytujące istoty? – burknęła w przestrzeń siadając za biurkiem.
                - Muszę panience przyznać, że z biegiem czasu ludzcy mężczyźni utracili większość swojej… charyzmy – odpowiedział jej demon.
                - Sam jesteś mężczyzną, Sebastianie – mruknęła.
                - Jeśli to panience nie odpowiada, mogę…
                - Nawet nie próbuj – przerwała mu ostro, krzywiąc się pod jego rozbawionym spojrzeniem.
                - Jak sobie życzysz, pani – skłonił się lekko. Prychnęła w odpowiedzi.
                Gdy wyszedł z pokoju, dziewczyna chwyciła pierwszą książkę z wierzchu i zaczęła czytać. Szykował się długi dzień…

~*~

                Parę godzin później podłoga w biurze czarnowłosej usiana była notatkami i papierami, po kątach walały się otwarte tomy, nie zostawiając wiele miejsca na dywanie. Wszystko to tworzyło dziwny krąg wokół dziewczyny, która siedziała po turecku na środku pomieszczenia z laptopem przed sobą. W takiej też pozycji znalazł ją Wells.
                - Ło… nie próżnowałaś, co nie? – gwizdnął pod nosem próbując przeczytać jedną z otwartych książek. – Co to w ogóle za język? Przywołujesz demony, czy co?
                O, ironio.
                - Jeśli masz zamiar mi przeszkadzać i wylewać żale, to radzę ci wyjść – mruknęła groźnie pod nosem nie odrywając wzroku od monitora.
                - Cóż… właściwie to chciałem przeprosić za tamten wybuch… byłem trochę… zestresowany.
                - Mhm…
                Blondyn przeczesał palcami włosy, a jego wzrok błądził po pokoju.
                - Dzwoniło szefostwo. Okazało się, że ktoś usunął wszystkie wirusy i przywrócił serwery, oddając FBI kontrolę. Dosłownie w dziesięć minut. Dziesięć minut wystarczyło, by ktoś rozwiązał problem, który zespół techników próbował rozgryźć przez kilka tygodni. – wziął głęboki oddech i w końcu spojrzał na niewielką postać skuloną nad komputerem. – Kim ty do cholery jesteś?
                - Twoim największym koszmarem – mruknęła Mai bez zainteresowania.
                - Taa… powiesz chociaż jak to zrobiłaś?
                - Znajomości.
                - Mogłem się domyślić… A czy twoi znajomi namierzyli może sprawców?
                - Umowa dotyczyła przywrócenia systemu i uniemożliwienie ponownego ataku. Zadanie zostało wykonane, dług spłacony.
                - Żadne adresy IP, nic? – Alex mruknął do siebie zamyślony przestępując z nogi na nogę.
                - Jak chcesz, to sam poszukaj – machnęła ręką w stronę sterty papierów pod oknem.
                Mężczyzna poszedł we wskazanym kierunku i zaczął przeglądać dokumenty.
                - Skąd to ma…? Zresztą, po co się pytam – westchnął zrezygnowany i usiadł na szerokim parapecie, biorąc do ręki pękatą teczkę ze stosu.
               
                Sebastian stał w korytarzu przed otwartymi drzwiami do biura swojej pani. Obserwując scenę przed sobą dopadały go mieszane uczucia. Z jednej strony irytowała go obecność agenta, z drugiej zaś dziewczyna wyglądała na zrelaksowaną po raz pierwszy od wielu dni. W tym momencie bawiła się końcówką długiego warkocza, czytając opasły tom przed sobą. Widząc ten znajomy gest, ogarnęło go coś na kształt ulgi.
                - Długo masz zamiar tam stać? – mruknęła nagle, rzucając mu wyzywające spojrzenie.
                - Przyniosłem przekąski i herbatę – oznajmił z lekkim uśmiechem, kładąc tacę na stoliku koło drzwi. Wziął z niej kubek i lawirując pomiędzy stertami papierów podał go dziewczynie.
                - Zielona  - mruknęła z zadowoleniem, biorąc niewielki łyk.
                Kolejny zaniósł agentowi, wraz z talerzykiem pełnym ciastek. Zmieszany, podziękował i również napił się napoju.
                - Od dawna ciekawi mnie pewna sprawa… - zaczął blondyn, gdy czarnowłosy wrócił na drugi koniec pokoju. – Dlaczego w dzisiejszych czasach pracujesz jako kamerdyner?
                Sebastian z udawanym zaskoczeniem zerknął najpierw na Alexa, a potem na swoją panią, która rzuciła mu szybkie, rozbawione spojrzenie. Uśmiechnął się wtedy.
                - Mam wiele powodów, panie Wells. Jednak najważniejszy z nich siedzi obok pana. – powiedział.
                - I ty się dziwisz, czemu ludzie dochodzą do błędnych wniosków – mruknęła dziewczyna pod nosem.
                Demon zaśmiał się cicho.
                - Nic na to nie poradzę, panienko. 

~~*~~

                Witam po dłuuugiej przerwie! Dzisiejszym rozdziałem rozpoczynam swoje postanowienie dodawania minimalnie 2 rozdziałów w miesiącu. *zawzięta* 
                 Mam nadzieję, że stronka ponownie odżyje, tym razem na dobre, gdyż ten tom będzie ostatnim i chciałabym, by się Wam spodobał ^^
                 To tyle trucia. Dziękuję, że nie odpuściliście! Do napisania!! :D
Mai

25 mar 2016

LBA




           Nie wiem co to. Nigdy tego nie robiłam. Nie chcę nikogo do tego zmuszać. (Też Cię kocham, Nami <3) Ale brzmi fajnie. Co tam. Do roboty!


1. Co skłoniło Cię do założenia bloga?

Cóż, czytałam odkąd nauczyłam się czytać, pisałam od podstawówki. Wtedy też zauważyłam, że ludzie wrzucają na blogi swoje historie, niektóre świetne, inne niezbyt. Pomyślałam sobie "Ja też tak chcę, może ktoś to polubi!" i tak jakoś... jestem.  


2. Co daje Ci pisanie?

Hmm. Ciężkie pytanie. O ile na codzień, wśród ludzi jestem "społeczną" sobą, to przed komputerem jestem "nieocenzurowaną" sobą. Tak więc moje opowiadania to taki śmietnik moich emocji, marzeń, to co lubię, a czego nienawidzę, jakichś szalonych pomysłów i dołków. Dzięki temu mogę funkcjonować nie siejąc zniszczenia wokól siebie :D 


3. Czy wiążesz przyszłość z tym, co robisz na blogu czy traktujesz to jako hobby?

Jeśli chodzi o same "blogowanie", to raczej hobby. Wrzucam, co mi palce przeniosą na komputer i patrzę, co się komu podoba, czy może powinnam się gdzieś podszkolić. Mówiąc o samym pisaniu, to mam wiele szalonych pomysłów i miłoby było kiedyś je opublikować, choćby tylko po to, by móc się pochwalić, że "napisałam i wydałam własną książkę". ;) 


4. Przed opublikowaniem rozdziału: Ile razy sprawdzasz poprawność tekstu?

Pffff. Zależy. Jak mi się chce i jestem zadowolona z tego co pisałam, to czytam wszystko ze dwa razy. Jeśli mam dość całego świata, to po prostu wrzucam z dość niezbyt entuzjastycznym "sprawdzę jutro". Co się rzadko zdarza, chyba, że ktoś mi to wytknie. <3 


5. Jeśli nie wiesz, jak napisać jakieś słowo: szukasz odpowiedzi w Internecie/słowniku czy używasz innego sformułowania?

Staram się, by moje historie nie brzmiały (brzmiały? wyglądały?  x.x) jak wypowiedzi dziesięciolatka. Jeśli szukam synonimu, czy znaczenia, to po prostu wrzucam w googla. Kiedy zaś nie jestem pewna ogólnego sensu zdania, wyrażenia, czy czegokolwiek, po prostu pytam rodziców. (średnio profesonalne, ale skuteczne!)


6. Co liczy się dla Ciebie bardziej? Poprawność tekstu czy ciekawa fabuła? 

Fabuła. Zdecydowanie. Czytam dużo fanowskich tłumaczeń książek i o ile treść sama w sobie mnie zaciekawi, nie zwracam nawet uwagi na błędy (których zwykle jest multum). Z drugiej strony nawet jeśli tekst napisany jest pięknym językiem, powala strukturami językowymi, gramatyką, czy czym tam można zabłysnąć, ale fabuła jest oklepana lub po prostu głupia, to dla mnie jest to talent zmarnowany. Kompletnie. Fuj. 


7. Czym, oprócz prowadzenia bloga, się interesujesz?

Mam sporo zainteresowań i ciągle dochodzą nowe, ale staram się trzymać obranych kierunków (czyt. nerd). 
Nałogowo czytam książki, słucham muzyki, dużo rysuję, gram na gitarze, śpiewam, oglądam anime, czytam mangi, interesuję się grafiką komputerową i projektowaniem, piszę, czasem gotuję, ogólnie lubię mitologię starożytną, kulturę japońską, czasem zgrywam kujona i całymi dniami wyszukuję jakichś nowinek naukowych (autentycznie: dzieciństwo spędzone na discovery i animal planet), gram w gry komputerowe... ogólnie, siedzę w domu i udaję nerda. :D 
A, i nie można zapomnieć o uzależnienia od leniuchowania i słodyczy. Mniam! <3


8. Masz jakieś konkretne plany na przyszłość?

Cóż, chciałabym studiować gdzieś za granicą, a potem założyć własną firmę związaną z reklamą lub grafiką, gdyż w tym kierunku się uczę i jak wspomniałam wcześniej, jest to jedno z moich "głównych" zainteresowań. A, i oczywiście wydać książke. ^^


9. Ile znasz języków obcych? Jakie to języki?


Zdefiniuj "znam"... 
Polski rzecz oczywista, angielskiego uczę się od 12 lat, więc jest raczej dobrze, gdyż używam go codziennie, w gimnazjum 3 lata uczyłam się języka włoskiego i jest nawe ok, teoretycznie 4 lata miałam niemiecki, ale nie umiem z niego kompletnie NIC (tortura nie język x.x), a do tego dochodzi japoński. I tu mamy problem, bo nie wiem, czy kilka kursów językowych, parę zapisanych zeszytów, aplikacji i duuużo obejrzanych anime zalicza się do nauki. Teoretycznie rozumiem dość sporo... nie wiem. .-.



10. Co jest Twoją inspiracją do pisania?

Kolejne trudne pytanie... Nie wiem! Szczerze, nie mam pojęcia. Dużo czytam, dużo oglądam, dużo słyszę, dużo czuję. Po prostu przychodzą mi do głowy pomysły, schematy, urywki jakichś wydarzeń, które chciałabym gdzieś wykorzystać. To może być zainicjowane jakimś wspomnieniem, doświadczeniem, książką, filmem, mitologią, czyjąć historią, czymś, co chciałabym, by ktoś zrobił, a tego nie robi. Więc odpowiedzią na to pytanie jest: WSZYSTKO! Nawet ciasteczka. Tak, ciasteczka. Chciałabym jeść takie dobre jak moje postacie. T^T 


11. Masz jakieś zwierzę? 

Nie. I ubolewam nad tym straszliwie. Ale mieszkam w bloku, a moi rodzice to nieczuli ludzie, którzy nie słuchają swojej jedynej córki, więc zostały mi tylko pająki do towarzystwa :< 



          Da da dam! Poznaliście trochę lepiej dziwną, leniwą i dość kopniętą autorkę tego bloga, której święta chyba uderzyły już do głowy, bo ma odpał. Tak, mi też się zdarza.
          Nie mam kogo niminować, bo wszyscy, których znam już odpowiedzieli na te pytania, więc zakończę ten łańcuszek. Smacznego jajka, czy czego tam.


Do napisania! 
Mai :3


Wielki powrót córki marnotrawnej



         Helooł. Ta... cóż... Dawno nie widzieliście tu mojej mordki, co nie? Mogę napisać kilka wymówek, ale po co. Po prostu nie czułam tego czegoś, co kazało mi pisać .-. Ale ok, ok, tyłek przygotowany na kopniaki, fabuła historii ładnie poukładana, morale jako tako też w kupie, więc koniec obijania się!! Czas reanimować tego bloga. Ta dobre. Winc. (Tak; winc). Od tego lub przyszłego tygodnia (zobaczy się) będziecie mogli znaleźć tu 2 rozdziały w miesiącu. Czemu tylko tyle? Bo nagle spędzam więcej czasu w szkole niż w domu. I niezbyt mnie to cieszy. (Ugh >.<)
         Podsumowując: Wróciłam! Na dobre! Nie bijcie... plis?


Do napisaniaaa! 
Skruszona, ale zadowolona Mai

6 gru 2015

Tom 2, IV


"Zabij go!"



                Siedzieli w milczeniu przez kilka minut. Mai widziała jak blondyn próbuje się pozbierać, jednak jego oczy wciąż były szeroko otwarte z niedowierzania.
                - To powinno odpowiedzieć na większość pańskich pytań, panie Wells – mruknęła po chwili, opuszczając wzrok.
                Odchyliła się do tyłu na krześle, przeciągając się. Zesztywniała od kilkugodzinnego siedzenia. Wstała więc i zaczęła iść w kierunku drzwi, wymijając agenta.
                - Masz rację… - odezwał się nagle. – Jednak chciałbym zadać ci jeszcze jedno pytanie. Czy zabiłaś tych wszystkich ludzi?
                Jako że stała do niego plecami, nie mogła widzieć jego miny, lecz ton jego głosu podpowiadał jej, że się bał.
                - Dobranoc, panie Wells – szepnęła, wychodząc.
               
                - Co tu panienka robi o tej porze? – spytał Sebastian, podchodząc do dziewczyny.
                Było grubo po północy, gdy przechadzał się po rezydencji i zauważył przez okno postać siedzącą na ławce w ogrodzie za rezydencją. Zanim się obejrzał, już był za zewnątrz.
                - Nie widać? Oglądam gwiazdy – mruknęła cicho, wciąż patrząc w niebo.
                - Mimo że mamy lato, noce bywają chłodne, przeziębi się panienka.
                - Nic mi nie będzie.
                Zapadła cisza. Demon przez chwilę przyglądał się swojej pani, a potem podążył za jej spojrzeniem. Z na tle czarnego nieboskłony skrzyły się jasno miliony punkcików. Nawet jako istota bez uczuć potrafił docenić piękno tego widoku. Jednak nie potrafił nigdy odgadnąć, co czują ludzie, obserwując go godzinami.
                - Panienko, co myślisz, gdy spoglądasz w gwiazdy? – spytał cicho po chwili.
                - Co myślę? Nie mam pojęcia.
                - W takim razie co czujesz? – zmienił pytanie.
                - Melancholię… tęsknotę. Gdy ludzie podnoszą wzrok na niebo, nagle zdają sobie sprawę, że są mali i nieważni w stosunku do wszystkiego, co ponad nimi. Chyba się tym od nich zbytnio nie różnię – mówiła cicho, a księżyc miękko oświetlał jej twarz, nadając tajemniczego, smutnego wyglądu.
                - Chyba?
                - Mhm – mruknęła i przesunęła się na ławce, robiąc mu miejsce.
                Po chwili wahania usiadł obok niej i znów uniósł spojrzenia.
                - A ty? Co czujesz siedząc tu ze mną i patrząc w gwiazdy? – spytała nagle.
                Czy w ogóle coś czuje? Skupił się na moment, starając się wyłapać pojedyncze myśli ze zgiełku w swojej głowie.
                - Chciałbym, by ten moment nigdy się nie skończył.
                Nie był pewien, czy ta pomyślał, czy powiedział. Jednak tak właśnie czuł.
                - Ja też – odszepnęła.
                Tak więc siedzieli ramię w ramię, nie patrząc na siebie, lecz czując swoją obecność. Nagle Mai poruszyła się i jej głowa opadła na jego ramię. Zaskoczony spojrzał w dół. Jego usta rozciągnęły się w lekkim uśmiechu, gdy zauważył, że jego pani zasnęła.
                - Jeśli będzie tu panienka spać, to na pewno panienka zachoruje – mruknął cicho.  
                Nie uzyskawszy odpowiedzi, delikatnie wziął dziewczynę na ręce, by jej nie zbudzić i powoli zaczął iść ścieżką w kierunku rezydencji.      

                Gdy Mai zeszła do jadalni na śniadanie, przy stole siedział już agent zajadając jajecznicę z bekonem. W tym samym czasie prowadził wesołą konwersację z demonem, po którego minie wywnioskowała, że tylko siła woli powstrzymuje go od rozszarpania mu gardła.
                Na jej widok oboje podnieśli głowy: agent patrzył na nią z ciekawością, kamerdyner z ulgą. Westchnęła cicho i usiadła na swoim miejscu.
                - Dziś przygotowałem dla panienki naleśniki z sosem truskawkowym i śmietaną oraz owoce leśne zapiekane w cieście francuskim. Do tego proponuję sok pomarańczowy podany na zimno. Smacznego – powiedział lokaj, po kolei stawiając przed nią naczynia z jedzeniem.
                Nie była głodna, lecz wzięła do ręki widelec i zaczęła jeść. Musiała odzyskać siły. Wells cały czas coś mówił, lecz ignorowała go układając sobie w głowie plan dnia. Jednak ćmiący ból i paplanina agenta skutecznie ją rozpraszały. Po kilku minutach odłożyła sztućce, zamknęła oczy i zaczęła masować sobie skronie.
                - Wszystko w porządku, panienko? – nagle usłyszała głos obok siebie.
                Wzdrygnęła się i powoli opuściła dłonie. Zauważyła, że blondyn umilkł i uważnie ją obserwował.
                - Tak – odparła, prostując się w krześle.
                - Na pewno? – mruknął demon i uniósł rękę do jej czoła, by sprawdzić jej temperaturę.
                Zareagowała instynktownie i uderzyła go, nie chcąc, by ją dotknął. Nawet od chwilowego zbliżenia, ból gwałtownie rosnął. Nie była na tyle wytrzymała, by go znieść.
                - Nic mi nie jest – burknęła, wstając z siedzenia.
                Wyminęła zaskoczonego demona i agenta, wychodząc z jadalni. Ruszyła szybko do swojego pokoju. Zamknęła za sobą drzwi i oparła się o nie. Jęknęła cicho. Myślała, że objawy osłabły. Wczoraj w nocy wszystko było w porządku. Czuła się jak dawniej. A teraz…

Zabij… Zabij go!

                Usłyszała głos, który niczym sztylet ugodził ją w serce. Osunęła się na kolana.

Zabij! Zniszcz go, wykończ!

                - Przestań, zamknij się – jęknęła chwytając się za głowę. Zacisnęła mocno powieki. Nagle poczuła, jakby coś rozrywało ją od środka, próbując wydostać się na zewnątrz. Walczyła z tym, jednak wiedziała, że przegra.
               
ZABIJ!

                Krzyknęła, nie mogąc już tego znieść.
                - Panienko! – usłyszała krzyk z oddali.
                Otworzyła oczy, lecz wszystko było rozmazane. Jedyne, co widziała, to ciemne podłużne kształty wirujące wokół niej.
                - Panienko! – znów ten krzyk.
                Do kogo on należał? Czuła, że powinna rozpoznać ten głos, że coś dla niej znaczył. Jednak jej przemyślenia urwały się, gdy straciła przytomność. 

                Obudziła się w swoim łóżku. Nic ją już nie bolało, ale czuła się wyczerpana. Zupełnie jakby coś wyssało z niej całą energię. Gdy otworzyła oczy, w pokoju panował półmrok. Ktoś zasłonił rolety. Nie miała siły się ruszyć, więc tylko ruszała oczami, starając rozpoznać się w sytuacji.
                - Panienko… - usłyszała cichy szept przy swojej twarzy.
                Spojrzała w tamtą stronę. Sebastian klęczał przy wezgłowiu, przyciskając dłoń bez rękawiczki do jej czoła.
                - Jak się czujesz? – spytał. Miał zmartwiony wyraz twarzy, a jego oczy wydawały się smutne i zacięte zarazem.  
                - Słabo – jęknęła. Westchnęła cicho, znów zamykając oczy.
                - Co się stało?
                - Nie wiem – odparła szczerze.
                Uczucie wycieńczenia pokrywało jej ciało niczym ciężki welon, nie pozwalając się ruszyć. Jednak poza tym nic jej nie dolegało. Obecność demona nie sprawiała jej bólu. W tej chwili nie liczyło się nic więcej.
                - Która jest godzina? – szepnęła.
                - Leżała panienka dwie godziny – powiedział cicho.
                Jego dłoń była przyjemnie chłodna. Nie chciała, by ją zabierał, a lokaj jakby czytał w jej myślach, wciąż przyciskał ją do czoła swojej pani.
                - Sebastian… co się ze mną dzieje? Co się dzieje z tobą…? – mruczała, będąc w stanie zawieszenia pomiędzy snem a jawą.
                - Proszę się tym nie martwić. Wszystkim się zajmę. W końcu piekielnie dobry ze mnie lokaj.
                Parsknęła cicho, ale niepokój w jej sercu trochę zelżał.
                - Tak… może masz rację… - to mówiąc, zasnęła.


                Przez chwilę wpatrywał się w twarz czarnowłosej. Była blada i miała lekką gorączkę, ale poza tym chyba wszystko było w porządku. Demon westchnął cicho i przejechał palcami po jej miękkim policzku. Potem spojrzał na czarne pióra leżące na ziemi i jego twarz spoważniała. To zaszło już za daleko. 

~~*~~

                 Witajcie po tygodniowej przerwie! Wybaczcie mi prak posta, ale komputer postanowił się fochąć i usunąć mi plik z nowymi rozdziałami... Dlatego też ten dzisiejszy może nie powalać. Ale mam nadzieję, że mimo wszystko Wam się spodobał :D 

                 Cóż, tu się będę rozpisywać, do napisania! :3