8 mar 2015

VII

               Leo chrząknął.
                - Wybacz, że znowu o tym, ale… gdybyś chciała jakiejś pomocy, ochrony, czy czegokolwiek, to daj mi znać, ok? Będę wtedy spokojniejszy – powiedział na jednym wdechu.
                Mai wiedziała, że jeśli mu nie ulegnie, będzie ją męczył aż nie rozwiążą sprawy. Znał się na swoim fachu i widział nie raz, jak pomimo środków zapobiegawczych, ludzie byli mordowani. Odwróciła się w jego stronę.
                - Zgoda. Na razie muszę jeszcze przemyśleć parę spraw, ale dam ci znać, jeśli będę czegoś potrzebować.
                - To dobrze.
                Zachowywał się dziwnie. Był zestresowany. Dziewczyna wiedziała, że nie przyszedł po to, by zaoferować jej pomoc.
                - Więc? – spytała w końcu.
                - Ekhem… chciałem spytać, czy jak to wszystko się skończy, wyskoczymy na kawę, czy coś? Mimo że jesteśmy partnerami, ledwo ze sobą rozmawiamy… jak nie chcesz, to nie musisz. To tylko luźna propozycja – mruknął.
                Mai patrzyła przez chwilę na Leo. Szczerze, nie chciała zbytnio się do kogokolwiek zbliżać. Musiała jednak zachować pozory. Śledczy nadawał się do tego idealnie. Do czasu.
                - Niech będzie – powiedziała. Mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony i uśmiechnął się.
                - Fajnie. To ja nie przeszkadzam – odparł i wyszedł.
                Mai westchnęła cicho. Głupiec.


                Następnego dnia Leo wyjechał z samego rana. Dziewczynę męczył uśmiech, którym ją obdarzał za każdym razem, gdy ją widział. Wiedziała, że gdy tylko będzie sam, znów stanie się poważny i pogrąży w zadumie. Przez to zamartwianie się nie pociągnie długo.
                Po południu siedziała w swoim biurze. Pokój znajdował się koło jej sypialni. Na środku znajdowało się duże biurko zrobione z ciemnego drewna. Okno za krzesłem sprawiało wrażenie, że pokój jest większy niż w rzeczywistości. Półki na dokumenty pod ścianami były wypełnione po brzegi. Mai siedziała niedbale na krześle i czytała książkę. Po pewnym czasie kliknęła guzik wbudowany w blat. Chwilę potem Sebastian zapukał do drzwi.
                - Wejdź.
                - W czym mogę pomóc, panienko? – spytał aksamitnym głosem, kłaniając się lekko.  
                - Chcę abyś sprawdził, czy Leo ma rację – powiedziała.
                Długo się nad tym zastanawiała. Wiedziała, że powinna zrobić to od razu, ale poprzedniego dnia była zmęczona i musiała pozbierać myśli.
                - Czy życzy sobie panienka, bym poszukał czegoś szczególnego?
                - Tak. Wybadaj przeszłość Edwarda Johnsona. Dowiedz się wszystkiego, co może być przydatne – powiedziała, patrząc na lokaja. Musiała mieć dowód, że szef chce jej śmierci.
                - Oczywiście – odparł skłaniając głowę.
                Kiedy wyruszył, Mai błąkała się po domu szukając zajęcia. Potrzebowała chwili wytchnienia. Najpierw siedziała na dachu podziwiając widoki, jednak szybko zmarzła. Potem poszła do kuchni i zjadła mus czekoladowy, który stał w lodówce. Po pewnym czasie nogi same poniosły ją na trzecie, najwyższe piętro rezydencji. Otworzyła ciężkie, dębowe drzwi. Jej oczom ukazało się prawie puste pomieszczenie. Puste, jeśli nie liczyć instrumentów muzycznych powieszonych na ścianach, półek z nutami i pięknego, czarnego fortepianu stojącego na podwyższeniu po środku pokoju. Tak, dziewczyna kochała muzykę. Jednak nie lubiła, gdy ktoś inny słuchał jak gra. Dlatego robiła to tylko, kiedy Sebastian był poza murami posiadłości. Teraz otworzyła klapę i przejechała palcami po zimnych klawiszach instrumentu. Nacisnęła jeden z nich i rozległ się cichy, ciepły dźwięk, jakby zachęcając ją do grania. Usiadła na krześle i zaczęła grać. Pokój wypełnił się łagodną melodią, która często błąkała jej się po głowie, choć nie wiedziała skąd. Po kilku taktach zaczęła cicho śpiewać.


Za późno, by symulować
Za późno, by szeptać głupoty
Czuję te emocje
Zagubione w świetle księżyca
Podróżując przez bezkres nocy

Wszyscy ludzie są jak ptaki
Żyjący w klatce rozpaczy
Nie odlecą, dopóki ktoś nie złamie kłódki

Dotyk ust, nagle znika
To halucynacja, tylko zwykły sen
Zbliżam się, jestem niczym fala
I słyszę dźwięk rozpadającego się przeznaczenia

Splecione palce i błądzenie po omacku
Czy to grzech?
A może pułapka?

Niekiedy zamrożony płomień w mej piersi
Roztapia się i zaczyna znów płonąć
Więc zamykam oczy

Widziałam ten sen setki razy
Ale ten dzisiejszy jest…


                Nagle urwała. Spojrzała w bok. Sebastian stał w drzwiach i patrzył na nią w milczeniu. Może jej się zdawało, ale na jego twarzy zauważyła osłupienie.  
                Chrząknął cicho.
                - Proszę wybaczyć, że przeszkadzam, panienko. Skończyłem badać przeszłość pana Johnsona – powiedział cicho.
                Mai patrzyła na niego. Słyszał ją. Nie wyczuła go na czas. Była zła i zmieszana. Nie chciała by  k t o k o l w i e k  ją słyszał. Zwłaszcza Sebastian. Wstała i podeszła do niego.
                - Nic nie słyszałeś – powiedziała zimno i minęła go.
                Zeszła po schodach, kierując się do biura. Lokaj szedł cicho za nią. Był zaskoczony tym, że dziewczyna pamięta piosenkę, którą jej śpiewał gdy nie mogła zasnąć. Myślał, że jej nie pamięta. Nie powinna pamiętać. Poza tym pięknie śpiewała. Nie słyszał jeszcze człowieka z takim głosem. Oni nie uznaliby go za tak niezwykły, jednak Sebastian  c z u ł  to, co ona. Po prostu zamarł i słuchał. Teraz pozostało w nim uczucie pustki. Nie chciał tego czuć, jednak nie mógł nic na to poradzić. Wstrząsnęła nim. Patrzył ukradkiem na każdy jej ruch. W jego oczach stała się jeszcze bardziej cenna.
                Dziewczyna usiadła za biurkiem i nie patrząc na lokaja powiedziała:
                - Mów, co wiesz.
                - Tak, pani – odrzekł – Obawiam się, że pan Stones miał rację. Odkryłem powiązanie śledczego Johnsona z osobą, która zamordowała kobietę w zeszłym tygodniu. Jednak jego akta są czyste.
                - Hmm… - mruknęła – Coś jeszcze?
                - Sądzę, że spróbują zaatakować w tym tygodniu, panienko – powiedział.
                - Na jakiej podstawie?
                - Mam swoje sposoby – uśmiechnął się lekko.
                Wtedy na niego spojrzała. Przewiercała go badawczym spojrzeniem. Nigdy mu nie ufała bardziej niż było to konieczne. Lokaj znosił spojrzenie pani. Jednak, gdy odwróciła powoli wzrok, poczuł… właśnie, co poczuł? Nie wiedział. Jednak na razie nie musiał wiedzieć. Najważniejsze teraz było to, by nikt nie odebrał mu tego, na co tak ciężko pracował.
                Nagle coś zauważył. Podszedł do Mai i przybliżył twarz tak, że dzieliło ich kilka centymetrów. Dziewczyna odsunęła się i zgromiła Sebastiana spojrzeniem.
                - Co… - zaczęła, ale jej przerwał.
                - Panienka ma rumieńce. Dobrze się panienka czuje? – spytał.
                - Rumieńce? – spytała zaskoczona i dotknęła dłońmi policzków. Były nienaturalnie ciepłe. Zmarszczyła czoło.
                - Czy mogę? – Lokaj podniósł rękę do jej czoła. Mai wstała.
                - Nie – odrzekła twardo. Demon westchnął cicho i wyszedł. Po chwili wrócił z termometrem w dłoni.
                - W takim razie, mogłaby panienka zmierzyć sobie temperaturę?

                Trzydzieści dziewięć stopni. Miała gorączkę. Sebastian od razu zagonił ją do łóżka. Przebrała się w piżamę i leżała zirytowana. Prawie nigdy nie chorowała. To chyba drugi raz w ciągu ostatnich trzech lat. Lokaj co chwilę proponował jej zimny okład, ciepłą zupę i inne rzeczy. Za każdym razem odmawiała. Jej irytacja sięgnęła zenitu, gdy spytał, czy ma jej poczytać książkę.
                - Dość. Nie jestem umierająca. Wyjdź – powiedziała chłodno. Demon lekko zaskoczony skłonił się i wyszedł.
                Mai położyła się na poduszkach. Nienawidziła chorować. Nudziła się leżąc w łóżku. Przewróciła się na bok i westchnęła cicho. Głowa jej pulsowała i było jej chłodno pomimo kilku dodatkowych koców, które przyniósł Sebastian. Znużona jednak, po chwili zasnęła.

                Lokaj zapukał cicho do drzwi. Minęła godzina, odkąd kazała mu wyjść. Musiał podać jej leki na zbicie temperatury.
                - Panienko? Mogę wejść? – spytał.
                Zero odpowiedzi. Wszedł do pokoju. Dziewczyna spała niespokojnie. Mamrotała coś przez gorączkę. Demon podszedł bliżej, odstawiając tacę na stół.
                - Se… bastian… - mruknęła przez sen. Zmarszczyła czoło, jakby coś ją martwiło.  
                Uśmiechnął się lekko.
                - Panienko… jaką miałabyś minę, gdybyś wiedziała, co mówisz przez sen? – mruknął do siebie. Przykrył ją dokładnie kocami.

                Gdy się obudziła, za oknem robiło się ciemno. Poczuła coś zimnego na czole. Gdy dotknęła tej rzeczy dłonią, zorientowała się, że to zimny okład. Sebastian musiał być w jej pokoju gdy spała. Zmarszczyła czoło na tę myśl. Na stoliku nocnym obok łóżka stał termos i karteczka:

Proszę się napić. Dobrze panience zrobi

                Westchnęła cicho. Ten demon ciągle ją czymś zaskakiwał. Odkręciła pokrywkę i nalała sobie gorącego napoju. Po kilku łykach poczuła ścisk w płucach. Ostawiła kubek na stolik i zasłoniła usta dłonią zanosząc się kaszlem. Kaszlała i kaszlała, aż oczy zaszły jej łzami. Gdy atak kaszlu minął, oddychała ciężko. Chciała ponownie sięgnąć po herbatę, ale zobaczyła, że całą dłoń ma we krwi. Przyglądała się jej przez chwilę, otępiała.
                W tej chwili do drzwi zapukał Sebastian.
                - Słyszałem jak panienka kaszle. Czy wszystko w po… - urwał ujrzawszy rękę Mai.

                Dziewczyna spojrzała na niego tępo i zemdlała. 

~~*~~

Nie wiem, czy jest dłużej niż ostatnio, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Piosenka to zmienione tłumaczenie utworu hallucination z drugiego musicalu Kuroshitsuji. Znajdziecie go a playlście. :) 

2 mar 2015

VI


                Mai zmarszczyła lekko czoło.
                - Mówisz, że chce mnie zabić? – upewniła się.
                - Nie wiem, czy on, czy jego wspólnicy, ale chce twojej śmierci – powiedział Leo. Patrzył na dziewczynę i wiercił się na fotelu.
                - Hmmm… - mruknęła biorąc filiżankę i upiła łyk herbaty.
Mężczyzna patrzył na nią z niedowierzaniem.
                - Mai, ktoś może w tej chwili planować twoją śmierć, a ty się tym nawet nie przejęłaś? – spytał.                   
                Rzuciła mu przeszywające spojrzenie znad krawędzi filiżanki, aż ten odwrócił wzrok.
                - Po prostu analizuję sytuację – mruknęła – Nie ma sensu wpadać w panikę.
                - Ale…
                - Słuchaj – zaczęła, odkładając naczynie na podkładkę – Wiem, że dla ciebie to coś strasznego, ale ja jestem do tego przyzwyczajona.
               Leo patrzył na nią z niedowierzaniem. Westchnęła.
               - W ciągu ostatnich trzech lat przeprowadzono siedem prób zamordowania mnie – powiedziała wypranym z emocji głosem.
               - Jak… czemu?! – uniósł się. 
               Leo był wrażliwym, miłym facetem, który przejmował się innymi. Czasem to robiło się męczące. Tak jak w tej chwili.
               Mai znowu westchnęła.
               - Jestem właścicielką jednej z najbardziej wpływowej firmy na rynku. Jak zdążyłeś już pewnie zauważyć, pieniędzy również mi nie brakuje. Zawsze znajdą się ludzie, którzy chcą mieć to wszystko dla siebie – tłumaczyła.
                Była to mieszanka prawdy i kłamstwa. Nie chciała, by dowiedział się o jej przeszłości. Nikt o niej nie wiedział. Gdy wróciła, rozgłaszała, że prawie nic nie pamięta. Że została porwana i cały czas trzymano ją w zamkniętym pomieszczeniu. Jej brat pomógł jej uciec, ale sam przy tym zginął. Media połknęły historyjkę, a nikt nie drążył głębiej. Sprawców nie znaleziono, sprawa została umorzona. Chciała, by tak pozostało. Nikt nie mógł odkryć, że organizacja, która zabiła jej rodzinę próbuje ją uciszyć. A w końcu Leo to śledczy. Mógł coś podejrzewać.
               Teraz przeczesał ręką włosy i spojrzał na dziewczynę. On znał ją najlepiej ze wszystkich z biura, mimo że wciąż było to bardzo niewiele. Pracowali ze sobą ponad pół roku i wiedział, na co ją stać. Jednak w tej chwili nie dowierzał jej słowom.
               - Masz dziewiętnaście lat… Jak ty... Jak przeżyłaś? – spytał. Spojrzała mu w oczy. Jakby tłumaczyła dziecku, że dla kogoś dorosłego to nic wielkiego.
               - Mam swoje sposoby. A jeśli już o tym mowa… - urwała i nacisnęła guzik wbudowany w poręcz fotela. Po chwili do pomieszczenia wszedł Sebastian. Mężczyzna wpatrywał się w niego intensywnie. 
                - W czym mogę służyć, pani? – spytał kłaniając się lekko.
                - Kod piąty – powiedziała. Lokaj zerknął kątem oka na Leo i ponownie się skłonił.
                - Tak, moja pani.
                Wyszedł z pokoju. Śledczy spojrzał na Mai pytająco. Zignorowała go i podeszła do okna. Na dworze panowała zamieć.
                - Jak tu przyjechałeś? – spytała.
                - Taksówką – odparł – A co?
                - W taką pogodę nie wrócisz do domu – odparła.
                - Jak to?! – wykrzyknął i podszedł do niej. Na zewnątrz panowała zamieć. Drzewa uginały się od wiatru, a śnieg zasypywał drogi.
                Gdy Leo zobaczył, co się dzieje westchnął cicho.
                - Możesz zostać tu na noc – zaproponowała dziewczyna – Na terenie posiadłości jest kilka pokojów gościnnych, ubrania na zmianę też się pewnie znajdą.
                - Przepraszam za kłopot – powiedział zmieszany – Jeśli bym mógł, to chętnie zostanę.
Mai kiwnęła głową. Zapadła cisza. Po chwili jednak Leo znów się odezwał:
                - Nie wiedziałem, że żyjesz w takim miejscu. Znałem adres, ale kiedy to zobaczyłem… szczerze, zatkało mnie – zaśmiał się nerwowo – Mieszkasz tu sama?
                - Z Sebastianem – odparła.
                 Śledczy przyglądał jej się przez chwilę. Z jej twarzy nie dało się wyczytać żadnych emocji. Usiadła z powrotem na fotelu, a Leo poszedł jej śladem.
                - To twój… służący? – spytał.
                - Lokaj, kamerdyner, służący… - odparła cicho ponownie sięgając po filiżankę z herbatą.  Mężczyzna patrzył na nią wyczekująco. Mai wywróciła oczami.
                - Nie. Nic mnie z nim nie łączy – odparła. Czuła się jak na przesłuchaniu.
                Dość często padały podejrzenia, że coś między nimi jest. W końcu w dzisiejszych czasach nie często spotykało się kamerdynerów. W dodatku mieszkała z nim sama. Jednak dziewczyna skutecznie ukrócała plotki.
                Leo uniósł ręce w geście samoobrony.
                - Wybacz, nie pytałem. Zawsze z tobą jest, więc wiesz… Przepraszam – tłumaczył się.
                Prychnęła cicho w odpowiedzi. Znów zapadła cisza. Mężczyzna przetarł twarz dłonią. Widać było, że jest zestresowany.
                - Jak mam teraz spojrzeć w oczy szefowi? – mruknął do siebie po dłuższej chwili.
                - Normalnie – odparła Mai dopijając herbatę.
                - Nie mogę zachowywać się normalnie, kiedy wiem, że spiskuje, by zabić moją partnerkę! – wykrzyknął. Dziewczyna zmarszczyła brwi. Głośny człowiek.
                - Mówiłam, nie panikuj. Umiem zadbać o siebie. Ty masz się zachowywać jakbyś nic nie wiedział.
                - Ale…
                - Żadnych ale – ucięła – Teraz znamy jego zamiary. Jeśli dowie się, że odkryliśmy jego spisek, przełoży wszystko na nie wiadomo kiedy i wtedy zniszczy cały mój plan. Masz nie pisnąć ani słowa – dodała dobitnie.
                Leo zadrżał lekko. Nigdy nie słyszał, by mówiła tak twardo. Jakby wiedziała, co chce osiągnąć i zrobi wszystko, by to dostać.
                - Racja… wybacz. Zapomniałem się.  – odparł cicho.
                Nie dostał odpowiedzi. Z Mai nie dało się gawędzić o niczym. Siedzieli więc w ciszy kończąc napoje i czekali na to, co się wydarzy. Nagle do pokoju wszedł Sebastian.
                -  Pani, wszystko gotowe. Panie Stones, panienko, zapraszam do jadalni na kolację – powiedział i skłonił się.
               Dziewczyna wstała, a zmieszany Leo poszedł jej śladem. Lokaj otworzył przed nimi drzwi i odsunął krzesło najpierw Mai, a potem śledczemu.
               - Dziś przygotowałem Tagliatellę z łososiem, do tego świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy, a na deser pralinowy tort bezowy z truskawkami. Życzę smacznego – powiedział i skłonił się.
               - Deser? Na kolację? – zdziwił się mężczyzna.
               Sebastian uśmiechnął się lekko.
               - Panienka uwielbia słodycze, więc podaję deser do każdego posiłku – wyjaśnił, a Mai przeszyła go wzrokiem.
               Leo zachichotał.
               - Naprawdę? Nie widać tego po tobie – mruknął. On również został obrzucony lodowatym spojrzeniem. Wyglądało to dość strasznie, więc śledczy zajął się swoim posiłkiem, kończąc tym temat. Dziewczyna wiedziała, że demon powiedział to specjalnie. Musi go za to odpowiednio ukarać.

               Po kolacji Sebastian zaprowadził Leo do jego pokoju. Była to duża sypialnia z wielkim łóżkiem, kominkiem i stolikiem. Pokój utrzymano w odcieniach brązu i czerwieni, co nadawało mu przytulny wygląd. Oka były zasłonięte bordowymi kotarami. To wszystko wyglądało dość staroświecko, ale ze smakiem. Jedynie jasne gniazdka pojawiające się gdzieniegdzie na ścianach burzyły klimat, jakby przypominając, że jest dwudziesty pierwszy wiek.
               - Może się pan tutaj odświeżyć, pokój ma wbudowaną łazienkę – rzekł wskazując ręką drzwi po prawej stronie, koło łóżka - Wszelkie przybory i ubrania na zmianę znajdują się w środku. Biblioteka znajduje się naprzeciwko. Może pan swobodnie z niej korzystać. Ja również jestem na każde pana wezwanie. Wystarczy wcisnąć czerwony guzik, który jest wbudowany w ścianę po lewej stronie łóżka. Życzę miłego wieczoru – dodał i skłonił się.
               - Ee... dz-dziękuję – odparł śledczy i wszedł do środka.
               Lokaj wyszedł i skierował się do pokoju swojej pani. Dziewczyna leżała na łóżku i patrzyła na okno bawiąc się końcówką długiego warkocza.
               - Przygotowałeś wszystko? – spytała nie odwracając wzroku.
               - Owszem, tak jak panienka chciała – odparł.
               - Dobrze. Jaki masz plan? – spytała podnosząc się na rękach i opierając o zagłówek.
               - Jeśli panienka pozwoli, chciałbym, by panienka była cały czas przy mnie. Poprzednia ofiara została postrzelona, a ludzie nie umieją uniknąć kul – mówił.
               Jakby nie wiedziała. Skrzywiła się lekko na myśl, że Sebastian miał ją niańczyć. Jednak wiedziała, że miał rację.
               - Zgoda. Też mam pewien pomysł. Ofiara została postrzelona z odległości około dziesięciu metrów, co znaczy, że morderca musiał ją śledzić i zabić, kiedy była sama lub wiedział, gdzie chciała pójść i dopadł ją w drodze. Masz mi powiedzieć, kiedy wyczujesz jego obecność – rozkazała.
               - A co wtedy panienka zrobi, jeśli mogę spytać?
               - Nie ja, tylko ty. Ty udasz, że mnie gdzieś zostawiasz i odejdziesz tak, by nie mógł się złapać. Zaprowadzę go w jakieś miejsce, gdzie nie będzie cywili. Wtedy ty go złapiesz, zanim wykona ruch.
               Sebastian uśmiechnął się.
               - A jeśli panienka nie znajdzie takiego miejsca?
               Mai spojrzała na niego twardo.
               - Nie wierzysz we mnie? – spytała ironicznie.
               - Ależ oczywiście, że wierzę. Jesteś przecież moją drogą panią – powiedział kłaniając się nisko.
              Prychnęła.
              - Oczywiście. Przygotuj mi gorącą kąpiel – odparła, informując, że ma wyjść.
              - Tak, pani – skłonił się ponownie i wyszedł.
              Na korytarzu niemal wparł na Leo. Miał na sobie jeansy i błękitną koszulkę z długim rękawem. Jego wilgotne, zmierzwione jasne włosy nadawały mu młodzieńczego wyglądu. Jednak Sebastian widział przebijające przez koszulkę mięśnie i postawę jaką przyjmował. Mimo dość dziecinnego zachowania, nie było wątpliwości, że mężczyzna umie zadbać o swoje.
               Demon uśmiechnął się, widząc zaskoczoną minę śledczego.
               - W czym mogę pomóc, panie Stones? – spytał.
               - Em… właściwie, to szukałem pokoju Mai. Chciałbym z nią jeszcze porozmawiać – odparł.                Lokaj zaalarmowany, wskazał na drzwi, które przed chwilą zamknął.
               - Panienka mieszka tutaj. Mógł pan mnie wezwać, wskazałbym panu drogę.
               - Hmm… Cóż, następnym razem tak zrobię – odparł.
               Zachowanie Leo wydawało mu się lekko podejrzane. Skłonił się jednak i ruszył w stronę łazienki, by przyszykować kąpiel dla dziewczyny.
              W tym czasie mężczyzna zapukał do drzwi.
              - Em… Mai? Mogę wejść? – spytał.
              - Proszę – usłyszał odpowiedź.
               Widać, że dziewiętnastolatka szykowała się do kąpieli, gdyż stała w cienkim podkoszulku na ramiączkach, a na łóżku leżała bluzka, którą miała dziś na sobie. Leo zarumienił się i spojrzał w bok. Koszulka lekko prześwitywała, przez co czuł się zawstydzony.
              - Przepraszam, że przeszkadzam… ekhem… ale chciałbym jeszcze z tobą porozmawiać – mruknął starając się nie patrzyć na Mai.
              - Nie ma sprawy. O co chodzi?

~~*~~


Dzisiaj znowu trochę dłuższy rozdział ^^ Wiem, że dość późno, ale skończyły mi się ferie i mam mnóstwo nauki x.x Ale spokojnie, postaram się dodawać posty regularnie :3 Mam nadzieję, że ten Wam się spodoba! 

28 lut 2015

Zmiana

Jak może zauwazyliście, zmienił się cały wygląd bloga. Postanowiłam wrócić do grafiki i trochę się pobawić z kodami, GIMPem itp. Powiedzcie, co myślicie? Podoba Wam się? Czy może poprzedni szablon był ładniejszy? :3

25 lut 2015

V

               O godzinie szóstej Sebastian zapukał do drzwi.
                - Czas wstawać, panienko. Za godzinę ma pani spotkanie firmowe – powiedział wchodząc do środka. Mai właśnie wychodziła zza parawanu. Zerknęła na niego kątem oka i podeszła do lustra, by zobaczyć jak wygląda. Ubrała czarną sukienkę do kolan i czarne szpilki. Włosy zaplotła w klasyczny warkocz. Do tego założyła małe czarne kolczyki i łańcuszek z onyksem. Jej mlecznobiała cera wyglądała na jeszcze jaśniejszą. Prezentowała się dostojnie i elegancko.
                Sebastian przez chwilę wpatrywał się zaskoczony w Mai, lecz po chwili otrząsnął się i podszedł z lekkim uśmiechem, by podać jej marynarkę do kompletu.
                - Pięknie panienka wygląda – powiedział szczerze. Ta kiwnęła głową.
                Wzięła do ręki kopertówkę i teczki z dokumentami i wyszła z pokoju. Lokaj ruszył za nią. Dziewczyna zeszła na parter i skierowała się do kuchni. Wzięła jabłko z miski na owoce i przelała kawę z ekspresu do kubka termicznego. Chciała odwrócić się i wyjść, ale Sebastian stanął w drzwiach blokując przejście.
                - Znowu zamierza panienka nie jeść śniadania? – spytał z dezaprobatą. Dobry humor ulotnił się. Mai pomachała mu jabłkiem przed nosem i wyminęła go. Lokaj westchnął.
                - Jeśli tak dalej pójdzie, zdrowie panienki będzie się pogarszać. Wtedy nie pozwolę panience trenować – powiedział sucho patrząc na jej plecy, gdy szła do głównych drzwi.
                Usłyszawszy te słowa zatrzymała się i odwróciła w jego stronę. Spojrzała mu zimno w oczy, a demona przeszył delikatny dreszcz.
                - Będę trenować z tobą lub bez ciebie. – rzekła i zdjąwszy szalik z wieszaka zaczęła się ubierać.
Sebastian uśmiechnął się pod nosem. Podszedł do pani i pomógł jej założyć płaszcz. Zapiął guziki aż po szyję. Potem sam nałożył ciemny płaszcz i otworzył przed Mai drzwi. Kiedy wyszła, ruszył za nią i zamknął dom na klucz.  To samo zrobił z bramką wejściową. Mimo że system antywłamaniowy skutecznie rozprawiłby się z włamywaczami, to dziewczyna nalegała, by zamykać rezydencję.
                Wsiedli do czarnego audi i ruszyli w stronę centrum. Zmierzali do wielkiego wieżowca w samym środku miasta, gdzie mieściła się główna siedziba Word Company, którą kierowała Mai. Dziś miało się odbyć spotkanie mające na celu omówienie ogólnej sytuacji firmy na rynku i ewentualnych pomysłów na nowe wynalazki.
                Dziewczyna westchnęła.
                - Czyżby panienka nie lubiła tych spotkań? – zapytał lokaj ironicznie.
                - Nie żartuj. Nie ma nic zabawnego w spotykaniu się z bandą hipokrytów chcących sobie tylko napchać kieszenie – powiedziała cicho wyglądając przez okno.
                Sebastian uśmiechnął się pod nosem i skręcił, parkując auto na zarezerwowanym miejscu. Wyszedł z pojazdu i obszedł go, by otworzyć drzwi Mai. Ta nie czekając na demona poszła w kierunku wejścia. Oczywiście bez najmniejszego trudu ją dogonił. Wchodząc do budynku skinęła ochroniarzowi i weszła do windy. Lokaj nacisnął przycisk z numerem 45.
                - Kiedy zacznę spotkanie, masz odczekać dziesięć minut. Wtedy wyjdziesz i masz szukać poszlak. Czegokolwiek, co może nas naprowadzić na podejrzanego. Masz wrócić pięć minut przed końcem. Zrozumiano?
                - Tak, moja pani – powiedział, kłaniając się lekko.
                - Udowodnij, że jesteś godny mej duszy.  –odparła gdy winda dojechała na właściwe piętro.
                Sebastian patrzył na plecy dziewczyny, gdy zmierzali w stronę sali konferencyjnej. On miał udowodnić coś JEJ? Była tylko nędznym człowiekiem, a mówiła do niego w ten sposób. Z jednej strony, przez to jeszcze bardziej go ciekawiła, a z drugiej miał ochotę dać jej nauczkę. I pewnie tak zrobi.
                Gdy weszli do pomieszczenia, wszelkie rozmowy ucichły. Mai usiadła u szczytu stołu i rozłożyła teczki i papiery, które wzięła ze sobą. Sebastian przesunął biały ekran spod ściany tak, by wszyscy widzieli to, co będzie na nim wyświetlane.
                - Jak widzę, wszyscy już przybyli. W takim razie możemy zaczynać – powiedziała, a lokaj zamknął drzwi.


                Dwie godziny później, gdy wszyscy już poszli, Mai pozbierała swoje rzeczy i wyszła z sali, przed którą czekał Sebastian.
                - Czy spotkanie się udało? – spytał z lekkim ukłonem.
                - Powiedzmy – odparła cicho. Te dyskusje zawsze potwornie ją męczyły. Nie dość, że traktowali ją jak niedorozwiniętego szczeniaka, to jeszcze proponowali absurdalne rozwiązania, które zniszczyłyby firmę, a im napchały kieszenie. Całe szczęście, że to ona miała ostatnie słowo.
                - Co znalazłeś? – spytała. Wiedziała, że coś znalazł. Nie mógł sobie pozwolić na zszarganie swojego wizerunku perfekcyjnego lokaja.
                - Mimo że sprawca korzystał z czyjejś… pomocy, udało mi się odnaleźć to – rzekł wyjmując z kieszeni białą chusteczkę. Rozłożył ją. Na środku leżał krótki, jasny włos.
                - Dobra robota. Później zaniesiesz go do laboratorium i zbadasz DNA – powiedziała Mai wchodząc do windy.
                - Jak sobie życzysz, panienko – odparł demon idąc za nią.
                Gdy wrócili do rezydencji, Sebastian pomógł dziewczynie zdjąć płaszcz i ruszył do kuchni. Jako że był jedynym służącym w rezydencji, musiał wykonywać wszystkie obowiązki sam. Przynajmniej widział, że wszystko będzie zrobione tak, jak chciał. Teraz zaczął przygotowywać obiad. Za pół godziny będzie miał trening z Mai i przez najbliższy czas będzie zajęty, więc wolał, by wszystko już się gotowało. Wrzucił pokrojone warzywa do gotującej się wody i ustawił minimalny gaz. Potem zaczął przyprawiać mięso i wstawił je do piekarnika.
                Dziewczyna przebrała się w strój do treningu. Leginsy, koszulka na ramiączkach, wygodne buty i rękawiczki bez palców, by chroniły kłykcie, ale nie ograniczały ruchów. Wzięła butelkę wody i zeszła na parter. Skręciła w prawo i otworzyła drzwi na końcu korytarza. Znalazła się w ogromnej sali. Zajmowała ona większą część prawego skrzydła rezydencji. Przecinała ją szklana ściana. Pozostałe wyłożone były ciemną dźwiękoszczelną pianką. Jedna część pomieszczenia była pusta, jedynie pod ścianami znajdowało się kilka przyrządów do ćwiczeń, które wykorzystywała, gdy chciała potrenować sama. Zaś druga część została przebudowana na strzelnicę. Trzy stanowiska o długości 100 metrów oddzielone były kuloodpornym, pancernym szkłem. Szyby w pomieszczeniu wykonane były z tego samego materiału, jednak praktycznie zawsze były zasłonięte, by nikt ciekawski nie zaglądał do środka. Specjalny pokój, który powstał przez dobudowanie dodatkowej ściany wzdłuż sali, zawierał kilkadziesiąt jeśli nie więcej broni wszelakiego rodzaju. Czasem wykorzystywali je do lekcji samoobrony.
                Dzisiaj jednak miał odbyć się zwykły trening walki wręcz. Mai zaczęła się rozciągać, a po chwili wszedł Sebastian.
                - Czy możemy zaczynać? – spytał z uśmiechem.
                Dziewczyna kiwnęła głową, a demon momentalnie zaatakował. Jednak była na to przygotowana. Sparowała cios. Jej mięśnie zadrżały, pobudzając się do działania. Szybko wyprowadziła proste uderzenie pięścią, ale lokaj uchylił się i podciął jej nogi. Upadła na plecy, ale szybko przeturlała się na bezpieczniejszą odległość. Ułamek sekundy po tym w miejsce jej głowy uderzył kolejny cios. Zawsze to tak wyglądało. Jakby to była prawdziwa walka, śmiertelna rywalizacja. Oczywiście Mai nie mogła się równać z demonem, lecz dopóki ten kontrolował swoje moce, dopóty dziewczyna mogła walczyć z nim, nie zostając zbytnio w tyle.
                Wstała i obracając się, z rozpędu wbiła pięść w splot słoneczny Sebastiana. Odrzuciło go do tyłu.
                - Ładne uderzenie, panienko – powiedział z uśmiechem. Potem rzucił się w jej stronę. Uskoczyła, ale zaraz znowu musiała blokować ciosy lokaja. Był nadludzko szybki i ledwo nadążała nad jego ruchami. Gdy na chwilę straciła rytm, ten od razu kopnął ją w ramię. Przewróciła się na bok. Stęknęła cicho. Poczuła ból promieniujący aż do szyi.
                - Wszystko w porządku? – spytał Sebastian podając jej rękę. Kpił z niej. Wstała nie korzystając z jego pomocy i przyjęła postawę do walki. Lokaj uśmiechnął się z aprobatą i zaatakował.
               
                Trenowali tak z godzinę. Gdy demon zarządził koniec treningu, dziewczyna była wyczerpana. Starała się jednak zbytnio tego nie okazywać. Bolał ją lewy bark,  prawa goleń i całe ręce, ale była zadowolona. Kiedyś nie wytrzymywała nawet kwadransu, a teraz przez bitą godzinę mogła ćwiczyć bez przerwy. Choć dzisiaj Sebastian wydawał się bardziej brutalny, zablokowała większość ataków.
                - Dobrze się panienka spisała – pochwalił Sebastian.
                Jak zwykle, nie było po nim widać żadnych śladów walki, czy zmęczenia. Wyglądał nienagannie jak zawsze.  Podał dziewczynie zimny ręcznik, który położyła sobie na karku. Poczuła przyjemny chłód, który łagodził ból zmęczonych mięśni i stłuczeń.
                Kiwnęła głową w podziękowaniu i wstała. Ruszyła do swojego łazienki, by wziąć prysznic i odpocząć trochę, by móc funkcjonować przez resztę dnia.
               
                Koło godziny szesnastej zadzwonił dzwonek. Mai zdziwiona podniosła wzrok znad laptopa. Nie oczekiwała dzisiaj gości. W tym samym momencie otworzyły się drzwi.
                - Panienko, przyszedł śledczy Leo Stones, czeka na panią w sali gościnnej – powiedział.
                - Leo? – powtórzyła dziewczyna i wstała, praktycznie biegnąc na dół po schodach. Otworzyła drzwi do salonu gościnnego. Na jednym z foteli siedział skrępowany dwudziestopięcioletni blondyn, który był jej przydzielony na partnera. Gdy weszła, wstał szybko, zmieszany.
                - Cześć, Mai… Przepraszam za niespodziewaną wizytę, ale muszę z tobą o czymś porozmawiać… - powiedział.
                Dziewczyna ciągle zaskoczona, kiwnęła głową i usiadła naprzeciwko. Sebastian wszedł do pomieszczenia i postawił na stoliku między nimi herbatę i ciastka. Gdy wyszedł z pokoju Mai zapytała:
                - Więc?
                - Chcę cię ostrzec – odparł. Unikał jej wzroku i zaciskał pięści. Był zdenerwowany. Mai znała go już jakiś czas i wiedziała, że to, co powie, jest bardzo ważne, inaczej nie przychodziłby bez uprzedzenia.
                - Co się stało, Leo? – spytała poważniejąc. Wtedy odważył się spojrzeć jej w oczy.

                - Usłyszałem przez przypadek jak szef rozmawiał z kimś przez telefon. Mai, sądzę, że on ma coś wspólnego z tym morderstwem. Nie wiem, czy to on zabił tę kobietę, czy komuś to zlecił, ale… - umilkł na chwilę. Westchnął i wyrzucił patrząc jej w oczy – Mówił, że będziesz następna. 

~~*~~

Przepraszam za zwłokę, ale mam nadzieję, że dłuższy rozdział wynagrodzi moją nieobecność. ^^ Wiem, że skończyłam w niezbyt dogodnym momencie, ale chciałam wzbudzić napięcie, bo na razie trochę go brakowało x3 Komentujcie śmiało i napiszcie, co myślicie, to bardzo mnie motywuje!! :3