31 maj 2016

Tom 2, VII


"Dlaczego?"



                 Mai patrzyła na swoje odbicie w milczeniu. Stojąc w bieliźnie na miękkim dywaniku w łazience uważnie badała swoje ciało. Choć wydawało się to niemożliwe, wyglądała prawie tak samo jak przedtem. Przed TYM. Choć nadal była trochę zbyt koścista, wróciły jej dawne krągłości i zarysy mięśni pod skórą. Jak…? Potrząsnęła głową w osłupieniu. Powiedział, że nie powinna się tym martwić. Że to nic takiego, się tym zajmie… Nie była jednak pewna, czy jest w stanie.

                Demon mieszał powoli zawartość garnka, wdychając dziwnie kuszący dla ludzi zapach. Choć sam nie czerpał korzyści z ludzkiego jedzenia, to sama czynność gotowania sprawiała mu swego rodzaju przyjemność. Bez użycia nad ludzkich zdolności, można było spokojnie odprężyć się i porozmyślać, jednocześnie odwracając swoją uwagę od największych dylematów. Tym razem jednak nie mógł się uspokoić, co ostatnio często mu się zdarzało. I to nie bez powodu. Było coraz lepiej i jednocześnie coraz gorzej. Wszystko działo się za szybko, zmierzając ku końcowi. A on wciąż nie mógł wpaść na właściwe rozwiązanie, wielu rzeczy nie był pewien. Było zbyt wiele nie wiadomych. Kto? Dlaczego…?  O d  k i e d y? Musiał znaleźć odpowiedzi na te pytania. I to szybko. Uporczywy głód kłujący go najmniej pożądanych momentach tylko go w tym przekonaniu utwierdzał. Nie ma czasu. Jeśli nie zadziała TERAZ, straci wszystko. A do tego nie miał zamiaru dopuścić.

~*~

                - Czy coś się stało, panie Wells? – spytała dziewczyna podnosząc łyżkę z zupą do ust.
                - Nie – uciął naburmuszony blondyn.
                - Czyżby Sebastian coś panu zrobił? – drążyła z poważną miną. Zauważyła jednak, że kamerdyner uśmiecha się lekko.
                - Czy coś mi zrobił? Maty na sali są wydrążone na kształt moich pleców i głowy, bo ten twój pieprzony ninja rzucał mną ledwie kiwając palcem, śmiejąc się ze mnie. Albo jesteście jakimiś kosmitami, albo trzeba was poważnie przebadać, bo na pewno nie jest z wami w porządku – wybuchł Alex trzaskając dłonią w stół.
                - To prawda Sebastianie? – zerknęła kątem oka na lokaja.
                - O ile mi wiadomo, nie uzyskałem tytułu japońskiego wojownika, ani też nie pochodzę z innej planety – odparł kłaniając się lekko.
                - Przezabawne, doprawdy. Śmiejcie się ze mnie, proszę bardzo – mruknął zakładając ręce.
                - Bez przesady, panie Wells. Zachowuje się pan niedojrzale.
                - Obrażacie funkcjonariusza FBI, jeśli mogę zauważyć.
                - Jestem świadoma tego faktu, Sebastian również – kontynuowała grę, wycierając usta serwetką.
                - Ale oczywiście macie to głęboko w nosie. Zresztą, po co ja się burzę, i tak nic nie zdziałam – opadł zrezygnowany na krzesło.
                - Cieszę się , że rozumie pan swoją sytuację.
                Blondyn rzucił jej ponure spojrzenie, nie odezwał się jednak. Za to kamerdyner pochylił się nad nią nisko.
                - Ma pani telefon od zastępcy oddziału klienta Word Company – mruknął cicho.
                Zmarszczyła brwi. Od kilku miesięcy powierzała demonowi sprawy firmy, którą odziedziczyła, gdyż nie budziła w niej najmniejszego zainteresowania. To, że przekazywał jej telefon wskazywało na coś ważnego.
                - Przepraszam – powiedziała w przestrzeń wychodząc z jadalni.

                Demon patrzył ze zmrużonymi oczami na oddalającą się sylwetkę jego pani. Miał nadzieję, że powrót do niektórych starych nawyków odwróci jej uwagę od ostatnich wydarzeń. To może mu dać trochę więcej czasu. Niewiele, ale jednak.
                Poczuł na sobie wzrok agenta, który wciąż kończył jeść obiad. Odwrócił się więc w jego stronę, uśmiechając uprzejmie.
                - Czy mógłbym w czymś pomóc, panie Wells?
                - Mam wrażenie, że mnie nie lubisz. Może nawet nienawidzić. I nie mogę znaleźć odpowiedzi, dlaczego. Mogę się narzucać i być irytujący, nie sądzę jednak, by był to powód do nienawiści.
                Proszę, więc nie był tak głupi, za jakiego się podawał.
                - Jeśli czym pana uraziłem, to najgoręcej przepraszam – skłonił się lekko.
                - Wręcz przeciwnie. Jesteś uprzejmy do bólu.
                - Taką mam pracę, panie Wells. Moim obowiązkiem jest przyjąć każdego gościa mojej pani, nie bacząc na moje odczucia czy uprzedzenia.
                - Tak, tak – blondyn machnął ręką. – Posłuszeństwo i te sprawy. Nadal jednak nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Dlaczego tak bardzo mnie nie lubisz?
                - Niegrzecznym byłoby odpowiedzieć na takie pytanie – zręcznie wywinął się Sebastian, cały czas mając na twarzy nieprzeniknioną maskę uprzejmego uśmiechu. – Ja tylko służę swojej pani, na każdy możliwy sposób.
                Milczenie, które zapadło podpowiedziało jej, że Alex załapał aluzję. Po kolejnej minucie ciszy wstał i nie odwracając się rzucił:
                - Zrozumiałem ostrzeżenie. Dziękuję za posiłek.
                - Do usług – zmrużone, jarzące się szkarłatnie oczy lśniły w półmroku jadalni, jednak odwrócony mężczyzna nie mógł już tego zauważyć.

~*~

                Tej nocy postanowił zrobić coś, czego już dawno nie robił. Zajrzał do sypialni dziewczyny. Zwykle robił to, by w razie potrzeby odegnać nękające ją koszmary. Dzisiaj jednak coś innego przywiodło go pod ciemnobrązowe drzwi. Poczuł, że dobrze zrobił, zanim jeszcze ujrzał puste, rozkopane łóżko. Odsłonięte rolety, poduszka na podłodze i pusta szklanka wody na stoliku nocnym mówiły mu więcej niż można było się spodziewać. Demon westchnął pod nosem i pewnym krokiem ruszył na trzecie piętro. Tak jak się spodziewał, czarnowłosa siedziała przy fortepianie. Jej palce poruszały się miarowo po klawiaturze, nie wydając jednak żadnego dźwięku. Nie wiedział czemu, jednak ten widok wydawał mu się bardzo smutny.
                Podszedł po cichu, cały czas patrząc na jej profil. Oczywiście zauważyła go. Nie spodziewał się niczego innego.
                - Zagonisz mnie teraz do łóżka jak małe dziecko? – mruknęła cicho, nawet na niego nie spojrzawszy.
                - Miałem taki zamiar – przyznał szczerze. – Ciągle odzyskuje panienka siły.
                - Ale…?
                - Ale i tak panienka by mnie nie posłuchała – westchnął cierpiętniczo.
                Wydawało mu się, że kącik jej ust uniósł się nieznacznie, jednak równie dobrze mogła to być gra światła księżyca, które prześwitywało przez zasłony.
                Mai zdjęła dłonie z klawiszy i odsunęła się nieco, podkurczając nogi. Zrozumiał iluzję i przysiadł obok. Nie był to pokaz zażyłości. Wiedział, że nie lubiła, gdy ktoś nad nią stał. Ta świadomość nie powstrzymała go jednak przed myślami, które w jednej chwili przeleciały przez jego umysł.
                - Co się stało, panienko? – zaczął.
                - Myślę – prosta, szczera odpowiedź.
                - O czym?
                - O wszystkim – chciała sięgnąć na kark po warkocz, zapominając, że ma rozpuszczone włosy. Opuściła więc rękę, zostawiając sięgające ziemi kosmyki.
                - A o czym najbardziej? – drążył. Jeśli mógł pomóc, zrobiłby to natychmiast. Nie chciał jednak zbytnio naciskać. Stawka była zbyt duża.
                - Teraz? O tobie – w końcu popatrzyła na niego, a jej ciemne spojrzenie przeszyło do wskroś. – Właściwie to cały czas chodzą mi po głowie te same pytania.
                - Na przykład?
                - Dlaczego zostałeś? Co zrobiłeś? Co się z tobą dzieje? Gdzie znikasz po nocach bez moich rozkazów? Co tobą kieruje? Dlaczego mnie to obchodzi? – mówiła coraz ciszej, aż ostatnie zdanie nie było głośniejsze od westchnienia.
                Trudne pytania.
                - Jednak na większość tych pytań zna panienka odpowiedź – przypomniał łagodnie.
                - Może – znów się odwróciła. – A może nie.
                Nie prosiła o odpowiedzi. Może trudno było w to uwierzyć, ale był jej wdzięczny za to milczenie. Nie chciał zrzucać na nią tego wszystkiego. Fakt, że nie padły żadne rozkazy pokazywał, że mu ufała. A to zdawało się go niszczyć od środka.  
                - Ja również mam powody do zmartwień – przyznał, choć słowa te zabrzmiały nienaturalnie, wychodząc z jego ust. Nie usłyszał odpowiedzi. – Dlaczego panienka nigdy nie powiedziała, że moja obecność sprawia panience ból? Albo o atakach, które praktycznie odbierały panience przytomność? – pytał łagodnie, jednak z nutą pretensji w głosie.
                - Nie wiem. Bałam się? Wstydziłam? A może nie chciałam cię martwić, gdy coś było z tobą nie tak? – mruczała jakby do siebie. – Jednak to już przeszłość.
                - Jak to? – zamrugał zaskoczony.
                - Ból zniknął. I czuję, że już nie wróci.
                Wtedy – zrozumiał. Dwa dni temu. Nie powiedział tego na głos, ale nawet bez potwierdzenia dziewczyny wiedział, że to była prawda.
                - Mimo wszystko. Moim obowiązkiem jest się panienką opiekować.
                - Nie do końca, Sebastianie – jej głos znowu był ledwo słyszalny. – Miałeś mnie doprowadzić do zemsty. I tak się stało. Twoje zadanie zostało wykonane. Jednak twoje trofeum okazało się być uszkodzone. Dlaczego więc wciąż bierzesz udział w tej grze?
                - Ponieważ ta nagroda, uszkodzona, czy nie, jest warta każdej ceny.
                Prychnięcie. I cisza. Ciężka, nieprzenikniona. Nagle jednak smukłe palce ponownie spoczęły na klawiaturze. Tym razem jednak grając ciepłą, powolną melodię. Tak dobrze mu znaną.
                - Za późno, by symulować… - zanuciła pod nosem. - Za późno, by szeptać głupoty…
                Urwała, grając jeszcze parę taktów jedną ręką. Jakby z wahaniem przyłączyła drugą, a muzyka nabrała głębi.
                - Czuję te emocje, zagubione w świetle księżyca podróżując przez bezkres nocy…  - delikatny głos rozbrzmiewał w pomieszczeniu. Sebastian poczuł dreszcz. Nie wiedział jednak, czy to przez piosenkę, czy raczej przez sposób, w jaki była śpiewana. Jakby z nim rozmawiała.
                - Ludzie nie są już ptakami – drgnął, gdy zmieniła słowa. – I ja też zmieniłam swą twarz. Woląc zostać na ziemi niż lecieć ku śmierci. Twój dotyk nagle znika, niczym halucynacja, zwykły sen. Oddalasz się niczym fala, podczas gdy ja rozpadam się stojąc na brzegu.
                Choć melodia była smutna, na twarzy dziewczyny malował się spokój. I tylko on pozostał, gdy ostatnie tony utonęły w milczeniu.
                - Wielu rzeczy wciąż nie wiesz, Sebastianie – Mai pierwsza przerwała ciszę. – Choć nie wiem jak, wciąż mam przed tobą wiele tajemnic.
                Powoli wstała i stanęła za nim. Ani drgnął, nawet gdy poczuł delikatny dotyk na ramieniu,
                - Zdradzę ci jedną z nich. Zdaję sobie sprawę z wielu rzeczy, więcej niż myślisz. O wiele więcej też czuję. Ale przede wszystkim… – poczuł jej oddech na swoim uchu – Pamiętam chwile, o których ty już zapomniałeś.

                Długo jeszcze tak siedział. Nawet kiedy z pokoju zniknął ostatni ślad jej obecności, a poranne słońce grzało go w plecy. Co to mogło znaczyć? Zbyt wiele możliwości. Zbyt wiele myśli. Po prostu zbyt wiele. Po chwili zacisnął pięści i wstał. Wyszedł powolnym krokiem, zostawiając swoje zmartwienia przy wciąż otwartym fortepianie.

 ~~*~~

                Więc dzisiaj będzie coś bardziej emocjonalnego. Tak wracając do Waszych utęsknionych angstów i wątków miłosnych xD 
Mam nadzieję, że nie przesadziłam i rozdzial czytaliście z zaciekawieniem, a nie znudzeniem. :)
                 Kolejne są już w trakcie tworzenia, więc niedługo pojawi się więcej ciekawych wątków. 
Liczę na Wasze opinie i pomysły w komentarzach! ^^

Do napisania
Mai :3


1 maj 2016

Tom 2, VI


"- Nie za ostro?"


                Alex patrzył podejrzliwie to na Mai, to na Sebastiana. Dziewczyna wywróciła oczami i przeniosła wzrok na z powrotem na opasły tom, który czytała..
                - Przygotuj salę – mruknęła do kamerdynera zanim wyszedł.
                Słysząc jej rozkaz, zamarł i odwrócił się na pięcie.
                - Jest panienka pewna? Po wczorajszym -
                - Przygotuj salę, Sebastianie – powtórzyła cicho.
                - Jak sobie życzysz, pani – westchnął ciężko, skłonił się i wyszedł.          
                Kilka kolejnych minut minęło w ciszy. Daleko jednak było do spokoju. Czarnowłosa czuła jak agent rzuca jej spojrzenia znad dokumentów co kilka sekund. W takich warunkach nie dało się skupić. W końcu nie wytrzymała, zatrzasnęła tom i zgromiła blondyna spojrzeniem. Ten, speszony, szybko zaczął czytać, jednak ona nie ustępowała. W końcu mężczyzna przestał udawać i rzucił jej ciekawskie spojrzenie znad kartki.
                - Mogę?
                - Niezależnie co powiem i tak to zrobisz, więc po co pytasz? – burknęła w odpowiedzi, siadając wygodniej na podłodze i sięgając po ciastko.
                Agent doświadczył lekkiego déjà vu, przypominając sobie sytuację sprzed dwóch dni. Zawahał się na chwilę, mrugając, aż w końcu odezwał się:
                - O jakie sali mowa?
                - Tortur – odparła natychmiastowo.
                - Cha cha, bardzo śmieszne. A tak naprawdę?
                - Trening.
                - Jaki trening? – spytał zaskoczony.
                - Wszystkiego.
                - To znaczy?
                - Chodź, to się przekonasz – powiedziała wstając.
                Oboje zeszli do swoich pokojów i przebrali się w ubrania do ćwiczeń. W przypadku dziewczyny były to zwykłe legginsy, bluzka na ramiączkach i rękawiczki bez palców. Blondyn włożył podobny podkoszulek i shorty. Gdy spotkali się na korytarzu, otaksował ją spojrzeniem i uśmiechnął się pod nosem ruszając w stronę schodów. Czarnowłosa poszła za nim wymyślając przeróżne sposoby na to, jak pozbawić go tego uśmieszku.
                Demon już czekał na parterze w otoczeniu worków treningowych, fantomów bokserskich, szerokiego wachlarzu broni i rzeczy, które mogły służyć do obrony, a które znajdowały się praktycznie wszędzie. Miał nieprzenikniony wyraz twarzy, ale Mai czuła jak uważnie się jej przygląda.
                - Nieźle – zagwizdał Wells. – Masz nawet własną strzelnicę. Dobrze jest być nadzianym.
                - Kto to mówi – mruknęła cicho mijając mężczyznę.

                Sebastian uśmiechnął się lekko na ten przytyk.
                - Jest panienka pewna? – spytał.
Wyzywające spojrzenie dziewczyny wydawało się satysfakcjonującą odpowiedzią. Kiedy kamerdyner zobaczył dwójkę wchodzącą razem do sali, poczuł jak coś w nim tężeje. Teraz jednak to uczucie minęło zastąpione czymś delikatniejszym. Powoli zaczynało być tak jak dawniej.
Porzucając te myśli, ruszył w stronę swojej pani. Ta momentalnie przyjęła poprawną pozę. Lekko ugięte nogi, uniesione ręce, rozpalony wzrok. To właśnie w jej oczy patrzył zadając pierwszy cios.
~*~

- Nie za ostro? – spytał głośno blondyn, odsuwając się od worka.
Patrzył z lekkim niepokojem jak wirują po pomieszczeniu, okładając się z całej siły. Czasem jedno z nich brało jakąś broń i rzucało się z nią na drugie. Wyglądało to tak, jakby walczyli naprawdę. Na śmierć i życie. Gdy zobaczył Mai wtedy, na korytarzu, widział blednące siniaki na jej ramionach, ale nigdy nie pomyślałby, że powstały w wyniku sparingów z lokajem. Szczerze, to za każdym razem, gdy ktoś nie zdążał zrobić uniku i rozlegał się głuchy dźwięk uderzanego ciała, przechodziły go dreszcze. Jako agent FBI brał udział w wielu bójkach, widział jeszcze więcej. Ale żadna z nich nie miała w sobie takiej… zażartości. Twarze walczących były skupione, rozświetlone jakimś wewnętrznym blaskiem. Usta czarnowłosego wyginały się w drapieżnym uśmiechu, a dziewczyna nie pozostawała mu dłużna. Wymieniali ciosy jakby to była kolejna z ich słownych sprzeczek. Kiedy na nich patrzył, przychodziło mu do głowy tylko jedno. Danse Macabre… Piękne i przerażające zarazem.
Nie otrzymał odpowiedzi na swoje pytanie. Czarnowłosa skoczyła unikając podcięcia i niczym jakiś cholerny ninja obróciła się w powietrzu i kopnęła mężczyznę w głowę. Ten ledwo się tym przejął i wycelował w brzuch przeciwniczki, jednak nie trafił. Jak w jakimś filmie akcji. Brakowało tylko Jackiego Chana lub Bruce’a Lee.
- To ja sobie pobiję ten manekin – burknął do siebie, rzucając kolejne zaciekawione spojrzenie w stronę walczącej pary.

Auć. Nie zdążyła uniknąć ciosu w żebra i upadła na bok. Zdążyła jednak szybko się przeturlać i stanąć na nogi. Pomimo tego, że kamerdyner trzymał swoją moc w ryzach, jego ciosy wciąż były wyjątkowo silne. Czuła jak mięsnie drgają w proteście, a siniaki kwitną na jej ciele. Nie zważając jednak na ból, walczyła dalej. Tęskniła za tym. Za tym skupieniem, oczyszczeniem ze wszystkich myśli. Za potem, który palił skórę. Za brakiem tchu. Za tymi rozpalonymi oczami, które zaczynały błyszczeć, gdy zrobiła coś niespodziewanego. Odzyskała kolejny kawałek siebie.
Kiedy kopnęła demona w brzuch i odrzuciła go na ścianę, nie mogła powstrzymać uśmiechu, który cisnął jej się na usta. Lokaj zawahał się na chwilę, przypatrując jej się zdziwiony. Potem jednak również wykrzywił usta, przy czym zmrużył oczy. Ten znajomy, dawno nie widziany gest zmotywował ją jeszcze bardziej. Rzuciła się więc w jego kierunku, odrzucając na chwilę na bok wszystkie wątpliwości.

Mai leżała na plecach na podłodze dysząc cicho. Miała zamknięte oczy, klatka piersiowa unosiła się w rytm jej oddechów.
- Dobra robota, panienko – powiedział podając jej ręcznik i butelkę z wodą.
- Wiesz, że cię nie cierpię, prawda? – jęknęła ze śmiechem w głosie, po omacku szukając dłonią butelki.
- Powiedziała to panienka trzeci raz z rzędu, więc tak, wiem – odparł prostując się.
Czuł jak z jego piersi unosi się ciężar, który zdawał się ciążyć mu od kilku miesięcy. Bezdźwięczny śmiech jego pani sprawiał, że czuł dreszcz na karku. Może nie jest za późno…?
- Mądrala – mruknęła pod nosem. – Panie Wells, teraz pana kolej – Obwieściła, siadając po turecku.
- No nie wiem. Cenie sobie swoje zęby. I kończyny. I organy wewnętrzne.
- Proszę się nie obawiać, będę delikatny – uśmiechnął się drapieżnie, a blondyn się wzdrygnął.
- Miłej zabawy – powiedziała Mai i ruszyła w stronę wyjścia, przecierając kark ręcznikiem.  – Postaraj się zbytnio nie uszkodzić naszego gościa, Sebastianie – mruknęła na odchodnym.
- Tak, pani – ukłonił się lekko.
- To rozkaz! – usłyszał jeszcze jej słowa.
Skrzywił się lekko, lecz nie zamierzał się sprzeciwiać. Przeniósł wzrok na swojego nowego przeciwnika i uśmiechnął się przymilnie mówiąc:
- Możemy zaczynać?

Alexander czuł, że traci kontrolę nad własnym ciałem. Każdy jego ruch był wykorzystywany przeciwko niemu tak, że raz za razem lądował plecami na ziemi. Czarnowłosy nie był brutalny ani wyjątkowo zajadły, jednak spojrzenie i uśmiech jakie rzucał agentowi, przyprawiały go o ciarki. Czuł, że lokaj powstrzymuje się. To wszystko przez głupie polecenie?
- Kim ty do diabła jesteś? – wysapał, gdy po raz kolejny uderzył w podłogę.
- Jestem tylko piekielnie dobrym lokajem – usłyszał w odpowiedzi. Tsa. Nawet nie był zdyszany. Stał po prostu nad nim, wyglądając tak samo perfekcyjnie jak godzinę temu, gdy weszli do pomieszczenia.  
- Trenowałem u jednego z lepszych trenerów, a przy tobie wypadam łagodnie mówiąc źle. Gdzieś ty się szkolił, człowieku? – jęknął blondyn, wstając.
                - Mam spore doświadczenie. Poza tym, muszę utrzymywać panienkę w dobrej formie.
                - Po co? Jakby miała mało broni, ochroniarzy i zabezpieczeń.
                - Takie było jej życzenie, więc moim obowiązkiem jest je spełnić. Moja pani nie lubi polegać na innych, woli sama się bronić i rozwiązywać problemy. Dlatego też nie mogę dopuścić do tego, by poległa.
                Nie wiedział dlaczego, ale te słowa lekko nim wstrząsnęły.
                - Nastolatka mówi ci, że chce być maszyną do zabijania, a ty z uśmiechem jej w tym pomagasz? – spytał z niedowierzaniem
                - Dokładnie – kolejny złowieszczy uśmiech. – Przykro mi, ale musimy kończyć. Muszę przygotować obiad.
                To powiedziawszy wyszedł. Po prostu sobie poszedł.

                - Dom wariatów i psychopatów. Nie, przepraszam. REZYDENCJA psychopatów. 


~~*~~

                  Wcale nie jest 1 maj. Wcale.
Hej, cześć i hello. Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał. Czytałam tak te starsze i zauważyłam, że sproro rzeczy zniknęło, a tego nie chciałam. Zastanawiam się, czy to nie sprawiło, że cała historia stała się taka... pusta i powtarzalna. Nie wiem, może to tylko moja paranoja? Napiszcie, co o tym myślicie.


Pozdrawiam i do napisania :3
Mai

3 kwi 2016

Tom 2, V

         

"Kim ty do cholery jesteś?"



               Był środek nocy. Po tym, jak wybudziła się z przydługiej drzemki, nie mogła zasnąć, więc postanowiła poprzechadzać się po korytarzach rezydencji. Cisza koiła jej nerwy i pozwalała oczyścić głowę. Nie wiedziała, co się dzieje z jej ciałem, kto nią steruje i dlaczego obecność lokaja przynosi jej takie cierpienie, jednak dzisiaj nie zamierzała już o tym myśleć. Potrzebowała chwili spokoju i normalności. Nogi same poniosły ją po schodach na trzecie piętro do sali muzycznej.
                Otworzyła drzwi i weszło do środka, niepewnie, jakby była intruzem. Rozejrzała się dookoła, próbując wyłapać najmniejszą nawet zmianę. Pokój wciąż jednak wyglądał tak samo jak w chwili, gdy była tu parę miesięcy temu. Zbyt dawno. Jej wzrok od razu przykuł wielki fortepian stojący na podium po środku pomieszczenia. Podeszła do niego i dotknęła zimnej pokrywy. Usiadła na stołku i odsłoniła czarno-białe klawisze. I choć do głowy przychodziły jej dziesiątki, setki utworów, które mogłaby zagrać, nie potrafiła zmusić się do tego, by wydobyć z instrumentu jakikolwiek dźwięk. Zamknęła więc oczy i pozwoliła ruszać się palcom do sonaty księżycowej, głaszcząc jedynie zimną kość słoniową.
                Choć wszystko było pogrążone w ciszy, Mai słyszała muzykę, która wydobywała się spod jej dłoni. Lecz gdy w końcu w jej głowie zabrzmiała ostatnia nuta, musiała wybudzić się z tego snu i powrócić do rzeczywistości.
                - Stałam się największym tchórzem jakiego w życiu widziałam – szepnęła w ciemność, uśmiechając się do siebie gorzko.
                I choć nadal nie zdawała sobie z tego sprawy, w tamtym momencie podjęła decyzję, która zmieni wszystko.

~*~
               
                - Dobrze się czujesz? – spytał Alex, widząc jak dziewczyna wchodzi do jadalni na śniadanie.
                - Dzień dobry – odparła ironicznie.
                Agent wywrócił oczami i znowu wgryzł się w tosta, którego jadł.
                - A więc? – drążył.
                - Martw się sobą – mruknęła, zerkając kątem oka na demona, który podszedł, by podać jej posiłek.
                Na jego widok nie poczuła żadnego ukłucia, żadnego pulsowania w czaszce. I to zaniepokoiło ją bardziej niż przenikliwy ból, który pojawił się po  t a m t y m  wydarzeniu . Ten spokój niepokojąco przypominał ciszę przed burzą.
                - Coś się stało, panienko? – spytał Sebastian widząc jej zmarszczone czoło.  – Źle się panienka czuje?
                - Nie, to nic – mruknęła półświadomie.
                Jakby w transie, wkładała kolejne kęsy do ust, nie patrząc nawet, co je. Gdy się otrząsnęła, talerz był już pusty. Już miała wstać i wyjść, ale zatrzymał ją głos blondyna:
                - Czekaj! – odłożył sztućce i podszedł do niej. – Chciałbym z tobą porozmawiać.            
                Westchnęła cicho.
                - Widzę, że da mi pan spokoju, panie Wells.
                - Mówiłem, żebyś nazywała mnie po imieniu. I nie, nie dam.
                - Dobrze więc – mruknęła skrzywiona. – Chodźmy do biblioteki. Muszę znaleźć parę rzeczy – oznajmiła i nie czekając na odpowiedź mężczyzny, ruszyła w stronę schodów.
               
                Sebastian patrzył w milczeniu, jak znikają na piętrze. Nie podobał mu się sposób, w jaki agent odnosił się do jego pani. Jego zuchwałość i upór drażniły go. Choć nie znał wszystkich zamiarów blondyna, czuł, że nie są one do końca dobre. Postanowił sobie w duchu, że przypilnuje mężczyzny i w razie potrzeby usunie z drogi.

~*~

                - Czego pan tym razem potrzebuje? – spytała Mai, wchodząc do biblioteki.
                Lawirowała między półkami, wyciągając i wkładając z powrotem kolejne tomiszcza. Agent przez chwilę śledził ją wzrokiem, aż w końcu usiadł w fotelu przy kominku i zaczął:
                - Możesz mi nie wierzyć, ale nie przyszedłem tutaj, by za tobą łazić i zawracać ci głowę. Mam swoje powody. A żeby osiągnąć pewne cele i wykonać moją pracę, potrzebuję twojej pomocy. Cholera, jestem gotów nawet pójść ci na rękę i zawrzeć ugodę, kontrakt, czy czego tam chcesz!
                Przeczesał nerwowo włosy palcami. Dziewczyna zerknęła na niego kątem oka.
                - Jako zastępca dyrektora powinien pan wiedzieć, panie Wells, że jeśli raz pójdzie się na rękę rządowi, to takie piętno zostaje do końca życia. Czy to wpis w aktach, czy tylko zwykła plotka, relacja, coś zawsze zostaje i może być wykorzystane w przyszłości. Nie mam zamiaru dać się wykorzystać, czy to teraz, czy w przyszłości – powiedziała chłodno, wyciągając rękę, by dosięgnąć wyższej półki.
                - Skąd…? – zawahał się, ale po chwili pokręcił głową i kontynuował - W takim razie dlaczego zgodziłaś się pomóc lokalnemu biurowi śledczemu?
                - Ponieważ wymagała tego sytuacja. Byłam gotowa poświęcić swoją prywatność w celu uzyskania dostępu do pewnych informacji.
                - Na temat organizacji? – usłyszała rzeczową odpowiedź.
                - Nie widzę potrzeby ujawniania panu takich informacji – odparła odwracając się do mężczyzny. Ten patrzył na nią przenikliwie, wwiercając jej dziurę w głowie swoim szarym spojrzeniem. – Poza tym, nadal pan mi nie ujawnił w czym miałabym pomóc FBI, którzy rzekomo posiadają najlepszych techników w kraju, a może i na świecie.
                - Cóż, gdyby to ode mnie zależało, już dawno byś o tym wiedziała, ale zakazano mi udzielać jakichkolwiek ściśle tajnych informacji – mruknął skrzywiony. Nie kłamał. Jednak to za mało.
                - W takim razie nie ma nic do przegadania. Może pan równie dobrze spakować rzeczy i wyjechać, gdyż pod żadną groźbą czy obietnicą nagrody nie zgodzę się na współpracę na ślepo.
                Ledwo skończyła zdanie, odwróciła się. Za jej plecami rozległ się hałas i ułamek sekundy później silna ręka uderzyła półkę na książki tuż obok jej głowy. Parę książek spadło na ziemię, jednak dziewczyna stała niewzruszona. Czuła ciepło mężczyzny na plecach, co sprawiało, że miała ochotę się odsunąć.
                - Kiedy ty tu strzelasz fochy, życie tysięcy osób narażone jest na niebezpieczeństwo, rozumiesz? FBI nigdy nie zniżyłoby się do proszenia nastolatki o pomoc, gdyby miało wyjście. Kraj jest w sytuacji patowej, a ty mówisz, że nic nie zrobisz, bo nie chcesz mieć notki w aktach?
                Blondyn wyrzucał z siebie słowa z cichą wściekłością. Mai nawet się nie odwróciwszy, sięgnęła po tom poniżej jego dłoni.
                - Dokładnie – mruknęła obojętnie.
                - Słuchaj no… - zaczął, łapiąc ją za ramiona, ale nie zdążył dokończyć, gdyż leżał już na ziemi z ramieniem wygiętym pod dziwnym kątem.
                - To ty słuchaj, Bondzie. Na świecie istnieją gorsze rzeczy niż garstka dzieciaków hakujących strony państwowe. Ta twoja patowa sytuacja jest zwykłą mrzonką, nie wartym uwagi żartem. Twój piękny rząd jest odpowiedzialny za setki, tysiące gorszych zbrodni. Więc nie próbuj nawet wzbudzić we mnie litości do tych niewinnych ludzi i bezsilnego FBI, bo wszystko, co o nich wiesz to kłamstwa – syknęła piorunując go wzrokiem.
                - Może i tak, ale ta twoja garstka dzieciaków jest rozsiana po całym świecie i pustoszy systemy codziennego użytku, powodując wypadki samolotowe, wysyłając żołnierzy w sam środek wojen na pewną śmierć, odłączają elektryczność w szpitalach, powodując śmierć tysięcy osób, które na śmierć nie zasłużyły – warknął, wstając.
                - A wszystko zaczęło się od zainfekowanego pendrive’a – mruknęła prześmiewczo.
                - Skąd w ogóle masz te wszystkie informacje?!
                - Myślisz, że trzymałabym pod dachem obcą mi osobę, nie znając jej zamiarów? Powinieneś spodziewać się takiej ewentualności po nastolatce, którą FBI chce przekupić do pomocy.
                - Nie mówiłem nic o…
                - Twoje konto powiedziało samo za siebie – powiedziała, pochylając się, by podnieść książki leżące na ziemi i odkładając je na miejsce.
                - Świetnie! Psychopatyczna dziewczyna alias pani i władczyni świata wie wszystko. Co więc zamierzasz zrobić z tymi fantami? – spytał Wells, opadając zrezygnowany na fotel.
                - Już zrobiłam.
                - Co?! Co zrobiłaś? – znów zerwał się z miejsca.
                Czarnowłosa skrzywiła się. Ten też był za głośny.
                - To, co było trzeba – odparła, układając wygodnie w ramionach stos grubych tomów – Miło się rozmawiało, Alexandrze.
                To powiedziawszy, wyszła.

                 Ledwo zbliżyła się do schodów, gdy nagle obok niej rozległ się głęboki głos:
                - Panienka pozwoli.
                Serce stanęło jej na moment, by po chwili zacząć bić dwa razy szybciej. Zgromiła kamerdynera spojrzeniem i podała mu książki. Ruszyła w milczeniu na niższe piętro, podczas gdy demon uśmiechał się lekko, patrząc na jej plecy.
                - Jak się panienka czuje? – spytał, gdy weszli do jej biura.
                - Dobrze – mruknęła marszcząc czoło. Właściwie czuła się świetnie. Żadnego osłabienia, bólu, czy dyskomfortu.
                - To o co się panienka martwi?
                - Nieważne... Dlaczego faceci to takie irytujące istoty? – burknęła w przestrzeń siadając za biurkiem.
                - Muszę panience przyznać, że z biegiem czasu ludzcy mężczyźni utracili większość swojej… charyzmy – odpowiedział jej demon.
                - Sam jesteś mężczyzną, Sebastianie – mruknęła.
                - Jeśli to panience nie odpowiada, mogę…
                - Nawet nie próbuj – przerwała mu ostro, krzywiąc się pod jego rozbawionym spojrzeniem.
                - Jak sobie życzysz, pani – skłonił się lekko. Prychnęła w odpowiedzi.
                Gdy wyszedł z pokoju, dziewczyna chwyciła pierwszą książkę z wierzchu i zaczęła czytać. Szykował się długi dzień…

~*~

                Parę godzin później podłoga w biurze czarnowłosej usiana była notatkami i papierami, po kątach walały się otwarte tomy, nie zostawiając wiele miejsca na dywanie. Wszystko to tworzyło dziwny krąg wokół dziewczyny, która siedziała po turecku na środku pomieszczenia z laptopem przed sobą. W takiej też pozycji znalazł ją Wells.
                - Ło… nie próżnowałaś, co nie? – gwizdnął pod nosem próbując przeczytać jedną z otwartych książek. – Co to w ogóle za język? Przywołujesz demony, czy co?
                O, ironio.
                - Jeśli masz zamiar mi przeszkadzać i wylewać żale, to radzę ci wyjść – mruknęła groźnie pod nosem nie odrywając wzroku od monitora.
                - Cóż… właściwie to chciałem przeprosić za tamten wybuch… byłem trochę… zestresowany.
                - Mhm…
                Blondyn przeczesał palcami włosy, a jego wzrok błądził po pokoju.
                - Dzwoniło szefostwo. Okazało się, że ktoś usunął wszystkie wirusy i przywrócił serwery, oddając FBI kontrolę. Dosłownie w dziesięć minut. Dziesięć minut wystarczyło, by ktoś rozwiązał problem, który zespół techników próbował rozgryźć przez kilka tygodni. – wziął głęboki oddech i w końcu spojrzał na niewielką postać skuloną nad komputerem. – Kim ty do cholery jesteś?
                - Twoim największym koszmarem – mruknęła Mai bez zainteresowania.
                - Taa… powiesz chociaż jak to zrobiłaś?
                - Znajomości.
                - Mogłem się domyślić… A czy twoi znajomi namierzyli może sprawców?
                - Umowa dotyczyła przywrócenia systemu i uniemożliwienie ponownego ataku. Zadanie zostało wykonane, dług spłacony.
                - Żadne adresy IP, nic? – Alex mruknął do siebie zamyślony przestępując z nogi na nogę.
                - Jak chcesz, to sam poszukaj – machnęła ręką w stronę sterty papierów pod oknem.
                Mężczyzna poszedł we wskazanym kierunku i zaczął przeglądać dokumenty.
                - Skąd to ma…? Zresztą, po co się pytam – westchnął zrezygnowany i usiadł na szerokim parapecie, biorąc do ręki pękatą teczkę ze stosu.
               
                Sebastian stał w korytarzu przed otwartymi drzwiami do biura swojej pani. Obserwując scenę przed sobą dopadały go mieszane uczucia. Z jednej strony irytowała go obecność agenta, z drugiej zaś dziewczyna wyglądała na zrelaksowaną po raz pierwszy od wielu dni. W tym momencie bawiła się końcówką długiego warkocza, czytając opasły tom przed sobą. Widząc ten znajomy gest, ogarnęło go coś na kształt ulgi.
                - Długo masz zamiar tam stać? – mruknęła nagle, rzucając mu wyzywające spojrzenie.
                - Przyniosłem przekąski i herbatę – oznajmił z lekkim uśmiechem, kładąc tacę na stoliku koło drzwi. Wziął z niej kubek i lawirując pomiędzy stertami papierów podał go dziewczynie.
                - Zielona  - mruknęła z zadowoleniem, biorąc niewielki łyk.
                Kolejny zaniósł agentowi, wraz z talerzykiem pełnym ciastek. Zmieszany, podziękował i również napił się napoju.
                - Od dawna ciekawi mnie pewna sprawa… - zaczął blondyn, gdy czarnowłosy wrócił na drugi koniec pokoju. – Dlaczego w dzisiejszych czasach pracujesz jako kamerdyner?
                Sebastian z udawanym zaskoczeniem zerknął najpierw na Alexa, a potem na swoją panią, która rzuciła mu szybkie, rozbawione spojrzenie. Uśmiechnął się wtedy.
                - Mam wiele powodów, panie Wells. Jednak najważniejszy z nich siedzi obok pana. – powiedział.
                - I ty się dziwisz, czemu ludzie dochodzą do błędnych wniosków – mruknęła dziewczyna pod nosem.
                Demon zaśmiał się cicho.
                - Nic na to nie poradzę, panienko. 

~~*~~

                Witam po dłuuugiej przerwie! Dzisiejszym rozdziałem rozpoczynam swoje postanowienie dodawania minimalnie 2 rozdziałów w miesiącu. *zawzięta* 
                 Mam nadzieję, że stronka ponownie odżyje, tym razem na dobre, gdyż ten tom będzie ostatnim i chciałabym, by się Wam spodobał ^^
                 To tyle trucia. Dziękuję, że nie odpuściliście! Do napisania!! :D
Mai

25 mar 2016

LBA




           Nie wiem co to. Nigdy tego nie robiłam. Nie chcę nikogo do tego zmuszać. (Też Cię kocham, Nami <3) Ale brzmi fajnie. Co tam. Do roboty!


1. Co skłoniło Cię do założenia bloga?

Cóż, czytałam odkąd nauczyłam się czytać, pisałam od podstawówki. Wtedy też zauważyłam, że ludzie wrzucają na blogi swoje historie, niektóre świetne, inne niezbyt. Pomyślałam sobie "Ja też tak chcę, może ktoś to polubi!" i tak jakoś... jestem.  


2. Co daje Ci pisanie?

Hmm. Ciężkie pytanie. O ile na codzień, wśród ludzi jestem "społeczną" sobą, to przed komputerem jestem "nieocenzurowaną" sobą. Tak więc moje opowiadania to taki śmietnik moich emocji, marzeń, to co lubię, a czego nienawidzę, jakichś szalonych pomysłów i dołków. Dzięki temu mogę funkcjonować nie siejąc zniszczenia wokól siebie :D 


3. Czy wiążesz przyszłość z tym, co robisz na blogu czy traktujesz to jako hobby?

Jeśli chodzi o same "blogowanie", to raczej hobby. Wrzucam, co mi palce przeniosą na komputer i patrzę, co się komu podoba, czy może powinnam się gdzieś podszkolić. Mówiąc o samym pisaniu, to mam wiele szalonych pomysłów i miłoby było kiedyś je opublikować, choćby tylko po to, by móc się pochwalić, że "napisałam i wydałam własną książkę". ;) 


4. Przed opublikowaniem rozdziału: Ile razy sprawdzasz poprawność tekstu?

Pffff. Zależy. Jak mi się chce i jestem zadowolona z tego co pisałam, to czytam wszystko ze dwa razy. Jeśli mam dość całego świata, to po prostu wrzucam z dość niezbyt entuzjastycznym "sprawdzę jutro". Co się rzadko zdarza, chyba, że ktoś mi to wytknie. <3 


5. Jeśli nie wiesz, jak napisać jakieś słowo: szukasz odpowiedzi w Internecie/słowniku czy używasz innego sformułowania?

Staram się, by moje historie nie brzmiały (brzmiały? wyglądały?  x.x) jak wypowiedzi dziesięciolatka. Jeśli szukam synonimu, czy znaczenia, to po prostu wrzucam w googla. Kiedy zaś nie jestem pewna ogólnego sensu zdania, wyrażenia, czy czegokolwiek, po prostu pytam rodziców. (średnio profesonalne, ale skuteczne!)


6. Co liczy się dla Ciebie bardziej? Poprawność tekstu czy ciekawa fabuła? 

Fabuła. Zdecydowanie. Czytam dużo fanowskich tłumaczeń książek i o ile treść sama w sobie mnie zaciekawi, nie zwracam nawet uwagi na błędy (których zwykle jest multum). Z drugiej strony nawet jeśli tekst napisany jest pięknym językiem, powala strukturami językowymi, gramatyką, czy czym tam można zabłysnąć, ale fabuła jest oklepana lub po prostu głupia, to dla mnie jest to talent zmarnowany. Kompletnie. Fuj. 


7. Czym, oprócz prowadzenia bloga, się interesujesz?

Mam sporo zainteresowań i ciągle dochodzą nowe, ale staram się trzymać obranych kierunków (czyt. nerd). 
Nałogowo czytam książki, słucham muzyki, dużo rysuję, gram na gitarze, śpiewam, oglądam anime, czytam mangi, interesuję się grafiką komputerową i projektowaniem, piszę, czasem gotuję, ogólnie lubię mitologię starożytną, kulturę japońską, czasem zgrywam kujona i całymi dniami wyszukuję jakichś nowinek naukowych (autentycznie: dzieciństwo spędzone na discovery i animal planet), gram w gry komputerowe... ogólnie, siedzę w domu i udaję nerda. :D 
A, i nie można zapomnieć o uzależnienia od leniuchowania i słodyczy. Mniam! <3


8. Masz jakieś konkretne plany na przyszłość?

Cóż, chciałabym studiować gdzieś za granicą, a potem założyć własną firmę związaną z reklamą lub grafiką, gdyż w tym kierunku się uczę i jak wspomniałam wcześniej, jest to jedno z moich "głównych" zainteresowań. A, i oczywiście wydać książke. ^^


9. Ile znasz języków obcych? Jakie to języki?


Zdefiniuj "znam"... 
Polski rzecz oczywista, angielskiego uczę się od 12 lat, więc jest raczej dobrze, gdyż używam go codziennie, w gimnazjum 3 lata uczyłam się języka włoskiego i jest nawe ok, teoretycznie 4 lata miałam niemiecki, ale nie umiem z niego kompletnie NIC (tortura nie język x.x), a do tego dochodzi japoński. I tu mamy problem, bo nie wiem, czy kilka kursów językowych, parę zapisanych zeszytów, aplikacji i duuużo obejrzanych anime zalicza się do nauki. Teoretycznie rozumiem dość sporo... nie wiem. .-.



10. Co jest Twoją inspiracją do pisania?

Kolejne trudne pytanie... Nie wiem! Szczerze, nie mam pojęcia. Dużo czytam, dużo oglądam, dużo słyszę, dużo czuję. Po prostu przychodzą mi do głowy pomysły, schematy, urywki jakichś wydarzeń, które chciałabym gdzieś wykorzystać. To może być zainicjowane jakimś wspomnieniem, doświadczeniem, książką, filmem, mitologią, czyjąć historią, czymś, co chciałabym, by ktoś zrobił, a tego nie robi. Więc odpowiedzią na to pytanie jest: WSZYSTKO! Nawet ciasteczka. Tak, ciasteczka. Chciałabym jeść takie dobre jak moje postacie. T^T 


11. Masz jakieś zwierzę? 

Nie. I ubolewam nad tym straszliwie. Ale mieszkam w bloku, a moi rodzice to nieczuli ludzie, którzy nie słuchają swojej jedynej córki, więc zostały mi tylko pająki do towarzystwa :< 



          Da da dam! Poznaliście trochę lepiej dziwną, leniwą i dość kopniętą autorkę tego bloga, której święta chyba uderzyły już do głowy, bo ma odpał. Tak, mi też się zdarza.
          Nie mam kogo niminować, bo wszyscy, których znam już odpowiedzieli na te pytania, więc zakończę ten łańcuszek. Smacznego jajka, czy czego tam.


Do napisania! 
Mai :3