26 cze 2016

Tom 2, IX


"- Co zrobisz?"


                 Następnego ranka w rezydencji panował zorganizowany chaos. Sebastian chodził od pokoju do pokoju, chowając większość przedmiotów do szafek, zbierając obrusy, zasłaniając rolety i szykując dom na dłuższą nieobecność mieszkańców. Mai zaś chowała ubrania, książki, broń i inne rzeczy, które mogłyby się przydać w podróży. Mijali się więc co chwilę w korytarzu, ledwie na siebie spojrzawszy. Nagle rozległ się dzwonek.
                – Otworzę – mruknęła dziewczyna, zbiegając po schodach.
                – Hej, Mai – powiedział Stones, gdy uchyliła drzwi.
                – Leo, co ty tu robisz? – westchnęła zrezygnowana. Kolejny problem. Jakby już mnóstwo nie miała.
                – Hej, nie jestem tu z własnej woli – burknął, wkładając ręce do kieszeni.
                – Okej…
                – FBI zrobiło rano burzę w biurze. Wells wparował do gabinetu szefa i zaczął się na niego wydzierać. Kiedy w końcu się uspokoił, posłał po mnie i powiedział, bym cię zatrzymał. Słuchaj, nie wiem, o co chodzi, ani nie chcę ci rozkazywać, czy co. Ten wariat siedzi w aucie ulicę dalej i pewnie podsłuchuje, by mieć pewność, że z tobą pogadam – powiedział prawie na jednym wdechu.
                Czarnowłosa ścisnęła nasadę nosa palcami. Czuła narastającą w niej irytację.
                – Wiem, że słuchasz, Wells, więc powiem ci to po raz kolejny i ostatni. Nie właź mi w paradę, bo źle to się skończy. – Jej zimny ton przyprawił mężczyznę o dreszcze.
                Gdy podniosła wzrok na Leo, ten odruchowo się wyprostował.
                – To tyczy również wykorzystywania znajomych mi ludzi. Nisko upadłeś, agencie.
                – Zobaczymy, dziewczynko. – Rozległ się głos z kieszeni blondyna.
                – Wiedziałem – mruknął i wyciągnął małe urządzenie.
                – Spotkamy się jeszcze, mała. I nie będzie to miłe spotkanie. – Po tych słowach nastąpił trzask i dziewczyna wiedziała, że Alex odjechał.
                – Co się dzieje, Mai? – spytał jej były partner cały czas trzymając w dłoni czarny mikrofon. – Nie widziałem cię kilka miesięcy, a tu nagle dyba na ciebie FBI.
                — Zawsze chodzi o to samo, Leo – szepnęła i po chwili otworzyła drzwi szerzej. – Wejdź, jak chcesz.
                — Dzięki – odparł.
Zaprowadziła go do salonu, który teraz wydawał się jej strasznie pusty. Bez porozrzucanych książek, wazonów stojących na parapetach oraz rozmieszczonych gdzieniegdzie świeczek, pomieszczenie nabrało smutnego, lekko snobistycznego klimatu.
Wcisnęła guzik wbudowany w poręcz sofy.
– Tak, pani? – Usłyszała po chwili, gdy demon wszedł do środka. Nie wydawał się zdziwiony obecnością Stonesa.
– Przynieś nam coś do picia – poprosiła.
– Jak sobie życzysz, panienko.
– Więc? – spytał blondyn, gdy kamerdyner wyszedł. – Co tam u ciebie?
– Jeszcze żyję – sucha odpowiedź.
– Ha, ha. Śmieszne. Wyjeżdżasz za granicę?
– Mhm.
Rozmowa wyraźnie się nie kleiła. Żadne z nich nie wiedziało, co powiedzieć, więc milczeli. Po dłuższej chwili Leo westchnął i splatając palce, zerknął na dziewczynę.
– Masz kłopoty z FBI. – To nie było pytanie. – Oni nie idą tak sobie do byle kogo i nie pytają o przysługę. Muszą więc mieć na ciebie haka. I to dużego. Sądząc po reakcji Wellsa, coś poszło nie tak i ich odsunęłaś. Ale będą cię ścigać. Niezależnie od tego, czy wyjedziesz, czy nie, on tam będzie. Pytam się więc: co zrobisz?
Mai uśmiechnęła się lekko. Nie próbował wyciągnąć od niej, co ma na nią FBI, ani dlaczego wyjeżdża, ale jak ma zamiar utrzeć nosa ważniakom z rządu. Właśnie dlatego trzy lata temu wybrała go na swojego partnera.
– Dokładnie to, co powiedziałam Alexandrowi. Dopóki nikt nie wchodzi mi w drogę, wszyscy będą zadowoleni. Jeśli to zignorują, zniszczę ich.
– Ty…
W tym momencie do pomieszczenia wszedł Sebastian, niosąc tacę z herbatą i ciastkami. Gdy postawił je na stole, dziewczyna od razu sięgnęła po herbatnika, nie zważając na niezadowoloną minę blondyna.
— Maślane – mruknęła zadowolona.
— Czy potrzebują państwo czegoś jeszcze? – spytał kamerdyner.
— Usiądź, Sebastianie. Leo chciałby otrzymać kilka odpowiedzi, również od ciebie. – Rzuciła mu psotne spojrzenie, gdy zobaczyła jego zaskoczoną minę. Szybko się jednak otrząsnął i usiadł obok niej na sofie.
— Chcę? – Stones przekrzywił zmieszany głowę.
— Padło pytanie: Co zrobię, gdy wyjadę, a agent Wells będzie mnie ścigał? – Czarnowłosa zignorowała byłego partnera i sięgnęła po kolejne ciastko, podczas gdy demon patrzył na nią z uśmiechem.
— Zapewne powiedziała panienka agentowi Stonesowi, że nie pozwoli nikomu wchodzić sobie w drogę. – Nie uzyskawszy odpowiedzi, przeniósł wzrok na blondyna. – I tak będzie. Jeżeli obecność Alexandra Wellsa stanie się… problematyczna, zostanie on usunięty.
— Usunięty?!
— Dokładnie tak. – Spokojny głos Mai kontrastował z lekko spanikowanym tonem mężczyzny. – Skoro moja współpraca z władzami się skończyła, a za kilka godzin będę poza miastem, nie widzę przeszkód, byś się o tym dowiedział. 
Powietrze w pokoju zgęstniało, gdy dziewczyna chwyciła kubek z herbatą i opadając lekko na oparcie sofy, przeszyła blondyna spojrzeniem.
— Nigdy nie byłam bezbronną nastolatką, za jaką mnie uważasz, Leo. Starałam się ci to wyjaśnić, gdy przyszedłeś ostrzec mnie przed inspektorem Johnsonem. W rzeczywistości jestem prawdopodobnie najniebezpieczniejszą osobą z jaką miałeś do czynienia.
— Okej… Przepraszam, ale ciężko mi w to uwierzyć. – Stones przeczesał palcami włosy, odwracając wzrok.
— Nie przepraszaj. O to w tym wszystkim chodzi. Czyż nie, Sebastianie?
— Niedocenianie mojej pani ze względu na jej wiek czy wygląd jest dużym błędem, często popełnianym przez osoby wokół niej, które chcą jej pomagać lub wykorzystać. Jednak ma to również swoje dobre strony. – Kącik jego ust uniósł się lekko ku górze w złowrogim uśmiechu. – Taka osoba nie spodziewa się noża wbitego w plecy przy chwili nieuwagi. Dosłownie.
— Teraz będziesz mi to wypominał? – mruknęła niezadowolona. – To było dwa lata temu. Facet miał zbyt lepkie palce. W dodatku wielokrotnie zdradzał żonę. Chciał się do mnie dobrać, kiedy ona była dwa pokoje obok.
— Tak, a gdy odwrócił się, by ją uspokoić, panienka upewniła się, że był to ostatni raz. Nawet gdyby przeżył, zostałby bez pewnej części ciała.
Dziewczyna prychnęła, sięgając po kolejne ciasteczko.
— Zasłużył na gorszą śmierć. – demon zachichotał.
Stones patrzył to na jedno, to na drugie, a szok i niedowierzanie coraz wyraźniej malowały się na jego twarzy.
— Zabiłaś człowieka? Bez wyraźnego powodu?
                — Bez powodu? Ten mężczyzna był kanalią, molestując własną córkę przez cztery lata, wyłudzając pieniądze od podwładnych, doprowadził do bankrupcji dwóch sierocińców w sąsiednich miastach, by napchać sobie kieszenie i dobierał do wszystkiego, co się rusza – obrzydzenie w jej głosie było wyraźnie wyczuwalne, a atmosfera w pokoju na powrót stała się nieprzyjemnie ciężka.
                — To nie zmienia faktu, że go zabiłaś. – Cichy głos agenta przerwał ciszę.
                — Owszem. I nie żałuję.
                — Odebrałaś człowiekowi życie, Mai. Nie zależnie od tego jakim był człowiekiem, nie powinnaś była tego robić mając inne wyjście.
                — Prawdziwa postawa policjanta. – Gorzkie słowa. – Też taka byłam. Jednak przejrzałam na oczy, gdy dowiedziałam się jaki jest ten świat. Jacy są ludzie. Większość z nas nigdy nie powinna istnieć, Leo. Dla dobra świata, w który wierzysz.
                Mężczyzna drgnął, jakby coś do niego dotarło.
                — Ilu? Mai, ilu ludzi zabiłaś? – wyprany z emocji głos blondyna wywołał lekki uśmiech na jej twarzy.
                — Przestałam liczyć.
                — C-co… kłamiesz. To nie jest prawda.
                — Jeżeli poznałeś mnie choć trochę podczas naszej współpracy, to wiesz, że ja nie kłamię.
                — Ty… - przeniósł wzrok na Sebastiana – Ty ją w to wciągnąłeś.
                — Zapewniam pana, agencie Stones, że nigdy nie naruszyłem woli mojej pani.
                — Wy… - potrząsnął gniewnie głową. – Po co mi to mówicie? I dlaczego nie miałbym cię teraz aresztować?
                — Odpowiedzieliśmy tylko na twoje pytanie. A jeśli chcesz mnie skuć… to chodź tu i spróbuj.

~

                To wyzwanie uświadomiło Leo, że nie miał najmniejszych szans. Patrzył w osłupieniu na dwójkę ludzi siedzących na sofie. Przystojnego, zawsze spokojnego i uśmiechniętego dżentelmena i dziewiętnastoletnią, chudą dziewczynę zajadającą ciasteczka. Nadal nie docierała do niego myśl, że są mordercami. Widział wiele rzeczy w życiu. Złapał wielu przestępców, w tym również nieletnich. Ale nigdy,  n i g d y  nie podejrzewałby, że jeden z tych potworów będzie z nim pracował, czy pił cappuccino w kawiarence. Na tę myśl poczuł ucisk w piersi.
                Po dłuższej chwili zamknął emocje w sobie i przybrał maskę detektywa. Jego każdy gest był uważnie obserwowany i interpretowany. Co gorsza, na cudzym terenie, bez jakiejkolwiek broni.  
                — Przyznaję, tu mnie masz.
                — Proszę cię. Nawet gdyby wparował tu cały oddział wojskowych, nic byś nie wskórał.
                Zachowywała się inaczej. Była bardziej rozluźniona, wręcz znudzona. Jej nonszalancja była czymś, czego Stones nigdy nie spodziewał się zobaczyć. Po prostu nie pasowało to do jego wyobrażenia o czarnowłosej. Była kompletnie obcą mu osobą. Wtedy dotarło do niego, że Mai Word, którą znał, nigdy nie istniała.
                — Co ma mnie powstrzymać przed wykonaniem telefonu na komendę i przysłaniem tu grupy funkcjonariuszy? – spytał.
                — Nic.  –  Sięgnęła po kolejne ciastko. – Nie oczekuj jednak, że ktokolwiek ci uwierzy.
                —  Dlaczego?
                — Oskarżasz dziewiętnastoletnią dziewczynę, właścicielkę wielkiej korporacji, współpracownicę rządu o wielokrotne morderstwo na podstawie jednej rozmowy, bez żadnych solidnych dowodów. Nie wspominając już o tym, że nikt nie miałby na tyle odwagi, by mi się przeciwstawić.
                — Bo co? Ich też zabijesz? – odezwał się szorstko. Była praktycznie dzieckiem!
                — Może. Musisz jednak wiedzieć, Leo, że są rzeczy gorsze od śmierci. – Rzuciła mu tak zimne spojrzenie, że przeszły go dreszcze. – Nieprawdaż, Sebastianie?
                  — Tak, pani. – Przeniósł wzrok na kamerdynera. Uśmiechał się niepokojąco, a jego oczy jarzyły się czerwonym blaskiem.
                — Co do… ?! – poderwał się z fotela.
                — Czas na ciebie, Leo. – Nawet na niego nie spojrzała. – Do dzieła.
                — Jak sobie życzysz, pani. – rozległ się cichy śmiech, a potem Stones stracił przytomność.

~
               
                — Dlaczego panienka zaprosiła agenta go środka, wiedząc, co się stanie? – spytał później swoją panią, podczas gdy taksówka odwoziła blondyna do domu.
                — Chciałam zobaczyć jego reakcję – usłyszał w odpowiedzi.
                Cały czas byli w salonie. Nie dostał rozkazu, by wstać lub wyjść, więc ich ramiona praktycznie się stykały, gdy siedzieli razem na sofie.
                — I jak, zawiodła się panienka? – Przekrzywił głowę, zaciekawiony. Była to dość słaba wymówka, ale nie zamierzał kwestionować pobudek dziewczyny. Wręcz przeciwnie, oczekiwał każdego niespodziewanego ruchu, jaki zrobi.
                — Nie do końca. – Rzuciła mu rozbawione spojrzenie. – Irytujący z niego człowiek, ale widziałam gorszych. Odegra jeszcze ważną rolę w tej grze.
                Nie miał pojęcia, o czym mówiła, uśmiechnął się jednak widząc jej zadowolenie. Po chwil wyciągnął z kieszeni marynarki zegarek i sprawdził godzinę.
                — Za pół godziny będzie obiad. Nie pozwolę panience jeść tylko słodyczy.
                Dłoń z ciasteczkiem zamarła w połowie drogi do ust czarnowłosej. Rzuciła mu mściwe spojrzenie i odłożyła kruchy krążek na talerz, mamrocząc pod nosem. Zachichotał cicho i wstając, potargał Mai włosy.

~

                — Idź już, a nie… - burknęła, odtrącając jego rękę.
                Demon zachichotał ponownie i wyszedł. Dziewczyna odgarnęła ciemne kosmyki z twarzy, próbując uspokoić walące serce.
                — Cholera – mruknęła do siebie i położyła się na plecach. Skóra była wciąż ciepła w miejscu, gdzie siedział. – To będzie ciężka podróż.


 ~~*~~


­­

                   Akcja powoli idzie do przodu (mam nadzieję, że nie za wolno D:), a zaczęły się wakacje. W ich trakcie chciałabym trochę pozmieniać bloga w sensie organizacyjno-wizualnym. Może macie jakieś pomysły lub poropozycje? :)
                   Co do rozdziału, to mam nadzieję, że się spodobał i zbytnio nie przynudził :P Szczerze, to spędziłam nad nim zadziwiająco dużo czasu, mimo że żadna super akcja nie miała tam miejsca D: Cóż, liczę na szczere opinie!

Do napisania :3
Mai

12 cze 2016

Tom 2, VIII


"Przyjmuję wyzwanie."



Następnego dnia wszystko zdawało się wrócić do normy. Jednak nic normalne nie było. Mai cały poranek siedziała w biurze z telefonem przy uchu, rozmawiając najpewniej z zastępcą dyrektora firmy Word Company. Widocznie plan demona się powiódł. Jednak wczorajsze słowa wciąż odbijały się echem w jego czaszce. Pamiętam chwile, o których ty już zapomniałeś. Czy to były jej słowa? Czy może istoty wewnątrz niej?
Nie mógł przestać rozmyślać, więc milczał, podczas gdy agent FBI próbował do niego zagadać, jedząc śniadanie. Nie odpowiadał na żadną zaczepkę, więc blondyn po chwili również umilkł, wpatrując się w swój talerz.
Wtedy do pokoju weszła czarnowłosa. Ubrana w luźny T-shirt i krótkie spodenki wyglądała o wiele młodziej. Sebastian zastanawiał się, jak to dziecko mogło tak bardzo zmienić jego świat. Odpowiedź padła, gdy tylko otworzyła usta.
- Agencie Alexandrze Wells, muszę z przykrością pana powiadomić, że pańskie wakacje w mojej rezydencji dobiegają końca – powiedziała pewnie, rzucając zainteresowanemu chłodne spojrzenie.
- Sprawa jeszcze nie została zamknięta, a ja…
- Nieważne – przerwała mu. – Mam do załatwienia kilka innych spraw i muszę wyjechać z miasta. Mogę panu przekazać wszystkie informacje związane z akcją hackerską, adresy IP, dane i kontakty do znajomych specjalistów, jednak nasza współpraca dobiega tu końca.
                Ogłupiały mężczyzna po prostu się w nią wpatrywał. Po chwili jego twarz stężała i nabrała powagi, której zwykle nie było widać.
            - Nie mogę do tego dopuścić – rzekł stanowczo.
            - Nie ma pan wyboru. O godzinie czwartej Sebastian odwiezie pana do domu. To moje ostatnie słowo. – To powiedziawszy wyszła.
            Oboje patrzyli na nią oszołomieni.
            - Zrobiłem coś nie tak? – mruknął do siebie Wells.
Po chwili zerknął pytająco na lokaja, jednak ten pokręcił głową na znak, że również nic nie rozumie. Jego pani wydawała się poddenerwowana, wręcz wzburzona.
- Proszę wybaczyć – skłonił się i wyszedł z jadalni, kierując się do biura dziewczyny.
Zastał ją stojącą przy oknie, bawiącą się końcówką warkocza. Poranne światło tworzyło wokół jej sylwetki delikatną poświatę, która nadawała scenie tajemniczego wyglądu. Nie odwróciła się, gdy zapukał.
- Panienko?
- Jutro wyjeżdżamy, Sebastianie – oznajmiła cicho.
- Dokąd, jeśli mogę zapytać?
- Północna Anglia. Włochy. Japonia.
- Co skłoniło panienkę do podjęcia tak nagłej decyzji? – spytał demon.
Wtedy odwróciła się w jego stronę, a wyraz jej twarzy zmroził mu krew. Gdzieś tam czaił się strach. Pierwotny i potężny. Nigdy nie widział jej tak przerażonej.
- Jeśli ty nic nie robisz, to sama zdobędę informacje. Tego już za wiele – szepnęła, obejmując się ciasno ramionami.
- Co się stało? – odezwał się niskim głosem, stając parę centymetrów przed nią.
Chciał zniszczyć każdą rzecz, każdą istotę, która wywołałaby u niej takie odczucia. Jednocześnie gdzieś głęboko w nim odezwały się emocje, które ostatnimi czasy coraz częściej się dawały się we znaki. Zmartwienie. Poczucie winy. Niepokój.
Mai nie odpowiedziała. Po prostu patrzyła na niego tymi ciemnymi, bezdennymi oczyma. I wtedy zobaczył coś, co mało który człowiek by zauważył.
- Dlaczego nosi panienka obie soczewki? - spytał cicho.
Tak niewielki wynalazek nowoczesnego świata. Jeden z wielu, który ułatwia życie ludzkim istotom. Ten przedmiot ukrywał coś, co zraniło go mocniej niż cokolwiek innego. Bowiem, gdy dziewczyna sięgnęła dłonią do oka i zdjęła cienki krążek, jego oczom ukazała się krwistoczerwona tęczówka. Kolor ten był identyczny jak spojrzenie demonów w jego wymiarze. Nie był l u d z k i.
- Dlatego – szepnęła po prostu.
- Jak…? Kiedy? – Nie mógł poskładać zdania.
Wydawało się, że czas stanął w miejscu, podczas gdy jego myśli pędziły szybciej, niż był w stanie za nimi nadążyć. Jak to było możliwe? Jak człowiek mógł posiąść oko demona?
- Nie wiem jak. Nie pamiętam połowy wczorajszej nocy. – Odwróciła się do niego plecami, jakby nie chciała, by na nią patrzył. – W jednej chwili siedzieliśmy w sali muzycznej. Grałam na fortepianie… i nagle budzę się w łóżku. I to oko.
Jej głos był cichy i niepewny. Nie panikowała, jakby zrobiła to większość ludzi w jej sytuacji, ale była widocznie zaniepokojona, wręcz wystraszona.
- Pamięta panienka coś jeszcze?

Nie odwróciła się do niego. Nie mogła patrzeć na szok i niedowierzanie malujące się na twarzy kamerdynera. Już sam ton jego głosu powodował, że chciała nim potrząsnąć. Cichy, wręcz współczujący, a jednocześnie słychać w nim było echo śmierci.

Sprawię, że będzie cierpiał. Ty mu to zrobisz.

Te słowa wwiercały się w jej umysł cały poranek, gdy siedziała w biurze. To one przerażały ją bardziej niż cokolwiek innego.
- Nie – skłamała mu po raz pierwszy.
Przez chwilę myślała, że jej nie uwierzy. Jednak musiała go zaskoczyć, bo nie drążył głębiej. Głupiec. Zamknęła oczy, jedno szkarłatne, drugie czarne, naznaczone przez demona stojącego za jej plecami. Stworzenie, które podważa wszystko, w co kiedykolwiek wierzyła.
Przyjmuję wyzwanie. Nie poddam się tak łatwo – pomyślała, podejmując kolejną decyzję.
Odwróciła się w końcu, mówiąc:
- Nie zamierzam stać bezczynnie, Sebastianie. Może i jestem zwykłym człowieczkiem, jednak nie oddam się żadnej mocy. Nie pozwolę się kontrolować.

Ten ogień w teraz różnokolorowych oczach przywrócił go do teraźniejszości, jednocześnie przypominając, dlaczego jeszcze nie zabił dziewczyny, mimo że kontrakt wygasł. Ta siła, duch, którego nie dało się złamać, powodował, że za każdym razem mu imponowała. Dlatego też teraz ukląkł na jedno kolano i kładąc dłoń na piersi, pochylił głowę.
- Oczywiście, moja pani. Nie dopuszczę do tego.
Nagle chłodna dłoń chwyciła go za podbródek i uniosła twarz. Spojrzenie Sebastiana napotkało to czarnowłosej, a jego porażająca moc sprawiła, że zamarł.
- Trzymam cię za słowo, demonie – szepnęła, a ich nosy prawie się zetknęły. – Bo jeśli ponownie nie wywiążesz się ze swojego zadania, dopilnuję tego, byś nigdy więcej nie ujrzał na oczy żadnej duszy. – Cicha groźba wciąż unosiła się w powietrzu wraz z delikatnym zapachem jego pani, nawet gdy ta już wyszła.
Demon zaśmiał się pod nosem, wstając i przeczesując palcami w rękawiczce ciemne włosy. Coś mu mówiło, że to nie były słowa rzucone na wiatr. I ta świadomość sprawiała, że ten mały płomyk w jego głębi zmienił się w niszczycielski pożar.

~*~

Teraz gdy wiedziała co robić, czuła wewnętrzną siłę, która trzymała ją w całości i nie pozwalała ulec emocjom. Siedziała na kanapie w salonie i układała plan podróży, przeglądając artykuły w Internecie. Mniej więcej w połowie tej czynności przeszkodziło jej pukanie do drzwi. Dziewczyna uniosła wzrok i napotkała spojrzenie blondyna. Westchnęła cicho i patrzyła na niego, czekając, aż się odezwie.
- Czy mogę dostać chociaż odpowiedzi? – spytał.
Kiwnęła głową w kierunku fotela naprzeciwko niej, a mężczyzna usiadł na nim. Oparł łokcie o kolana, splatając palce. Zdawał się nad czymś zastanawiać, a czarnowłosa mu nie przeszkadzała.
- Powiesz mi dlaczego, czy to informacja poufna? – Kpina w jego głosie miała wyraźnie rozdrażnić Mai, ta jednak nie przejęła się tym.
- To nie jest informacja przeznaczona dla czyichkolwiek uszu – odparła po prostu.
- Rozumiem. W takim razie wyjaśnij mi, z łaski swojej, jak ma to wyglądać? Rzucisz mi papierami w twarz, mówiąc: radź sobie sam?
- Z grubsza. Przecież i tak to nie było pańskim głównym zadaniem, nieprawdaż?
- A co nim niby miało być? – prychnął.
Patrzyła z uznaniem na jego minę, nieprzeniknioną maskę.
- Podziwiam pańskie umiejętności aktorskie, panie Wells, jednak w chwili, gdy wszedł pan na teren mojej posiadłości, wszystkie karty zostały już rozdane. Na pańskie nieszczęście, wszystkie trafiły do mnie.
Z głębi piersi blondyna wydobył się niski, ponury śmiech.
- Ciekawe porównanie, zwłaszcza że nie lubisz gier karcianych – rzucił jej chłodne spojrzenie. Ona jednak wciąż pozostawała neutralna.
- Owszem, pewien incydent w Vegas nauczył mnie, że nie warto się pchać w gry, w których nie ma szans się wygrać – zaśmiała się z siebie w duchu na to wspomnienie.
- Wciąż jednak się ze mną bawisz – stwierdził sucho. – Oczekiwałem, że zamkniesz mi drzwi przed nosem, gdy przyjechałem. Ty jednak otworzyłaś je na oścież i wpuściłaś do swego królestwa.
- Raczej smoczej jamy. – Krzywy uśmiech na jego twarzy pokazał, że nie docenił żartu. – Szczerze, to miałam zamiar wykurzyć pana w ciągu maksymalnie dwóch dni, jednak coś mnie przekonało, by przedłużyć naszą zabawę. – Przechyliła się i wcisnęła guzik wbudowany w oparcie sofy.
- A dokładniej? – spytał, obserwując każdy jej ruch.
- Był pan katalizatorem, panie Wells. Zaczął pan coś, co myślałam, że dawno się już skończyło – krążyła mgliście.
- Coś dobrego, czy złego? – zawahał się.
- Trochę tak, trochę tak. – Przekrzywiła głowę, uśmiechając się ledwie dostrzegalnie. – Jednak tak samo, jak jestem panu wdzięczna, tak samo pańska rola się skończyła i musi pan zniknąć.
Alex spiął się cały.
- To znaczy?
- Proszę się nie obawiać – zmrużyła oczy. – Dopóki pan trzyma się swoich spraw, nikomu nic się nie stanie. Nie znajdzie pan mojej słabości, nie mówiąc już o wykorzystaniu ich, czy nawet szantażu.
- A skąd ta pewność?
- Bo ta słabość jest moją największą siłą.
Ledwo wypowiedziała te słowa, rozległo się ciche pukanie.
- W czym mogę pomóc panienko? – spytał Sebastian, nie ukrywając zadowolonego uśmiechu.
- Pomóż naszemu gościowi z pakowaniem i odwieź go do domu – powiedziała, cały czas patrząc w szare oczy blondyna. – Jego rola w tej sprawie dobiegła końca.

- Jak sobie życzysz, pani.

~~*~~

Tym razem na czas! :D Przepraszam (znowu) za te średnio zorganizowane rozdziały. Pracuję jednak teraz (z pomocą Nami :*) nad poprawą poziomu notek i nawet polepszeniem w porównaniu do tomu pierwszego. 
Tak więc mam nadzieję, że ten <oby lepszy> rozdział się Wam spodobał i liczę na komenty! :3 

Do napisania
Mai :3

31 maj 2016

Tom 2, VII


"Dlaczego?"



                 Mai patrzyła na swoje odbicie w milczeniu. Stojąc w bieliźnie na miękkim dywaniku w łazience uważnie badała swoje ciało. Choć wydawało się to niemożliwe, wyglądała prawie tak samo jak przedtem. Przed TYM. Choć nadal była trochę zbyt koścista, wróciły jej dawne krągłości i zarysy mięśni pod skórą. Jak…? Potrząsnęła głową w osłupieniu. Powiedział, że nie powinna się tym martwić. Że to nic takiego, się tym zajmie… Nie była jednak pewna, czy jest w stanie.

                Demon mieszał powoli zawartość garnka, wdychając dziwnie kuszący dla ludzi zapach. Choć sam nie czerpał korzyści z ludzkiego jedzenia, to sama czynność gotowania sprawiała mu swego rodzaju przyjemność. Bez użycia nad ludzkich zdolności, można było spokojnie odprężyć się i porozmyślać, jednocześnie odwracając swoją uwagę od największych dylematów. Tym razem jednak nie mógł się uspokoić, co ostatnio często mu się zdarzało. I to nie bez powodu. Było coraz lepiej i jednocześnie coraz gorzej. Wszystko działo się za szybko, zmierzając ku końcowi. A on wciąż nie mógł wpaść na właściwe rozwiązanie, wielu rzeczy nie był pewien. Było zbyt wiele nie wiadomych. Kto? Dlaczego…?  O d  k i e d y? Musiał znaleźć odpowiedzi na te pytania. I to szybko. Uporczywy głód kłujący go najmniej pożądanych momentach tylko go w tym przekonaniu utwierdzał. Nie ma czasu. Jeśli nie zadziała TERAZ, straci wszystko. A do tego nie miał zamiaru dopuścić.

~*~

                - Czy coś się stało, panie Wells? – spytała dziewczyna podnosząc łyżkę z zupą do ust.
                - Nie – uciął naburmuszony blondyn.
                - Czyżby Sebastian coś panu zrobił? – drążyła z poważną miną. Zauważyła jednak, że kamerdyner uśmiecha się lekko.
                - Czy coś mi zrobił? Maty na sali są wydrążone na kształt moich pleców i głowy, bo ten twój pieprzony ninja rzucał mną ledwie kiwając palcem, śmiejąc się ze mnie. Albo jesteście jakimiś kosmitami, albo trzeba was poważnie przebadać, bo na pewno nie jest z wami w porządku – wybuchł Alex trzaskając dłonią w stół.
                - To prawda Sebastianie? – zerknęła kątem oka na lokaja.
                - O ile mi wiadomo, nie uzyskałem tytułu japońskiego wojownika, ani też nie pochodzę z innej planety – odparł kłaniając się lekko.
                - Przezabawne, doprawdy. Śmiejcie się ze mnie, proszę bardzo – mruknął zakładając ręce.
                - Bez przesady, panie Wells. Zachowuje się pan niedojrzale.
                - Obrażacie funkcjonariusza FBI, jeśli mogę zauważyć.
                - Jestem świadoma tego faktu, Sebastian również – kontynuowała grę, wycierając usta serwetką.
                - Ale oczywiście macie to głęboko w nosie. Zresztą, po co ja się burzę, i tak nic nie zdziałam – opadł zrezygnowany na krzesło.
                - Cieszę się , że rozumie pan swoją sytuację.
                Blondyn rzucił jej ponure spojrzenie, nie odezwał się jednak. Za to kamerdyner pochylił się nad nią nisko.
                - Ma pani telefon od zastępcy oddziału klienta Word Company – mruknął cicho.
                Zmarszczyła brwi. Od kilku miesięcy powierzała demonowi sprawy firmy, którą odziedziczyła, gdyż nie budziła w niej najmniejszego zainteresowania. To, że przekazywał jej telefon wskazywało na coś ważnego.
                - Przepraszam – powiedziała w przestrzeń wychodząc z jadalni.

                Demon patrzył ze zmrużonymi oczami na oddalającą się sylwetkę jego pani. Miał nadzieję, że powrót do niektórych starych nawyków odwróci jej uwagę od ostatnich wydarzeń. To może mu dać trochę więcej czasu. Niewiele, ale jednak.
                Poczuł na sobie wzrok agenta, który wciąż kończył jeść obiad. Odwrócił się więc w jego stronę, uśmiechając uprzejmie.
                - Czy mógłbym w czymś pomóc, panie Wells?
                - Mam wrażenie, że mnie nie lubisz. Może nawet nienawidzić. I nie mogę znaleźć odpowiedzi, dlaczego. Mogę się narzucać i być irytujący, nie sądzę jednak, by był to powód do nienawiści.
                Proszę, więc nie był tak głupi, za jakiego się podawał.
                - Jeśli czym pana uraziłem, to najgoręcej przepraszam – skłonił się lekko.
                - Wręcz przeciwnie. Jesteś uprzejmy do bólu.
                - Taką mam pracę, panie Wells. Moim obowiązkiem jest przyjąć każdego gościa mojej pani, nie bacząc na moje odczucia czy uprzedzenia.
                - Tak, tak – blondyn machnął ręką. – Posłuszeństwo i te sprawy. Nadal jednak nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Dlaczego tak bardzo mnie nie lubisz?
                - Niegrzecznym byłoby odpowiedzieć na takie pytanie – zręcznie wywinął się Sebastian, cały czas mając na twarzy nieprzeniknioną maskę uprzejmego uśmiechu. – Ja tylko służę swojej pani, na każdy możliwy sposób.
                Milczenie, które zapadło podpowiedziało jej, że Alex załapał aluzję. Po kolejnej minucie ciszy wstał i nie odwracając się rzucił:
                - Zrozumiałem ostrzeżenie. Dziękuję za posiłek.
                - Do usług – zmrużone, jarzące się szkarłatnie oczy lśniły w półmroku jadalni, jednak odwrócony mężczyzna nie mógł już tego zauważyć.

~*~

                Tej nocy postanowił zrobić coś, czego już dawno nie robił. Zajrzał do sypialni dziewczyny. Zwykle robił to, by w razie potrzeby odegnać nękające ją koszmary. Dzisiaj jednak coś innego przywiodło go pod ciemnobrązowe drzwi. Poczuł, że dobrze zrobił, zanim jeszcze ujrzał puste, rozkopane łóżko. Odsłonięte rolety, poduszka na podłodze i pusta szklanka wody na stoliku nocnym mówiły mu więcej niż można było się spodziewać. Demon westchnął pod nosem i pewnym krokiem ruszył na trzecie piętro. Tak jak się spodziewał, czarnowłosa siedziała przy fortepianie. Jej palce poruszały się miarowo po klawiaturze, nie wydając jednak żadnego dźwięku. Nie wiedział czemu, jednak ten widok wydawał mu się bardzo smutny.
                Podszedł po cichu, cały czas patrząc na jej profil. Oczywiście zauważyła go. Nie spodziewał się niczego innego.
                - Zagonisz mnie teraz do łóżka jak małe dziecko? – mruknęła cicho, nawet na niego nie spojrzawszy.
                - Miałem taki zamiar – przyznał szczerze. – Ciągle odzyskuje panienka siły.
                - Ale…?
                - Ale i tak panienka by mnie nie posłuchała – westchnął cierpiętniczo.
                Wydawało mu się, że kącik jej ust uniósł się nieznacznie, jednak równie dobrze mogła to być gra światła księżyca, które prześwitywało przez zasłony.
                Mai zdjęła dłonie z klawiszy i odsunęła się nieco, podkurczając nogi. Zrozumiał iluzję i przysiadł obok. Nie był to pokaz zażyłości. Wiedział, że nie lubiła, gdy ktoś nad nią stał. Ta świadomość nie powstrzymała go jednak przed myślami, które w jednej chwili przeleciały przez jego umysł.
                - Co się stało, panienko? – zaczął.
                - Myślę – prosta, szczera odpowiedź.
                - O czym?
                - O wszystkim – chciała sięgnąć na kark po warkocz, zapominając, że ma rozpuszczone włosy. Opuściła więc rękę, zostawiając sięgające ziemi kosmyki.
                - A o czym najbardziej? – drążył. Jeśli mógł pomóc, zrobiłby to natychmiast. Nie chciał jednak zbytnio naciskać. Stawka była zbyt duża.
                - Teraz? O tobie – w końcu popatrzyła na niego, a jej ciemne spojrzenie przeszyło do wskroś. – Właściwie to cały czas chodzą mi po głowie te same pytania.
                - Na przykład?
                - Dlaczego zostałeś? Co zrobiłeś? Co się z tobą dzieje? Gdzie znikasz po nocach bez moich rozkazów? Co tobą kieruje? Dlaczego mnie to obchodzi? – mówiła coraz ciszej, aż ostatnie zdanie nie było głośniejsze od westchnienia.
                Trudne pytania.
                - Jednak na większość tych pytań zna panienka odpowiedź – przypomniał łagodnie.
                - Może – znów się odwróciła. – A może nie.
                Nie prosiła o odpowiedzi. Może trudno było w to uwierzyć, ale był jej wdzięczny za to milczenie. Nie chciał zrzucać na nią tego wszystkiego. Fakt, że nie padły żadne rozkazy pokazywał, że mu ufała. A to zdawało się go niszczyć od środka.  
                - Ja również mam powody do zmartwień – przyznał, choć słowa te zabrzmiały nienaturalnie, wychodząc z jego ust. Nie usłyszał odpowiedzi. – Dlaczego panienka nigdy nie powiedziała, że moja obecność sprawia panience ból? Albo o atakach, które praktycznie odbierały panience przytomność? – pytał łagodnie, jednak z nutą pretensji w głosie.
                - Nie wiem. Bałam się? Wstydziłam? A może nie chciałam cię martwić, gdy coś było z tobą nie tak? – mruczała jakby do siebie. – Jednak to już przeszłość.
                - Jak to? – zamrugał zaskoczony.
                - Ból zniknął. I czuję, że już nie wróci.
                Wtedy – zrozumiał. Dwa dni temu. Nie powiedział tego na głos, ale nawet bez potwierdzenia dziewczyny wiedział, że to była prawda.
                - Mimo wszystko. Moim obowiązkiem jest się panienką opiekować.
                - Nie do końca, Sebastianie – jej głos znowu był ledwo słyszalny. – Miałeś mnie doprowadzić do zemsty. I tak się stało. Twoje zadanie zostało wykonane. Jednak twoje trofeum okazało się być uszkodzone. Dlaczego więc wciąż bierzesz udział w tej grze?
                - Ponieważ ta nagroda, uszkodzona, czy nie, jest warta każdej ceny.
                Prychnięcie. I cisza. Ciężka, nieprzenikniona. Nagle jednak smukłe palce ponownie spoczęły na klawiaturze. Tym razem jednak grając ciepłą, powolną melodię. Tak dobrze mu znaną.
                - Za późno, by symulować… - zanuciła pod nosem. - Za późno, by szeptać głupoty…
                Urwała, grając jeszcze parę taktów jedną ręką. Jakby z wahaniem przyłączyła drugą, a muzyka nabrała głębi.
                - Czuję te emocje, zagubione w świetle księżyca podróżując przez bezkres nocy…  - delikatny głos rozbrzmiewał w pomieszczeniu. Sebastian poczuł dreszcz. Nie wiedział jednak, czy to przez piosenkę, czy raczej przez sposób, w jaki była śpiewana. Jakby z nim rozmawiała.
                - Ludzie nie są już ptakami – drgnął, gdy zmieniła słowa. – I ja też zmieniłam swą twarz. Woląc zostać na ziemi niż lecieć ku śmierci. Twój dotyk nagle znika, niczym halucynacja, zwykły sen. Oddalasz się niczym fala, podczas gdy ja rozpadam się stojąc na brzegu.
                Choć melodia była smutna, na twarzy dziewczyny malował się spokój. I tylko on pozostał, gdy ostatnie tony utonęły w milczeniu.
                - Wielu rzeczy wciąż nie wiesz, Sebastianie – Mai pierwsza przerwała ciszę. – Choć nie wiem jak, wciąż mam przed tobą wiele tajemnic.
                Powoli wstała i stanęła za nim. Ani drgnął, nawet gdy poczuł delikatny dotyk na ramieniu,
                - Zdradzę ci jedną z nich. Zdaję sobie sprawę z wielu rzeczy, więcej niż myślisz. O wiele więcej też czuję. Ale przede wszystkim… – poczuł jej oddech na swoim uchu – Pamiętam chwile, o których ty już zapomniałeś.

                Długo jeszcze tak siedział. Nawet kiedy z pokoju zniknął ostatni ślad jej obecności, a poranne słońce grzało go w plecy. Co to mogło znaczyć? Zbyt wiele możliwości. Zbyt wiele myśli. Po prostu zbyt wiele. Po chwili zacisnął pięści i wstał. Wyszedł powolnym krokiem, zostawiając swoje zmartwienia przy wciąż otwartym fortepianie.

 ~~*~~

                Więc dzisiaj będzie coś bardziej emocjonalnego. Tak wracając do Waszych utęsknionych angstów i wątków miłosnych xD 
Mam nadzieję, że nie przesadziłam i rozdzial czytaliście z zaciekawieniem, a nie znudzeniem. :)
                 Kolejne są już w trakcie tworzenia, więc niedługo pojawi się więcej ciekawych wątków. 
Liczę na Wasze opinie i pomysły w komentarzach! ^^

Do napisania
Mai :3


1 maj 2016

Tom 2, VI


"- Nie za ostro?"


                Alex patrzył podejrzliwie to na Mai, to na Sebastiana. Dziewczyna wywróciła oczami i przeniosła wzrok na z powrotem na opasły tom, który czytała..
                - Przygotuj salę – mruknęła do kamerdynera zanim wyszedł.
                Słysząc jej rozkaz, zamarł i odwrócił się na pięcie.
                - Jest panienka pewna? Po wczorajszym -
                - Przygotuj salę, Sebastianie – powtórzyła cicho.
                - Jak sobie życzysz, pani – westchnął ciężko, skłonił się i wyszedł.          
                Kilka kolejnych minut minęło w ciszy. Daleko jednak było do spokoju. Czarnowłosa czuła jak agent rzuca jej spojrzenia znad dokumentów co kilka sekund. W takich warunkach nie dało się skupić. W końcu nie wytrzymała, zatrzasnęła tom i zgromiła blondyna spojrzeniem. Ten, speszony, szybko zaczął czytać, jednak ona nie ustępowała. W końcu mężczyzna przestał udawać i rzucił jej ciekawskie spojrzenie znad kartki.
                - Mogę?
                - Niezależnie co powiem i tak to zrobisz, więc po co pytasz? – burknęła w odpowiedzi, siadając wygodniej na podłodze i sięgając po ciastko.
                Agent doświadczył lekkiego déjà vu, przypominając sobie sytuację sprzed dwóch dni. Zawahał się na chwilę, mrugając, aż w końcu odezwał się:
                - O jakie sali mowa?
                - Tortur – odparła natychmiastowo.
                - Cha cha, bardzo śmieszne. A tak naprawdę?
                - Trening.
                - Jaki trening? – spytał zaskoczony.
                - Wszystkiego.
                - To znaczy?
                - Chodź, to się przekonasz – powiedziała wstając.
                Oboje zeszli do swoich pokojów i przebrali się w ubrania do ćwiczeń. W przypadku dziewczyny były to zwykłe legginsy, bluzka na ramiączkach i rękawiczki bez palców. Blondyn włożył podobny podkoszulek i shorty. Gdy spotkali się na korytarzu, otaksował ją spojrzeniem i uśmiechnął się pod nosem ruszając w stronę schodów. Czarnowłosa poszła za nim wymyślając przeróżne sposoby na to, jak pozbawić go tego uśmieszku.
                Demon już czekał na parterze w otoczeniu worków treningowych, fantomów bokserskich, szerokiego wachlarzu broni i rzeczy, które mogły służyć do obrony, a które znajdowały się praktycznie wszędzie. Miał nieprzenikniony wyraz twarzy, ale Mai czuła jak uważnie się jej przygląda.
                - Nieźle – zagwizdał Wells. – Masz nawet własną strzelnicę. Dobrze jest być nadzianym.
                - Kto to mówi – mruknęła cicho mijając mężczyznę.

                Sebastian uśmiechnął się lekko na ten przytyk.
                - Jest panienka pewna? – spytał.
Wyzywające spojrzenie dziewczyny wydawało się satysfakcjonującą odpowiedzią. Kiedy kamerdyner zobaczył dwójkę wchodzącą razem do sali, poczuł jak coś w nim tężeje. Teraz jednak to uczucie minęło zastąpione czymś delikatniejszym. Powoli zaczynało być tak jak dawniej.
Porzucając te myśli, ruszył w stronę swojej pani. Ta momentalnie przyjęła poprawną pozę. Lekko ugięte nogi, uniesione ręce, rozpalony wzrok. To właśnie w jej oczy patrzył zadając pierwszy cios.
~*~

- Nie za ostro? – spytał głośno blondyn, odsuwając się od worka.
Patrzył z lekkim niepokojem jak wirują po pomieszczeniu, okładając się z całej siły. Czasem jedno z nich brało jakąś broń i rzucało się z nią na drugie. Wyglądało to tak, jakby walczyli naprawdę. Na śmierć i życie. Gdy zobaczył Mai wtedy, na korytarzu, widział blednące siniaki na jej ramionach, ale nigdy nie pomyślałby, że powstały w wyniku sparingów z lokajem. Szczerze, to za każdym razem, gdy ktoś nie zdążał zrobić uniku i rozlegał się głuchy dźwięk uderzanego ciała, przechodziły go dreszcze. Jako agent FBI brał udział w wielu bójkach, widział jeszcze więcej. Ale żadna z nich nie miała w sobie takiej… zażartości. Twarze walczących były skupione, rozświetlone jakimś wewnętrznym blaskiem. Usta czarnowłosego wyginały się w drapieżnym uśmiechu, a dziewczyna nie pozostawała mu dłużna. Wymieniali ciosy jakby to była kolejna z ich słownych sprzeczek. Kiedy na nich patrzył, przychodziło mu do głowy tylko jedno. Danse Macabre… Piękne i przerażające zarazem.
Nie otrzymał odpowiedzi na swoje pytanie. Czarnowłosa skoczyła unikając podcięcia i niczym jakiś cholerny ninja obróciła się w powietrzu i kopnęła mężczyznę w głowę. Ten ledwo się tym przejął i wycelował w brzuch przeciwniczki, jednak nie trafił. Jak w jakimś filmie akcji. Brakowało tylko Jackiego Chana lub Bruce’a Lee.
- To ja sobie pobiję ten manekin – burknął do siebie, rzucając kolejne zaciekawione spojrzenie w stronę walczącej pary.

Auć. Nie zdążyła uniknąć ciosu w żebra i upadła na bok. Zdążyła jednak szybko się przeturlać i stanąć na nogi. Pomimo tego, że kamerdyner trzymał swoją moc w ryzach, jego ciosy wciąż były wyjątkowo silne. Czuła jak mięsnie drgają w proteście, a siniaki kwitną na jej ciele. Nie zważając jednak na ból, walczyła dalej. Tęskniła za tym. Za tym skupieniem, oczyszczeniem ze wszystkich myśli. Za potem, który palił skórę. Za brakiem tchu. Za tymi rozpalonymi oczami, które zaczynały błyszczeć, gdy zrobiła coś niespodziewanego. Odzyskała kolejny kawałek siebie.
Kiedy kopnęła demona w brzuch i odrzuciła go na ścianę, nie mogła powstrzymać uśmiechu, który cisnął jej się na usta. Lokaj zawahał się na chwilę, przypatrując jej się zdziwiony. Potem jednak również wykrzywił usta, przy czym zmrużył oczy. Ten znajomy, dawno nie widziany gest zmotywował ją jeszcze bardziej. Rzuciła się więc w jego kierunku, odrzucając na chwilę na bok wszystkie wątpliwości.

Mai leżała na plecach na podłodze dysząc cicho. Miała zamknięte oczy, klatka piersiowa unosiła się w rytm jej oddechów.
- Dobra robota, panienko – powiedział podając jej ręcznik i butelkę z wodą.
- Wiesz, że cię nie cierpię, prawda? – jęknęła ze śmiechem w głosie, po omacku szukając dłonią butelki.
- Powiedziała to panienka trzeci raz z rzędu, więc tak, wiem – odparł prostując się.
Czuł jak z jego piersi unosi się ciężar, który zdawał się ciążyć mu od kilku miesięcy. Bezdźwięczny śmiech jego pani sprawiał, że czuł dreszcz na karku. Może nie jest za późno…?
- Mądrala – mruknęła pod nosem. – Panie Wells, teraz pana kolej – Obwieściła, siadając po turecku.
- No nie wiem. Cenie sobie swoje zęby. I kończyny. I organy wewnętrzne.
- Proszę się nie obawiać, będę delikatny – uśmiechnął się drapieżnie, a blondyn się wzdrygnął.
- Miłej zabawy – powiedziała Mai i ruszyła w stronę wyjścia, przecierając kark ręcznikiem.  – Postaraj się zbytnio nie uszkodzić naszego gościa, Sebastianie – mruknęła na odchodnym.
- Tak, pani – ukłonił się lekko.
- To rozkaz! – usłyszał jeszcze jej słowa.
Skrzywił się lekko, lecz nie zamierzał się sprzeciwiać. Przeniósł wzrok na swojego nowego przeciwnika i uśmiechnął się przymilnie mówiąc:
- Możemy zaczynać?

Alexander czuł, że traci kontrolę nad własnym ciałem. Każdy jego ruch był wykorzystywany przeciwko niemu tak, że raz za razem lądował plecami na ziemi. Czarnowłosy nie był brutalny ani wyjątkowo zajadły, jednak spojrzenie i uśmiech jakie rzucał agentowi, przyprawiały go o ciarki. Czuł, że lokaj powstrzymuje się. To wszystko przez głupie polecenie?
- Kim ty do diabła jesteś? – wysapał, gdy po raz kolejny uderzył w podłogę.
- Jestem tylko piekielnie dobrym lokajem – usłyszał w odpowiedzi. Tsa. Nawet nie był zdyszany. Stał po prostu nad nim, wyglądając tak samo perfekcyjnie jak godzinę temu, gdy weszli do pomieszczenia.  
- Trenowałem u jednego z lepszych trenerów, a przy tobie wypadam łagodnie mówiąc źle. Gdzieś ty się szkolił, człowieku? – jęknął blondyn, wstając.
                - Mam spore doświadczenie. Poza tym, muszę utrzymywać panienkę w dobrej formie.
                - Po co? Jakby miała mało broni, ochroniarzy i zabezpieczeń.
                - Takie było jej życzenie, więc moim obowiązkiem jest je spełnić. Moja pani nie lubi polegać na innych, woli sama się bronić i rozwiązywać problemy. Dlatego też nie mogę dopuścić do tego, by poległa.
                Nie wiedział dlaczego, ale te słowa lekko nim wstrząsnęły.
                - Nastolatka mówi ci, że chce być maszyną do zabijania, a ty z uśmiechem jej w tym pomagasz? – spytał z niedowierzaniem
                - Dokładnie – kolejny złowieszczy uśmiech. – Przykro mi, ale musimy kończyć. Muszę przygotować obiad.
                To powiedziawszy wyszedł. Po prostu sobie poszedł.

                - Dom wariatów i psychopatów. Nie, przepraszam. REZYDENCJA psychopatów. 


~~*~~

                  Wcale nie jest 1 maj. Wcale.
Hej, cześć i hello. Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał. Czytałam tak te starsze i zauważyłam, że sproro rzeczy zniknęło, a tego nie chciałam. Zastanawiam się, czy to nie sprawiło, że cała historia stała się taka... pusta i powtarzalna. Nie wiem, może to tylko moja paranoja? Napiszcie, co o tym myślicie.


Pozdrawiam i do napisania :3
Mai